wtorek, 18 października 2016

Czy dziecko w drugim roku przedszkola mniej choruje?

Kiedy ponad rok temu wpadłam w przedszkolną euforię i szukałam Idze placówki, przyznam szczerze z ręką na sercu, że nie myślałam o żadnych chorobach. Bo jak to, moje praktycznie nie chorujące dziecko miało iść i tam chorować?
O nie, nie. Nie było takiej opcji. A jednak.



Jakież było moje zdziwienie, kiedy Iga zachorowała już we... wrześniu!
Fakt - może trochę przesadzam z używaniem słowa "choroba". Ale nawet sam mocniejszy katar, nie wspominając o kaszlu i innych niemiłych objawach uważam za stan chorobowy. I nie dlatego, że jestem miękką mamcią, która zamyka dziecko w domu gdy ono ma lekki katarek.
Nie.
Po prostu kiedy widzę, że mojemu dziecku leją się fluki z nosa, nie mam na tyle odwagi (a ochoty już w ogóle) by prowadzić ją do przedszkola, by inne dzieci były narażone na jej zarazki. Przyznam, że ja nie mam ochoty oglądać w przedszkolu dzieci w gilach, z odrywającym się kaszlem.

Nie chcę wyjść na hipokrytkę, ale nie wiem jakie miałabym podejście pracując, mając nóż na gardle. Pewnie kombinowałabym z całych sił by zapewnić jej opiekę w tym czasie, kiedy ja pracuję, a ona choruje. Choć przyznam, że w zasięgu ręki bardzo ciężko o takie osoby. Więc poświęciłabym bardzo dużo czasu na kombinowanie i wożenie Igi kilkadziesiąt kilometrów od domu by mogła przejść chorobę i mieć opiekę.
Ale jeżeli nie pracuję, jest ze mną.

Im bliżej było zimy, tym choroby poważniejsze. Co chwila gorączka, antybiotyki. Mieliśmy nawet zastrzyki w tyłek dwa razy dziennie przez 10. dni! Mamy, które nie przeszły tego ze swoim dzieckiem może nie wiedzą o czym piszę. Ale to było bardzo ciężkie do przejścia.
Iga była praktycznie chora w każdy miesiąc. W końcu spokój przyszedł... w wakacje. W przerwie od przedszkola. W końcu odetchnęłam.

Jednak... czy dziecko w drugim roku przedszkola mniej choruje?
Tak naprawdę może w ogóle nie chorować nawet w pierwszym. Znam przypadek, kiedy nie chorowało w pierwszym, a w drugim non stop.
U nas niestety... chyba nie zapowiada się na zmianę. Pierwsze przeziębienie przyszło już we wrześniu. Październik też mamy zaliczony - po dwóch tygodniach Iga poszła dziś do przedszkola.

Czy to już zawsze tak będzie? Mam po prostu uzbroić się w cierpliwość i czekać, aż samo minie? Czy za pół roku czy za kilka lat?
Sił nam trzeba. Zdecydowanie.



7 komentarzy:

  1. Minie z wiekiem choć to ciężki okres, Daśkowi minęło gdy poszedł do szkoły, Niuniek był bardziej odporny, Niko już 1,5 tygodnia zaliczył na prawie 2 miesiące przedszkola, lepiej niż w zeszłym roku, a oski nie chodzi a i tak łapie co chwila katar - niby od zębów, ale chłop z katatem to marudny chłop :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak to jest z marudnym chłopcem, jeżeli jak z dorosłym facetem to ja dziękuję za taką zabawę :)
      1,5 tygodnia na 2 miesiące to bardzo dobry wynik :D :*

      Usuń
  2. Myślę, że ciężko o prawidłowość. Nie wiem ile prawdy mają w sobie stwierdzenia, że wychychoruje się i przestanie (wolę raczej mówić o nabieraniu odporności), ale w przypadku naszej córci trochę tak właśnie było. Z tym, że ona chodziła do żłobka. Pierwszy rok - nie wiem czy częściej w domu niż w żłobku, ale na pewno chodziła w kratkę, w drugim też chorowała, nieszczególnie mniej. Sytuacja poprawiła się w przedszkolu. Tu myślę, że choruje tyle co "przeciętne" dziecko, jak zawieje, jak się zarazi itp, maks kilka razy w roku. Jest radość, ale teraz do żłobka poszła młodsza. Od września już dwie chorobowe przerwy zaliczone...
    /Pozdrawiam,
    Szufladopółka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Kilka razy w roku" to bardzo optymistyczne stwierdzenie. Czekam kiedy ja tak będę mogła powiedzieć :D :*

      Usuń
  3. Wiem co to za ból... przechodzilam przez to dwa razy,z pierwszą córką nie miałam miesiąca żeby chora nie była, odkąd do żłobka poszła,mój szef już krzywo patrzył kiedy po raz kolejny musiałam się z pracy zwolnić żeby odebrać dzieck bo albo gorączka, albo zaczela wymiotować, ect.. prawie rok czasu...zainwestowalam w droższe lepsze witaminki odpornosciowe od 5 lat prawie nie choruje. Lekarz przy każdej wizycie powtarzał "dobrze że jest chora- uodparnia sie"

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam dwóch synów, w zeszłym roku zaczęli chodzić do przedszkola. Mieli przez rok 25 infekcji, okolo 30% frekwencji przedszkolnej. Zazyli 9antybiotykow młodszy i 6 antybiotyków starszy. Było wszystko, 2 zapalenia płuc, zapalenia uszu, anginy, kilka rotawirusów, nawet zapalenie sitowe zatok ze spuchniętym na maksa okiem! Myslalam ze tego nie przezyje, ze tak juz zawsze będzie. Mamy polowę listopada i na razie cisza, zero antybiotykow, plena frekfencja. Co zmieniałam? Bardzo wiele, przede wszystkim lekarza i sama stalam sie dla nich najlepszym lekarzem. Uzywamy swietnych lekow, ktore zabijaja infekcje w zarodku (sterydy wziewne, dobr leki na rota). Bylismy w sanatorium, kupiłam kominiarki, aczełam podawac witamine D na stalę, Broncho vaxom i entitis. Wiem ze glownie sterydy wziewne nam tu pomagaja, wole to niz antybiotyki. Zycze duzo sily, bo chorujace dziecko to koszmar. Bylam na skraju rozpaczy. Pozbierałam się.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)