czwartek, 14 stycznia 2016

Bezpiecznie, znaczy nudno?

Każdy nowy rok zaczyna się nowymi marzeniami, postanowieniami. Każdy myśli, planuje, notuje i kalkuluje. Co by chciał w tym roku. Na co może sobie pozwolić, co sobie kupi, gdzie pojedzie.

Jak wiadomo, cały świat nie jest usłany różami i nie każdy może sobie pozwolić, nawet marzyć a co dopiero planować.



Jestem jedną z wielu osób, które chciałyby wszystko, a mają w zasadzie niewiele. W każdym sklepie, w każdej galerii pokażę Ci co bym chciała.


Co w takim razie kieruje mną, że sobie tego nie kupię? Przecież nie jest to tak drogie (choć czasem cholernie drogie), żeby nie było mnie na to stać. Owszem. Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Kupię jedną rzecz, chcę następną.

Rozsądek.



Niektórzy twierdzą, że rozsądek jest nudny. Czy rzeczywiście?



Gdyby nie mój rozsądek, na bank tonęłabym w długach. W długach, kredytach. Zawsze mówiłam i mówię, że ostatnią rzeczą jaką zrobię w życiu, to wzięcie kredytu. Kredytu na przyjemności. Oczywiście nie chodzi mi o kredyt na życie (mieszkanie itp.). Na przyjemności. Tak wiele ludzi zatapia się w długach, problemach finansowych, przez pogoń za przyjemnościami. Bo Stasiek, czy Wacek mają wypasione auto (nie szkodzi, że Twoje jest o wiele tańsze, ale za to bardziej ekonomiczne i bezawaryjne), bo Krysia ze Zdzisią mają fundusze na nowe torebki i sukienki (co z tego, że w szmateksie ubrałabyś się tak samo, kilka tysięcy taniej), a Klaudia z Karyną i jej starszą siostrą jadą na Kanary wyrywać Pedrów. Przecież Ty też musisz!

A wcale nic nie musisz. Włącz swój rozsądek. Ciesz się razem z nimi, nie zazdrość. Co z tego, że Ciebie nie stać? Chodzi Ci po głowie kredyt (we frankach? W tej chwili specjalne strony zajmują się wytaczaniem pozwu zbiorowego przeciw bankom dla klientów, którzy wzięli kredyt we frankach szwajcarskich - http://www.franki.biz/ - więc to chyba nie najlepszy pomysł).

Jest tu ta sama sytuacja jak przy moim wpisie o prezentach dla dzieci pod choinkę. Jak to rodzice przekraczają swoje granice, mając w portfelu pustki, a idą do banku po kredyt na prezenty.



Czy nie lepiej odczekać, zastanowić czy naprawdę potrzebujemy tych rzeczy? Tak, by brać kredyt? Czy nie lepiej odłożyć i kupić za swoje własne, zapracowane pieniądze?

Mnie wielokrotnie nosi. No nosi. Jeżeli widzę coś, co kosztuje dobrą wypłatę Darka, i już przymierzam się, by zagadać, może jakoś da radę obejść tę cenę. A w zasadzie granicę nie posiadania w tej chwili takiej ilości pieniędzy. Ale zaczynam już o tym myśleć na zimno, gdy pierwsza ekscytacja minie. I przeważnie okazuje się, że ta rzecz nie była mi wcale potrzebna.

A jeżeli już nie ma litości dla mojego wyboru, po prostu odkładam pieniążki. Tak było z lustrzanką, z nowym obiektywem. Z książkami które potrafię kupować w hurtowych ilościach.

Spora gotówka do odstrzału - to sytuacja o wiele lepsza niż zbieranie i czekanie. Łatwiejsza na początku. Spłacanie nie jest już takie fajne.

Bezpieczne zbieranie kasy nie jest takie nudne! Każdy zastrzyk gotówkowy zbliża Cię to wymarzonego celu. Dlatego Bóg stworzył biednych i bogatych.

Bogatych - którzy mają wszystko, ale tak naprawdę niewiele rzeczy ich cieszy, i biednych, którzy na wszystko muszą ciężko pracować, a każda wymarzona rzecz kupiona za własne, odłożone pieniądze, jest jak gwiazdka, która spada z nieba.

Podsumowałam to nieźle, mam nadzieję, że nikt się nie obrazi :) Sama zakręciłam się już w tym poście. Dajcie znać, czy rozumiecie mój przekaz :D



4 komentarze:

  1. Zrozumiałam i myślę tak samo! Zero kredytów, oprócz tego na mieszkanie. Nie mam kasy-nie jadę, nie kupuję. I tak jestem szczęśliwa :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że zrozumiałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm.. no to mnie zawstydziłaś.. w zeszłym roku wydawałam jak leci.. i nie zdawałam sobie z tego sprawy aż do dnia przed sylwestrem. Otworzyłam szafkę z butami i naliczyłam 13 par nie starszych niż 10mcy, nie napiszę jaka wyszła średnia cena pary, bo mnie zabijesz. Nie liczyłam już innych swoich rzeczy kupionych w 2015 r., typu elektronika, torebki czy ubrania, bo stwierdziłam, że nie będę się pogrążać. Do pokoju Emki wolę w tym celu w ogóle nie zaglądać.
    Powiem tak - nigdy nie robiłam postanowień noworocznych, ale teraz mam jedno: nie wydaję na siebie ani grosza, dla Emki kupuję tylko niezbędne rzeczy (gdy wyrośnie z tego co ma), a wiosną 2017 kupuję mieszkanie. Aaaa.. żeby nie było tak kolorowo.. kredyt na nie wezmę, a wyremontuję za odłożone :) To mnie bardziej uszczęśliwi niż te cholerne 13 par butów, które mi się teraz śnią co noc..

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)