sobota, 16 kwietnia 2016

Kiedy talia zlewa się z dupą

Kiedy siedzisz przy stole, a Twój talerz całkiem przypomina kopiec kreta, widzisz te znaczące spojrzenia. A nawet słyszysz te ciche podszepty, że "jak to tak?". Jak można tyle żreć? Jak można się tak obżerać? Nie dość, że jest tłusta jak świnia to jeszcze żre jak świnia.

Ale ty jesteś po prostu głodna. Twój żołądek, nim poczuje sytość, musi przyjąć bardzo dużo pożywienia. Więc dlaczego miałabyś kończyć na jednym groszku, kiedy masz przed sobą całe koryto?


 Po prawie 5. miesiącach po operacji może życie nadal płynie. Zmieniło się tak wiele, ale tak jakby nic.

Teraz słyszę: "to już? Już się najadłaś? Chyba sobie kpisz." Niestety nie jestem w stanie przejeść żołądka. No i po co miałabym to robić? Naprawdę jestem zadowolona ze swoich małych porcji, a jak one smakują :D O wiele lepiej niż cały talerz jedzenia :D



Kiedy rok temu, moja talia zlewała się z dupą, dziś moja talia często macha do mnie w lustrze. Wtedy wydaje mi się, że mówi: "Wróciłam na swoje miejsce. No hej!".

Choć przy wzroście 1,53 m i wadze 88 kg raczej wygląda się "nie bardzo", ja zaczynam czuć się ze sobą coraz lepiej. Podświadomość szepcze mi, że będzie jeszcze lepiej! Choć, czy ja wiem? Moja dziwność spowodowała u mnie odcięcie się od ludzi po CHLO, opuszczenie wszystkich grup wsparcia przez... mój zastój wagi. Tak naprawdę nie myślałam, że waga będzie stała na tak wysokim wskaźniku. Choć raczej może nastawienie było pozytywne, tak nie mogę się pocieszyć tak niską utratą wagi. Mam jakieś głupie wrażenie, że już więcej nie spadnie...

Ale zostawiając za sobą te czarne myśli, tak szczerze..

Nie żałuję tej operacji. Można powiedzieć, że próbuję wszystkiego po trochu. To nie jest życie o sałacie i wodzie. Można czasem śmiało zjeść coś typu słodycze, czy fast food, ale naprawdę, z ręką na sercu - nie można zmieścić tego wiele. Po słodkim zaraz mnie mdli, a np. frytki szybko zapychają. Także nie są to ilości na gramy, tabliczki, czy miski, tylko na kostki i sztuki.

Ponadto, zaczynam mieścić się w coraz większą ilość starych ciuchów. Choć tym razem chudnę jakoś nieproporcjonalnie - mój pociążowy brzuch mało chudnie - to coś już powoli zaczynam wyciągać z szafy.

Najważniejszą rzeczą jest chyba samopoczucie. Chociaż nigdy nie byłam mega aktywna - bo jestem leniem który lubi lenistwo :D - nie męczę się tak bardzo i mam więcej energii. Choć tej energii nie wystarczyło mi na siłownię. Choć nie pisałam o tym na facebooku. Moje wielkie wejście na siłownię skończyło się ucieczką. Dwa, trzy razy byłam? Stwierdziłam, że to zupełnie nie dla mnie. Nie potrafię się zmusić choćby nie wiem co.

Czasem potrzebowałabym takiego kopa w dupę, w sensie : "Kobieto, będzie dobrze!". Ja wiem, że już jest dobrze. Choć chciałabym by było jeszcze lepiej.

Bez pracy nie ma kołaczy, co nie? Uśmiecham się i wiem, że nie ma.

Co ma być, to będzie, ja mogę tylko mieć nadzieję na lepszą przyszłość :)



P.S.1 Kuźwa, jak patrzę na ten kolaż to normalnie jestem jak Pińsiot twarzy Greja haha :)

P.S.2 Wiem, że mój post może wydawać się wam niespójny. Ale jak mam wenę to niestety tak jak piszę, tak mam i w głowie. Wybaczcie :D



6 komentarzy:

  1. Tytuł mnie rozwalił :-) Mimo wszystko życzę Ci wytrwałości, bo to z pewnością jest przeogromne wyzwanie! A efekt jest bardzo zauważalny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mogę Coś tylko napisać Wow! Szacun! I powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem Ci szczerze, że u Ciebie ta nadwaga, o której piszesz, w ogóle nie rzuca się w oczy. Masz śliczną buzię i takie miłe spojrzenie, które gra pierwsze skrzypce, gdy się na Ciebie patrzy.
    Pragnę jednak życzyć Ci powodzenia i spełnienia marzeń o idealnej figurze. Sama wiem, jak to jest, gdy się nie lubi swojego odbicia w lustrze. U mnie problem był odwrotny - 40kg przy 164cm. Długo walczyłam o każdy kg i dalej walczę.Trzymam kciuki :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasia spróbowała16 kwietnia 2016 21:45

    Hej! Ja straciłam prawie 30 kg. Też jak patrzę na kolaże to sama przecieram oczy. Jestem z Tobą :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oszałamiający efekt! NAPRAWDĘ :) Kurczę, zbieram szczękę z podłogi. Jesteś PRZEPIĘKNĄ kobietą:) ( i byłaś), ale utrata wagi dodaje sił i wiary w siebie. Trzymam kciuki, by Twoje ostateczne cele udało się osiągnąć :) i zapraszam na moją "przygodę":) Ja zaczęłąm dopiero miesiąc temu, a bloga założyłam dopiero dziś, ale już wiem, że zostanę tu na dłużej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Natalia jestem pod wielkim wrażeniem i wielki szacun dla Ciebie, sama rozważam operacje ale nadal się waham, nie wiem nie mam chyba tyle odwagi co Ty, ślicznie wyglądasz :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)