środa, 10 lutego 2016

Zamilcz. Posłuchaj co mówi dziecko

Czasem mam wrażenie, że jestem z kosmosu.

Z całkiem innej planety. Zwanej "Inaczej".

Choć może to ja jestem stąd, a inni przybyli z odległej galaktyki?



Czasy się zmieniają. Z każdym rokiem ludzie się zmieniają. Każde pokolenie wychowuje się inaczej, żyje w innym otoczeniu, wśród innych ludzi.


Nie stajemy w miejscu. Dzieci urodzone w XXI wieku nie są wychowywane miarą wieku XIX czy XX.

Każdy rodzic chciałby dołożyć od siebie coś więcej. Więcej serca w wychowywanie swoich dzieci. Chciałby, aby były one lepsze niż on sam. Niż jego rodzice. Chce być lepszy.



Choć ja wiele nawyków moich rodziców wnoszę do domu, to jednak w moim domu pojawiło się coś, czego nie było w domowych pieleszach.

Miłość i zrozumienie.

Choć ta miłość była gdzieś ukryta, dało się ją odczuć w ciepłych butach i kurtce, czy pełnym talerzu, to praktycznie nigdy nie doświadczyłam miłości rodziców w słowach i uczuciach.

Kiedyś zrozumienie polegało na zrozumieniu jednostronnym - "masz mnie słuchać, jestem twoją matką", "masz robić tak i tak", "nie masz nic do powiedzenia, jesteś dzieckiem", "pójdziesz na swoje to będziesz decydował".

I to tak oddala mnie od dawnych wzorców wychowania.

Choć nie wychowuję bezstresowo (czasem zdarzają się krzyki), daję swojej córce wolną rękę. Wsłuchuję się w jej ciało, w jej słowa. W jej prośby, w jej pełnych uczuć słowa.

Daję jej największą miłość i największe zrozumienie na jakie mogę się zdobyć.



Codziennie pokazuję jej jak ją kocham, a kocham ją okrutnie. Codziennie dostaję silne odwzajemnienie tej miłości. Miłości Matka-Córka, której nigdy tak nie doświadczyłam.

Codziennie staram się ją rozumieć, próbować spełniać jej oczekiwania i prośby.



Dlatego moja psychika buntuje się, gdy słyszę jak ktoś "próbuje" rozmawiać z moim dzieckiem. Przykładem jest to czy babcia, czy obca pani, czy nawet doktor. Który udaje, że słucha. Dziecko nie może do końca powiedzieć co myśli, a natychmiast osoba jej przerywa, podsumowuje myśl mojej córki po swojemu.

Czy czasem nie warto się wyciszyć, posłuchać dziecka? Czy nie można stłumić swojej starowiekowej natury i dać dziecku dojść do słowa?

Czasem widzę, jak jej jest przykro, gdy ktoś "chce" z nią rozmawiać a tak naprawdę nie da jej dojść do słowa. Owy dorosły zachowuje się jak by rozmawiał za siebie i za dziecko. Jakieś objawy schizofreniczne?

Także nie pytaj mnie, czy moje dziecko ma ochotę się bawić, ma ochotę na cukierka czy kanapkę. Iga w końcu nauczyła się mówić i potrafi wyrazić swą chęć. Nie wmuszam w nią nic, nie rozkazuję. Ona sama mówi i decyduje na co ma ochotę a na co nie. Nie bawimy się w króla i sługę. Chce - to fajnie, nie chce - namawiam ją w formie zabawy (jeżeli chodzi o sprzątanie), lub daję spokój (jeśli chodzi o jedzenie). My też nie lubimy gdy ktoś nami rządzi.



Tu w tym miejscu postuluję o zrozumienie dla małych dzieci. W rodzicielskie zrozumienie nie wątpię. Ale - babciu, dziadku, ciociu, wujku, doktorze, pani sklepikarko - posłuchaj co moje dziecko ma do powiedzenia. Nie mów za nie. Zamilcz choć na chwilę i okaż temu małemu skrzatowi szacunek, bo on należy się każdemu. Dziecko nie nauczy się życia w społeczeństwie kiedy od małego jest przegadywane, a w jego usta wkładane są słowa, których nie wypowiedział.

Zamilcz. Posłuchaj co mówi dziecko.


2 komentarze:

  1. Jeden z lepszych tekstów, jakie kiedykolwiek czytałam :) Aż muszę udostępnić :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję :) Cieszę się, że się podoba :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)