sobota, 24 marca 2018

O tym jak zostałam atrakcją porodówki cz. I

Jak w poprzednim poście pisałam, w weekend dwa tygodnie temu zamiast być na spotkaniu blogerskim, musiałam pojawić się w szpitalu.
I tak oto stałam się "tą panią od łazienki". Ale zacznijmy od początku :)



Od połowy ciąży coś zaczęło się dziać nie tak. Na każdej wizycie moją ginekolog coś martwiło.
Na szczęście nie były to sprawy takie, abym musiała leżeć i chuchać, ale to najpierw za mały brzuszek i duże rozbieżności w wymiarach, a to za mało wód, potem brak postępu wzrostu.
O tyle dobrze, że moja ginekolog okazała się kobietą o złotych sercu, zlecała wizytę praktycznie raz/dwa razy w tygodniu nie biorąc za to grosza. W końcu na wizycie w 38tc stwierdziła, że rozwiązujemy ciążę i dostałam skierowanie do szpitala. I tak jak ja marzyłam o tym by już urodzić, nagle doszło do mnie to, że ja nie jestem jeszcze gotowa! Byłam na 100 % przekonana, że przenoszę minimum tydzień i wizja, że mam urodzić tydzień przez terminem nagle mnie przerosło.
Tak samo jak przerosło mnie to, że tęskniłam za starszą córką i cholernie przykro było mi, że musi pojechać bo babci byśmy mogli to jakoś razem ogarnąć.
Byłam przekonana, że idąc do szpitala, w końcu sobie ODPOCZNĘ, ale chyba po prostu sobie to wmówiłam a w szpitalu było mi bardzo smutno przez tę rozłąkę. Chciałam by Iga była w domu kiedy wrócę ze szpitala, ale chciałam też, by Darek był przy mnie w szpitalu - nie wiedziałam ile miałoby trwać wywoływanie. A jednak krótkie wakacje u babci to nie takie zło...

W piątek 9. marca rano pojechaliśmy na oddział. Wiecie jaką datę urodzenia wpisała mi piguła na SOR-ze ? 1.01.1970! Taką datę miałam na karcie. Mam dobre geny, że się tak trzymam! :D

Przyjęcie trwało dłuuugo, sam wywiad, ktg. Potem jakaś kobieta zaczęła rodzić, więc zrobiło się zamieszanie, wszyscy o mnie zapomnieli :D Jako, że byłam na usg Darek gdzieś zniknął z moimi rzeczami i nie mogłam go znaleźć. W końcu Pani sprzątaczka pożyczyła mi telefon, żeby zadzwonić i jak się okazało - Darek zamknął się na sali przedporodowej :D:D

Co do usg, robiło mi je dwóch lekarzy, liczyli te moje tygodnie, liczyli i się doliczyć nie mogli. Jednak ostatecznie stwierdzili dystrofię płodu i konieczność wywołania porodu.
Wszystko super i fajnie, gdyby nie to, że "w środku" nic nie było gotowe na poród. Z Igą w dniu przyjęcia na obserwację nie miałam już szyjki i było 3 cm rozwarcia, więc podane wtedy kontrolnie oxy tylko popchnęło całą akcję do przodu. A tu, teraz?
Wszystko pozamykane na dziesięć spustów. Przerażało mnie to!

Tego dnia nic się już nie wydarzyło. Dowiedziałam się, że na następny dzień będą działać albo cewnikiem, albo żelem by szyjka ruszyła.

Następnego dnia (10.03.) rano zmianę zaczęła moja kochana ginekolog.
I od razu wzięła mnie w obroty. Zaaplikowała żel. Nie było to zbyt przyjemne, ale najlepsze było dopiero przede mną.
Chwilę po aplikacji zaczęło się ogromnie bolesne rozpieranie w podbrzuszu. A jeszcze mało przyjemna położna kazała mi leżeć pod ktg. Po jakichś 15 minutach ten okropny ból ustał, ale zaczęły się regularne skurcze. Co 1-2 minuty, które trwały 40-60 sekund. I naprawdę były bolesne, ale wierzyłam, że musi tak być. Wierzyłam, że skoro tak mocno boli, to ta szyjka musi się ruszać.
Zaczęło mnie gonić do toalety - to przecież też dobry znak. Chodziłam, tułałam się z tymi bólami, ale nikt nie chciał w nie wierzyć, bo na KTG niewiele się pisało, a mnie krzyż wciąż rozsadzało co 2 minuty!
W końcu około 17 dorwałam jedną z tych miłych położnych i zrobiła mi badanie. Szyjka długa, przepuszcza palec, czyli to samo co było w dniu przyjęcia! Byłam wściekła, że tak cholernie boli, a ta szyja nic! Męczyłam się tak w sumie do 20, przy wieczornym KTG wszystko zaczęło się wyciszać i noc już przebiegła spokojnie, bez najmniejszego skurczu...
Jeszcze nie wiedziałam, że moim dniem będzie niedziela, że to właśnie w ten dzień urodzę i poprawię wszystkim humor....

CDN :)


3 komentarze:

  1. Miałam podobnie, mały brzuch, mało wód, córka przybierała, ale mało. Co pare tygodni leżałam w szpitalu na obserwacji. Od 37 tygodnia do 39 w szpitalu i do cc. Córka zdrowiuteńka, a nastraszyli ...

    OdpowiedzUsuń
  2. hahaha fajna przygoda:) moja tez moze byc niedlugo

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)