wtorek, 12 stycznia 2016

Jakie plany na 2016?

Wiecie, że pisząc podsumowanie roku 2015 nawet nie przyszły mi do głowy żadne postanowienia ani plany?



Może Was zdziwię, ale nie mam żadnych postanowień na ten rok. Nawet o tym nie myślałam. Może to moja ograniczona wyobraźnia, lub niewielkie ambicje, ale nie zależy mi na czymś aż tak, by nazwać to postanowieniem. Aż sama zachodzę w głowę, dlaczego tak się dzieje? Czy to oznacza, że stoję w miejscu? Całkiem możliwe.

Jednak wydaje mi się, że potrzebuję stabilizacji, bez gonienia za wszystkim. Ach, przypomniało mi się, że pisałam o pracy!


Tak, tak, praca. Jednak nie jest chwilowo to mój życiowy priorytet. Ogłoszenia sprawdzam codziennie, jednak póki co nie znalazłam nic interesującego. Muszę jeszcze logistycznie obmyślić, co zrobić z Igą, kiedy z Darkiem nie będziemy mogli wymieniać się opieką. Ale na to jest czas. Kiedy pojawi się mega interesująca oferta, znajdzie się i sposób na opiekę.



Ale wróciwszy do planów. Czemu plany, a nie postanowienia. Plany są bardziej możliwe do zrealizowania. Postanowienie zawsze zostanie postanowieniem. Założenie sobie granicy do przekroczenia. Nie jest fajnie, kiedy postanowienia nam nie wychodzą. Kiedy zaś plany się nie realizują, nie jest to tragedia. I bez całej odpowiedzialności przed samą sobą można przeboleć plan, który nie wyszedł.



Planów na ten rok również mam niewiele. Póki co. Marzec to na pewno wyjazd na Mam Blogerek Fanaberie do Poznania. Nie mogę się już doczekać tego wyjazdu. Choć czekać mnie będzie 500 km w jedną stronę, jestem na to gotowa. Z Roksaną (Dzwoneczkowy Raj Mamy) zawsze i wszędzie :D

Kwiecień to spotkanie moje i Ani w Węgorzewie.

Kwiecień to także miesiąc zapisany grubymi krechami w kalendarzu. Przegląd auta i wymiana opon. Zawsze martwię się jak z tym moim autem będzie. Wszak młode nie jest - jakieś 21 lat już ma. Ryska tu, ryska tam. Tam odłazi lakier. Tam coś lekko rdzewieje. Ale, że nie jestem typową babą (hmm a może raczej facetem), wygląd auta i jego lakier czy mała rdza nie bardzo mnie obchodzi. Chyba, że mówimy o fiacie multipla. Temu nawet salonowa nowość nic nie da :D ... Mam swojego sprawdzonego mechanika (dzięki Bogu!), gdyby było coś nie tak, zamawiam części w sklepie http://www.mamauto.pl/. Ratuje mnie (a może ich?) szeroki asortyment. Co do auta, to w sierpniu jeszcze czeka ubezpieczenie...

Lipiec to na pewno urodziny Igi i... See Bloggers. Postanowiłam, że tym razem nie odpuszczę i już rozglądam się za noclegiem. Pojadę, nawet tymi naszymi kiepskimi połączeniami kolejowymi. A jak nie to i w auto wsiądę i pojadę. Pojadę i koniec. To postanowione jest. Jak mnie nie wpuszczą drzwiami to wejdę oknem. :)



I wiecie co? To chyba tyle jak na plany o których wiem. Nigdzie z mężem nie wyjeżdżam. Do Gdyni na 99% jadę sama.

Sama, sama, sama.... Jak to dziwnie brzmi. Ale jak pięknie będzie odetchnąć...



Wiem, że na pewno jeszcze wpadnie nie jedno spotkanie (mam nadzieję :D), jednak póki co moje plany kończą się na sierpniu.

A plan na teraz - na styczeń - kupić sobie rowerek stacjonarny. I kupię :D



A Wy jakie macie plany? Na pewno mnie przebijecie :D




zdjęcie lumesse.com/planning-everything-–-plan-nothing

2 komentarze:

  1. Tak sobie myślę, że czasami wystarczy tylko CHCIEĆ:)

    500km w jedną stronę? To spotkanie na pewno będzie jednym z najbardziej wyjątkowych, nie bez powodu tak mocno do siebie przyciąga :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzadko mam okazję uczestniczenia w spotkaniach, a jak już mam, to nie ma dla mnie ograniczenia w km :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)