piątek, 28 sierpnia 2015

Moje chwile - Kringle Candle - Fresh Baked Bread

image55

 

Jakiś czas temu skusiłam się na świeczki Kringle Candle. Nie będę ukrywać, że to moje pierwsze spotkanie z tą marką. Od zawsze byłam wierna Yankee Candle.

Ale postanowiłam spróbować.

 

Wiem jednak że zrobiłam pewien błąd. Kupiłam świeczki, w końcu spokojna o kominek, o ten plus, że nie będę musiała go czyścić.

Jednak wiem, teraz - że mimo iż świeczki są praktyczniejsze, wydają mniej aromatu no i wydzielają typowy zapach "surowego" wosku.

Miałam taki problem z innym woskiem KC, a przełożony do kominka nagle uwolnił swój aromat.

 

Ale wracając do Fresh Baked Bread. Nie wiem, kto jest taki szalony, że odpala w sobie w domu zapach świeżego chleba? Nie łatwiej taki chleb upiec i mieć zapach rzeczywisty ? :D

Nie no, trochę żartuję, wierzę, że są osoby które uwielbiają zapach świeżo upieczonego chleba. Ja może nie jestem jego fanką, jednak byłam bardzo ciekawa tego zapachu.

 

Sama na co dzień chleba nie piekę - zdarzy się raz na pół roku i to tylko razowy, ale ten zapach rzeczywiście odzwierciedla zapach świeżego chleba.

Ale nie tam takiego kupionego w Biedronce, ale takiego świeżo wyjętego z pieca, w domu, który prosi się o ukrojenie grubej pajdy i posmarowanie go świeżym, swojskim masłem.

Zapach jest wyjątkowo aromatyczny.

Jeżeli lubisz takie zapachy, chcesz przypomnieć sobie zapach dzieciństwa, lub po prostu chcesz, by w Twoim domu unosił się aromat świeżego pieczywa, to ten zapach jest zdecydowanie dla Ciebie :)

 

Woski KC dostępne są na http://www.goodies.pl/

 

środa, 19 sierpnia 2015

Sto lat WOLA!

Miło dostawać prezenty, prawda ? :) Z tej okazji chciałbym napisać parę słów o polskiej firmie WOLA. Znacie ją?

Jeżeli nie, to będziecie mieli okazję.

 

http://www.wola.pl/

Zakłady Przemysłu Dziewiarskiego WOLA powstały w 1945 roku. Czyli tak - w tym roku firma obchodzi 70-te urodziny!

Państwowy zakład produkował rękawiczki i grube wyroby dziane.

Firma cały czas inwestowała, powiększając park maszynowy i urozmaicała asortyment. W latach 50. zaczęła produkcję pończoch.

Pod koniec lat 80. WOLA rozpoznawalna była na rynku wschodnim, a także zaczęła wkraczać na rynek niemiecki i francuski.

Na początku lat 90. firma jeszcze bardziej poszerzyła asortyment - o skarpety i szerszy wybór rajstop - na zapotrzebowanie konsumentów.

Z biegiem czasu, jak i rozwinięcia technologii, rajstopy zyskały różnorodne wzory, a skarpety tworzono z np. materiały frotte.

 

W 2005 roku firma została sprywatyzowana i stała się częścią grupy FERAX, właściciela m.in. marki Gatta.

Dzięki inwestycjom w sprzęt i doświadczonym pracownikom WOLA zajmuje pozycję lidera na rynku polskim w produkcji i sprzedaży rajstop oraz skarpet bawełnianych.

 

Produkty WOLA posiadają certyfikaty "Bezpieczny dla niemowląt", "Bezpieczny dla dziecka" oraz Eko-tex. Skarpetki i rajstopy są wygodne i bardzo ciężkie do zdarcia  - co mogę poświadczyć ja ;)

"Bardzo ciężkie" - ja jeszcze nie zdarłam i na to się nie zanosi. Sami zobaczcie rąbek tego asortymentu, który testujemy (z pozytywnymi odczuciami).

Inne, kolorowe produkty możecie zobaczyć na http://www.wola.pl/.

A firmie WOLA życzę sto lat i kolejnych dziesięcioleci sukcesów i zadowolonych klientów :)

IMG_8732 IMG_8739 IMG_8743

IMG_8749

IMG_8750 IMG_8752

IMG_8756

IMG_8763

IMG_8768

 

 

wtorek, 18 sierpnia 2015

Wymarzona kuchnia? Kilka inspiracji

Jak każda kobieta, mieszkająca NIE na swoim, po cichu marzę o tym, jak urządzę swoje gniazdko.

Wtedy, kiedy będę je miała - oczywiście.

 

Nie tak dawno poznaliście moje wizje sypialni, a dziś wędrujemy do kuchni.

 

Moda "na białe" uderza wszędzie i z każdej strony. Ale pragnę poinformować Wam, że ja nie płynę z prądem, ale niestety teraz - muszę! Choć nie często ulegam teraźniejszym modom, biały kolor kojarzy mi się po prostu z przejrzystością, z czystością i minimalistycznym pięknem. Bo białe ściany i meble wcale nie są nudne! Wiele dodatków dodaje wnętrzu charakteru. Przestrzeń zyskuje na indywidualności, jest niepowtarzalne.

Zobaczcie jakie są moje typy kuchni.

Inspiruję się kuchniami z http://www.indecotrojmiasto.pl/

 

11-762

I pierwszy przykład kuchni nie białej, a jasnej (trochę "pożółkłej" od świata). Jasny brąz, z kolorem kremowym. Kuchnia mała a jednak miejsca roboczego sporo.

Do tego, piękne, wzorzyste panele szklane. Powiem Wam, że to mój cichy hit. Koniec z kitowymi kafelkami. Te panele są po prostu bombowe!

 

12-781

Biel z szarością, z fioletowymi panelami.

Dzięki panelom kuchnia zyskuje na wyrazistości.

 

12-791

Piękna, delikatna kuchnia. Ożywiona małymi, nienarzucającymi się dodatkami.

 

12-794

Klasyczne połączenie bieli z czernią.

 

12-800

Co w kuchni najważniejsze, to funkcjonalność. Nie wystarczy zakupić piękne meble, najważniejsze to umieć rozgospodarować pozostałe niezbędne rzeczy.

 

12-806

12-1024

12-1026

Jak podobają się Wam moje inspiracje?

A jakie Wy macie typy wymarzonej kuchni? ;)

 

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Przekleństwa matki wózkowej

Jak wiele czyta mnie matek wózkowych? :)

My wózka nie używamy prawie w ogóle - zapewne wróci do łask kiedy Darek wróci do pracy, a ja będę miała ochotę na większe zakupy z Igą. W tedy wózek sprawdza się idealnie, ale póki co robi za kosz na ubrania wyjściowe :D

 

Czym są przekleństwa matki wózkowej?

Przede wszystkim -

- zbyt szerokie zjazdy lub ich całkowity brak - schodząc po schodach najczęściej nie korzystam ze zjazdu, a... właśnie ze schodów. Większość wcześniej wspomnianych jest za szeroka! Nikt niestety nie pomyślał (kiedyś), że wózki mogą być węższe niż stare landary.

Czasem jednak nawet zjazdów/podjazdów brak. Często łapałam się nad tym, że rezygnowałam z odwiedzin sklepu tylko dlatego, że nie chciało mi się targać wózka po kilkunastu schodach.

- krzywe chodniki - stare, betonowe płyty. Zazwyczaj w tym wieku, w tym roku, bez renowacji, ponownego złożenia, wyglądają jak krzywe zęby dorosłego, który nie chciał w dzieciństwie nosić aparatu ortodontycznego. Samemu strach chodzić a co dopiero z wózkiem, lub prowadząc dziecko dopiero uczące się chodzić? Głowa pobita.

Na szczęście mamy i takie czasy gdzie coraz więcej mamy kostek brukowych, nowoczesnych płyt chodnikowych, pięknych, do wyboru do koloru (http://www.granit-kostrza.pl/).

- zbyt wysokie krawężniki, pofalowany asfalt! - wiecie, że w Giżycku koło Orlenu mamy pofalowany asfalt? Także zapierdzielasz przez pasy falując! Haha! A do tego na takiej fali musisz podnieść wózek, by przejechać po krawężniku. Oczywiście możesz wjechać na niego całym impetem, ale nie ma gwarancji, że wózek gładko przejedzie, większe szanse są na to by fiknąć z dzieckiem i wózkiem do przodu.

- zbyt wysokie wjazdy do pociągów, tramwajów - i wciąż dziękuję Bogu, że mieszkam w małym mieście. U nas nie ma nawet autobusów miejskich, a co dopiero tramwaje. Także mamom korzystającym z tych dobrodziejstw, przeszkód współczuję.

- chodnik, chodnik, nie ma chodnika - nagle w miejscu w którym był chodnik, nagle go ... nie ma. Czeka Cię teraz spora droga po dość głębokim piachu. Ta podróż trwa tyle, ile Ty w tym czasie obróciłabyś całe miasto. Do tego pot Cię nie oszczędził. Znudzone dziecko także.

- samochody na chodnikach - ile razy miałaś ochotę kopnąć czyjeś auto, które zastawiło całe przejście?

Mogę się założyć, że oczami wyobraźni przebijasz opony palantowi, jednak jesteś na tyle kulturalna że ze złości nawet już nie patrzysz na owe auto. Ale modlisz się, by temu komuś też kiedyś zastawiono drogę.

 

A Ciebie co spotyka na co dzień, wózkowa mamo?

stroller-575207_1280

zdjęcie - pixabay

 

niedziela, 16 sierpnia 2015

Week in Photos #56#57#58#59

I znów duże zaległości ;)

Ale cóż się dziwić przez te upały... Przeglądając zdjęcia zobaczyłam, że ostatnio padało u nas 3 tygodnie temu...

 

11911040_1044238002260783_1078920023_n

Ciekawe kto w domu na najwięcej butów? 7 par - Iga wygrywa.

Już czas pomyśleć nad jakąś szafką na buty Może metalowa? http://erabox.pl/

 

11324523_853234834753057_1145059378_n

Wyliczanki Family Finger trwają w najlepsze. A tak dawno ich już nie oglądała a mimo to...

 

11325306_981854725178668_1777752095_n

Zdjęcie sprzed 4 tygodni. Deszczu, wróć!

 

11363858_134854550186963_614210399_n 11375420_1616875585262622_695919871_n 11375822_862618860473395_1419035641_n 11378156_983643058336906_1323272386_n 11386445_846132342140961_885923296_n 11410543_1458330904489628_93592525_n 11428708_398874626965016_1774929433_n 11821065_923479687713657_297877311_n 11850030_725511730888428_329038598_n 11875375_508585885963762_1087339666_n

Książki chłonę namiętnie :D

 

11881597_586347424837096_2103096800_n

Nie ma to jak swój, prywatny wiatrak :D

 

sobota, 15 sierpnia 2015

Rzeczy, które mnie prześladują

Czy macie w swoim życiu rzeczy, które Was prześladują? A może pewne czynności nie dają Wam spokoju?

 

Ja mam i rzeczy i czynności. Czasem o tym zapominam, a czasem nie daje mi to spokoju.

Co to może być?

 

Już spieszę :

- nawalające hamulce w aucie - mam swoje auto, ale zdarzało mi się też jeździć innymi. Po dłuższym zapoznaniu się z autem, zawsze miałam wrażenie, że hamulce nawalają! Że naciskam pedał, a hamowanie idzie zbyt opornie. Kiedy przesiadałam się do innego auta, po jakimś czasie było to samo. I ze wszystkimi innymi też.

- przebita opona - zawsze wydaje mi się, że w przednim, lewym kole schodzi powietrze. Właśnie - wydaje mi się.

- tłumik - to akurat prześladuje mnie realnie. Przez dłuższy okres czasu jeździłam trzema autami. W każdym miałam do naprawy tłumik. W obecnym był już naprawiany dwa razy. Mechanik ostrzegł mnie, że trzeci raz i trzeba będzie wymienić na nowy.

- pieniądze w portfelu - włożę kasę do portfela, i dwadzieścia razy przed wyjściem sprawdzam czy ona tam jest. Wertuję, liczę. Za chwilę znowu to samo. Faza.

- klucze, telefon itp. - tak samo jak z kasą. 50 razy sprawdzam. Może i słusznie bo raz omal nie zamknęłam samochodu z kluczami w środku w Warszawie! Choć nie będę kłamać, że i tak mi się zdarzyło, ale zawsze w pobliżu domu, mam zapasowy klucz do auta.

- zalanie mieszkania - Kiedyś, jeszcze kiedy Darek był moim chłopakiem i był akurat u mnie, wieczorem poszłam się kąpać. Moich rodziców nie było - poszli do znajomych. Skończywszy kąpiel usłyszałam jakiś dźwięk z kuchni. Myślałam, że to Darek coś smaży (:D) jednak kiedy wyszłam, zobaczyłam że jest włączony piecyk do ogrzewania wody. A on jest tylko włączony kiedy leci woda. Ale jak to? Przecież nikt wody nie leje. I wtedy włączyłam światło i z szafki pod zlewem lała się woda. Puścił jakiś wężyk. Innego zaś dnia odpadło kolanko od odpływu, z tego samego zlewu. Oczywiście mnie w kuchni nie było przez chwilę, a włączyłam wodę by się nagrzała - do zmywania naczyń. Skończyło się zalaniem kuchni i w obu przepadkach interwencją sąsiada z dołu.

Ale zaś w zalaniu mieszkania najlepszy jest mój tata! Chciał na własną rękę naprawić kaloryfer, który miał małą dziurkę i przez którą KAPAŁA woda. Tata tak grzebał że dziura zrobiła się wielkości paznokcia a woda tryskała takim strumieniem, że cała podłoga była zalana. Tryskało nawet po ścianach. Oj przypominam sobie ten dzień kiedy mój tata prawie płakał, kiedy nie mógł powstrzymać wycieku (wytrysku raczej haha :D) a żeby to powstrzymać, cieć musiał odciąć cały poziom od wody! Długo to trwało, sąsiedzi się nazlatywali, z mamą na spidzie zbierałyśmy z podłogi wciąż zbierającą się wodę. Sąsiadowi z dołu woda to ciekła z włączników światła ;) Ehhh, dywan do wyrzucenia, ściany do mycia. Przydałby się wtedy jakiś osuszacz do wnętrz ;) (http://www.osuszacze.watersmile.pl/)

- zakręcone kurki od gazu czy zamknięte drzwi - nie zasnę kiedy nie sprawdzę czy kurki są zakręcone, a drzwi zamknięte. Drzwi czasem sprawdzam kilka razy. Zamknęłabym je najchętniej na kilka spustów, jednak drzwi posiadają tylko dwa...

 

Nie wiem czy tak się mówi, ale chyba z każdym jest coś nie tak :D Ze mną jest to co napisałam Wam wyżej.

A wy macie jakieś swoje fobie, prześladujące wątpliwości? :D

matroeska-746131_1280

zdjęcie pixabay

 

piątek, 14 sierpnia 2015

Nie muszę im mrugać

Prawo jazdy mam 6 lat. Może nie długo, ale jak na swoje krótkie życie całkiem sporo.

Mam to szczęście, że omijają mnie widoki wypadków drogowych. To znaczy nie wraków aut, tylko wypadków w trakcie.

 

Sama nigdy nie doprowadziłam do wypadku ani stłuczki, jednak moje auto (a w zasadzie auta - byłą Mazdę i obecnego Hyundaya) doświadczyło potłuczenia. Raz - kiedy byłam jeszcze z ex'em, a drugi pod koniec ciąży z Igą. Wolałabym by omijały mnie takie atrakcje, choć przyznam, że jeżeli auto nie jest uszkodzone "od środka" to można na tym nieźle zarobić (z ubezpieczenia winnych). Jednak nie praktykujcie tego ;)

 

Ale - powracając jednak to tematu.

Przez długi czas podziwiałam mruganie światłami do siebie przez kierowców. Nie raz wdzięczna, bo choć uważam się za przepisowego kierowcę, przekraczałam czasem te 10-20 km/h. Niby nie dużo, ale tak być nie powinno. Dlatego coraz to bardziej zaostrzone przepisy jeszcze bardziej przemówiły mi do rozsądku i teraz nie ma opcji, by licznik przekroczył dopuszczalną prędkość więcej niż parę kilometrów.

I ta wdzięczność przeszła mi... wczoraj. Ale dlaczego akurat wczoraj.

Jadąc obwodówką Giżycka, gdzie nadal obowiązuje 50 km/h minęłam patrol policji. Z suszarkami naturalnie. Nie mijałam nikogo z nadmierną prędkością, ale moja ręka już wędrowała by zamrugać światłami. Przyznam się, że raczej tego nie praktykuję, zdarza mi się, ale bardzo rzadko.

Ale nagle przed oczami stanęły mi te zdjęcia, filmy z wypadków. Gdzie powodem była nadmierna prędkość.

Nie wiem dlaczego akurat dzisiaj, dlaczego w tym momencie o tym pomyślałam. Ale w jednej sekundzie postanowiłam - już na zawsze - NIE BĘDĘ NIGDY NIKOMU MRUGAĆ.

Koledzy zza kierownicy nazwaliby mnie "suką", powinniśmy pomagać sobie.

 

Ale moje myśli wędrują do roztrzaskanych ciał, potrąconych małych dzieci, ich rodziców, może dziadków czy cioć i wujków. Czy nie będzie po prostu łatwiej, gdy zamiast mrugnąć komuś kto zapierdziela 90 km czy 100 po obwodówce mimo iż jest na niej dopuszczalne 50 km/h, zatrzyma go policja? I choćby dali mu pouczenie, zatelepie portkami i zwolni?

Jeżeli mu mrugnę, on zwolni, a za zakrętem przyspieszy i pierdolnie z całą swoją mocą w matkę prowadzącą wózek z niemowlęciem w środku?

Nie raz nie dwa trąbiłam na debili i czasem żałowałam, że nie jestem właśnie policjantką w cywilnym, ale służbowym aucie. Do cholery, przecież jadę z dzieckiem! Czy nalepka z tyłu, na oknie nie wystarcza? Czy muszę oblepić samochód po całości, by móc spokojnie wsiąść do auta?

 

Takie myśli jednak nie dręczą mnie namiętnie, inaczej nie ruszyłabym się z domu. Musiałabym zamknąć się w szafie (http://www.grupainterio.pl/).

 

Ale na logikę:

czy nie lepiej wyzbyć się chęci pomocy potencjalnym zabójcom? Który ominie patrol policji a następnie pozbawi życia paru ludzi?

Nie muszę im mrugać. Piratów należy łapać, pouczać, karać.

Ja im nie pomagam. 

stockvault-driving-at-speed-of-light137559

czwartek, 13 sierpnia 2015

Upały upałami, ale ochłodzić się trzeba

Co nie chłodzi bardziej niż woda? Wspaniała, letnia woda?

 

Iga spędzając mini wakacje u Babci miała okazję zanurzyć się w rzece.

Faktem jest, że wydałam zakaz chodzenia nad rzekę, ale że miał być to tylko spacer, a Iga postanowiła dać nura do chłodnej wody to już inna bajka.

Była bardzo szczęśliwa, a ja żałowałam, że nie mogłam tego zobaczyć.

 

W tamtym roku w naszym ogródku bez zieleni - czyli na balkonie, witał basenik. Mały, tylko na jedną dupkę, bez żadnych akcesoriów (http://www.sklepogrodniczy.pl/).

Ale że po lecie, zaczął służyć do zabawy, nie zostało z niego nic.

 

Dlatego w te upalne dni zainwestowałam w kolejny basenik. Większy, który pomieścił by więcej niż dwoje dzieci.

Dodatkowo ma powierzchnię to malowania specjalnymi, dołączonymi mazakami. Jenak rysunki ciężko się usuwa, a Iga zdążyła już pomazać większą powierzchnię.

Woda również szybko się brudzi, jeżeli basen przetrwa do kolejnego sezonu to będę musiała pomyśleć o jakiejś folii do przykrywania.

 

A Wy jak ochładzacie się w upalne dni?

IMG_9226

IMG_9230

IMG_9234

IMG_9238

IMG_9240

IMG_9244

IMG_9248

środa, 12 sierpnia 2015

Kraków na patelni

Kraków na patelni. I to dosłownie.

 

Teraz siedząc przed komputerem, pisząc dla Was tę notkę, wiatrak chłodzi mi plecy i tak - cieszę się, że jestem w domu.

 

Jestem wielką fanką zwiedzania miast, starych rynków. Lubię oglądać stare kamienice, kościoły, pomniki i fontanny.

Nie zdarzyło mi się jeszcze być zawiedzioną. Do tego czasu. Do przyjazdu do Krakowa.

 

I to nie dlatego, że coś mi się w tym mieście nie podoba. Wręcz przeciwnie, jest piękne.

Ale upał. Ja ze swoim nadmiarem kilogramów, upocona, zmęczona, z wielkimi zakwasami po zwiedzaniu w kopalni, zamykałam oczy i myślałam: "Co ja tutaj robię?!".

Przez ten okropny upał, cała radość, chęć i zainteresowanie spływała mi razem z potem.

Chyba jeszcze nigdy w życiu nie czułam się tak okrutnie sponiewierana fizycznie przez ową pogodę i zmęczenie "po wczorajszym".

Marzyłam tylko o tym by usiąść i pić wodę, wodę, wodę. Od Galerii Krakowskiej do Smoka Wawelskiego i ponownie do Galerii musiałam robić kilkanaście przystanków w tym kilka w restauracjach by napić się zimnej wody.

Przez to nie zwiedziłam Wawelu, bo niestety nie dałam już rady.

Wracając na stację szłam przed siebie, jak robot zaprogramowany na autopilot. Próbowałam zerwać połączenie nogi - mózg, gdzie zakwasy i już piekące stopy po kilku godzinach chodzenia dawały w dupę.

Powiem Wam nawet, że jeżeli będę jechać na urlop ponownie, w jakiekolwiek miejsce, a będą zapowiadać upały, bez wahania zrezygnuję.

 

W niedzielę wracając już do domu, gały wyszły mi na wierzch widząc ludzi ładujących się do naszego pociągu. Ludzi z rowerami, ludzi bez biletu ładujących się nie na swoich miejscach. A na końcu tych samych, stojących, wypinających dupy w stronę naszych twarzy.

W pewnym momencie zaczęłam żałować, że nie pojechaliśmy autem - choć planowana naprawa lakieru na drzwiach i pranie tapicerki (http://www.braciapietrzak.pl/) a moje nerwy nie zniosłyby 600 km drogi, bo po prostu... klima nie działała w pociągu powrotnym. Do mdlących nie należę, jednak nie raz, nie dwa, miałam wrażenie, że padnę na siedząco.

 

Wielokrotnie czytałam, że dużo narzekam. Nie, nie narzekam. Dzielę się z Wami prawie wszystkim. Nie pomijam rzeczy wesołych, ale i też nie pomijam tych mniej fajnych.

To nie jest cukierkowy blog. Nie jest sztuczny. Nie pokazuje tego, o czym ludzie marzą - szczęśliwa rodzina, grzeczne dziecko i forsa lecąca z nieba.

Ale to następnym razem :)

IMG_9120 IMG_9123 IMG_9126 IMG_9133 IMG_9136 IMG_9144 IMG_9147 IMG_9167 IMG_9180 IMG_9183 IMG_9197 IMG_9214 IMG_9222 IMG_9225