wtorek, 30 czerwca 2015

Plama plamę pogania

Pomyśleliście kiedyś, jakie piękne byłoby życie np. bez takiego... prania?

 

Albo nie brudzić się, albo nosić ubrania takie, po których jedzenie i napoje ześlizgują się.

 

Piękne marzenia człowieka - niestety. Należę do tego typu człowieka, który ubrudzi się zawsze i wszędzie. Nawet jak myśli, że się nie pobrudził to i tak brudny jest.

Chwila nieuwagi i tam plama, tam plama. I to co nawet jest kwestią bezsporną co do dzieci, to dorośli mogliby się nie brudzić.

Ale tu... plamy z kawy, tu tłuszcz pryśnie, tam sos, a kurde znowu zapomniałam ubrać fartuszek!

 

Czasem chcąc tylko napić się łyczka soku, okazuje się, że masz dziurawe usta, bluzkę albo trzeba zaprać, albo od razu spalić, by przegnać tego pecha, przez którego ciągle się brudzisz.

Obiad, kawa, herbata, lody, czekolada (takie barbarzyństwo!), nawet błoto na spodniach (jak się ono tam znalazło skoro na podwórku jest sucho?!)! Wymieniać dalej?

 

No właśnie. Jakie są sposoby na pozbycie się plam? A tego Wam nie zdradzę, ale poradzę - jak częściowo ich unikać.

 

Będąc w domu, do gotowania zawsze używaj fartuszka. Wiem, że przeważnie jest tak, że przypominasz sobie o nim, kiedy "mleko się już rozlało".

Dlatego powieś go sobie w dobrze widocznym miejscu. Tak, że kiedy wchodzisz do kuchni gotować, masz go pod ręką i możesz od razu go założyć.

Fartuszek, choćby ubrudził się 1500 razy, fartuszkiem pozostanie - a jego przeznaczenie wszyscy znamy.

 

Następnie - przyodziewaj ubrania, których nie szkoda Ci zniszczyć. Ja mogę się przyznać, że po domu chodzę w wybitnie rozchodzonych ciuchach. Ba! Niektóre mają dziury (taka abstrakcja!).

Ale nie szkoda mi ich i wiem, że nawet kiedy plamy się nie odpiorą, to nie szkoda będzie mi je wyrzucić. Tylko żeby nie były to ulubione dresy, one też lubią się brudzić!

 

Jeżeli jesteś ciamajdą do potęgi, to z wpadki możesz się wykaraskać w jeden sposób.

Po prostu miej w torebce dodatkowe lekkie ubranie. Lub koniecznie używaj serwetki!

Co jak co, ale lepsza dodatkowa bluzka w zapasie, niż wielka, rozmazana plama.

W grę jeszcze wchodzi przepranie w toalecie, ale nie wiem czy ktoś chciałby świecić wielką, mokrą plamą np. na piersi.

 

A Wy jak unikacie plam? Czy może idziecie na żywioł i co będzie to będzie?

A może macie jakieś magiczne specyfiki? :)

54a75dd624658_-_elle-stain-h-lgn

zdjęcie

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Jak przebrnąć przez prywatne badania?

Chciałabym, by ten post był na zasadzie rady dla Was - jak przebrnąć przez prywatne badania w ciąży?

 

Jednak...

Będąc w ciąży chodziłam do lekarza prywatnie. Czemu? Mieszkałam w Mikołajkach, gdzie... nie ma ani jednego ginekologa! Jeździłam więc do Mrągowa, do polecanego lekarza i także - prywatnie.

Na początku nie myślałam jak to będzie z badaniami,  jednak dowiedziałam się, że również muszę je robić prywatnie!

Lekarz zaproponował badania na fundusz, jednak musiałabym dojeżdżać specjalnie do Mrągowa, a jak możecie się domyślić, nie kalkulowało mi się to wcale.

Badania krwi, mocz, przeciwciała, wszystko prywatnie, wszystko ze swojej kieszeni.

 

Nie chciałabym by zabrzmiało to jak jakiś wyrzut, niestety ja jestem pogodzona z tym, że nie da się wszystkiego normalnie ogarnąć, tak więc zdążyłam się już przyzwyczaić.

 

Więc jak przebrnąć przez prywatne badania? W mniejszym/małym mieście niestety nie ma wyjścia, jak zacisnąć zęby i te badania zrobić.

Idziesz do laboratorium i mimo, iż robisz te badania prywatnie, siedzisz w długiej kolejce. Nie masz w związku z tym żadnych przywilejów.

 

Ale być może jest na to rozwiązanie.

Jednak i w mniejszych miastach, jak i tych dużych istnieje możliwość wykupienia pakietu medycznego.

Zazwyczaj wtedy można otrzymać rabaty, zniżki. Wszystko naraz i w jednym miejscu.

 

Myślę, że w dzisiejszych czasach, kiedy pośpiech kieruje naszym życiem, takie pakiety to świetne rozwiązanie. Jestem bardzo ciekawa, czy w moich okolicach funkcjonuje takie coś jak możliwość wkupienia pakietu na badania.

Wiem, że jest mnóstwo placówek prowadzących takie działanie. Czy to jest dobre rozwiązanie? Trzeba spróbować. Jestem ciekawa, czy jest wśród czytelników ktoś, kto korzystał z takich pakietów. Domyślam się, że na pewno tak :)

 

A Wy w ciąży badałyście się prywatnie, czy na fundusz?

Co myślicie o takich pakietach?

Jestem ciekawa Waszych opinii. Co robicie kiedy chodzicie prywatnie do lekarza?

Jak wykonujecie (poza ciążą) badania profilaktyczne, czy udajecie się do lekarza, czy od razu do laboratorium?

test_tubes_2

piątek, 26 czerwca 2015

Kolejny etap mycia ząbków

Dzisiaj chciałabym Wam powiedzieć (a w zasadzie napisać), o naszym kolejnym etapie mycia ząbków.

 

Nie jest to jakiś szczególny "nowy" etap, jeżeli chodzi o samo mycie, gdyż myjemy tak samo, ciągle, stale :)

Bardziej chodzi o... sprzęt.

Z racji, że Iga za tydzień (kiedy to minęło!) kończy 3 lata, nadszedł czas na zmianę szczoteczki.

Większość szczoteczek (jak nie wszystkie), mają oznaczenia wiekowe. Przeważnie 0-3, 3-6 i 6+.

Jak możecie się domyślić u nas po 0-3 przechodzimy na 3-6.

 

Atrakcyjna szczoteczka to chyba najważniejsza rzecz do zachęcania dziecka do mycia zębów. Czy to z nalepką z ulubioną księżniczką, czy z ulubionym autem. Czy grająca czy świecąca. Musi przyciągać spojrzenie dziecka i zachęcać.

Kiedy ten punkt jest odhaczony, to już część sukcesu.

U nas w zasadzie to 99% sprawy - ten 1% zależy zdecydowanie od humoru przyszłej solenizantki :))

 

Mamy przyjemność testować świetną szczoteczkę soniczną - KIDZSONIC 3-6dzięki uprzejmości Zachęć Swoje Dziecko Do Mycia Zębów.

11311917_864471910306039_1922241612_n

Po pierwszej wersji 0-3, zaskoczenie jest większe gdyż... szczoteczka się mieni różnymi kolorami. Dodatkowo delikatnie wibruje.

Miękkie włosie szczoteczki posiada różne długości, co jest fajne - pomaga dostać się do szczelin między zębami, dodatkowo główka ma taką wielkość, by nie nałożyć zbyt wiele pasty, a tylko tyle ile potrzeba.

Szczoteczka wyłącza się po 2 minutach - praca podzielona jest na 4 części po 30 sekund, tyle czasu ile należy myć jeden łuk zębowy. O zmianie daje nam znać krótkimi lecz znaczącymi wibracjami.

Dostępne kolory szczoteczki to niebieski i różowy.

100CANON1 (2) page

 

W zestawie jest bateria i 3 główki szczoteczki - i serio poważnie rozważam mycie od czasu do czasu swoich zębów tą szczoteczką :D za moich czasów takich nie było :))

 

To już wiecie, że ja Igę zachęcam do mycia zębów szczoteczką. A Wy czym zachęcacie? :)

1

środa, 24 czerwca 2015

Co lubię robić najbardziej będąc matką?

Godzina 5:50. Czuję pukanie w czoło i głośne: "Mama, wstawaj, kakao!".

Dziecko, połóż się. Trzeba jeszcze trochę pospać. Całkiem nieświadoma zamykam oczy.

 

"Mama! Wstawaj!!!".

woman-506120_1280

Wstaję. W weekend. 5:50. Robię kakao. Podgrzewając wodę i obsypując ręce mlekiem modyfikowanym i sztucznym, słodzonym kakao.

 

Kakao i bajka o 6. Jakież to wychowawcze. Ale ja... muszę jeszcze na chwilkę zamknąć oczy.

Po chwili - czy to minęła godzina, a może dwie? "Mama! Wstawaj! Pilasel! (tłum. kiełbaska/kabanos)

Wstaję, patrzę - 6.10.

Stoję pośrodku kuchni chwiejąc się i ocierając oczy.

No cóż. Wyspać się? Nie w tym życiu.

 

Siedzę do godziny 9., całkowicie wegetując psychicznie, patrząc się w jeden punkt, chwilę wcześniej przesuwając kratkę w kalendarzu o jeden dzień.

Siedzę, oczywiście bawiąc się z Igą. To książeczka, to bajeczka.

To rysowanie: "Narysuj koło, trójkąt, DORĘ!". Taki trochę autopilot.

O 9. przychodzi pewniejsze przebudzenie - to czas na śniadanie. Robię tacie, robię dziecku, sobie robię inne.

Wszystkim dogodziłam.

 

Czas na ogarnianie. Zbieranie brudnych rzeczy, robienie prania, czyszczenia kuchenki i sprzątanie kuchni, toalety i pokoi. Zmywanie, odkurzanie.

Można robić obiad.

Ale... najpierw wygonię domowników. A sio! Na dwór! Co mi się tu krzątać będziecie.

 

Po milionie argumentów: "Nie, bo jestem zmęczony. Nie, bo mi się nie chce. Nie, bo coś tam jeszcze", w końcu wychodzą.

A ja mogę oddać się najpiękniejszej i najlepszej czynności, od kiedy zostałam matką.

 

Choć do wagi piórkowej brakuje mi jakichś kilkudziesięciu kilo, pięknym i zgrabnym ruchem wskakuję na łóżko. Leżąc na plecach, rozkładam nogi i ręce jakbym robiła orzełka na śniegu... i ... delektuję się ciszą!

Ciszą, spokojem i chwilą tego odpoczynku, którego praktycznie nie doświadczam. To nie jest ten sam odpoczynek, kiedy dziecko samo zajmie się sobą.

Teraz jest cisza, nikt nie chodzi, nic nie mówi.

Kiedyś może zrelaksowałabym się na imprezie, a teraz leżę bitą godzinę i patrzę w sufit. Oceniam go i widzę jaki jest piękny. Podziwiam za biel i spokój.

 

Mimo iż tysiąc pięćset razy rwałam włosy z głowy, denerwowałam się, to lubię być matką. Są to moje ulubione chwile. Ale nikt nie zabierze mi tego, że kilka razy na miesiąc pobędę przez godzinę sama. Zresetować mózgownicę choć na chwilę.

Więc jak tego nie lubić, skoro to jest takie fajne, a mam tego tak mało? :)

 

wtorek, 23 czerwca 2015

Gadżety kuchenne, które chciałabym mieć

Jak każda kobieta (taka, która oczywiście umie gotować), chciałaby mieć kuchnię pełną gadżetów.

Niektóre potrzebne są bardziej, inne mniej. Kiedy czegoś nie masz, okazuje się jak bardzo jest Ci to potrzebne.

Ja dokładnie tak mam.

 

Jest dużo ciekawych marek m.in. Lekue, Koziol. Postanowiłam bliżej przyjrzeć się tym, które chciałabym mieć.

Jest taki kolorowy wybór, aż oczy bolą :)

 

1. Zestaw do makaroników

mak_mata_04

 

Próbując pierwszy raz makaroników, zakochałam się bez pamięci. Jednak nie pokusiłam się do zrobienia ich w domu.

Ze specjalną silikonową matą i specjalnym rękawem może to być o wiele prostsze i... szybsze. Tak mi się wydaje przynajmniej ;)

Taki sprzęt ma w sprzedaży m.in. Lekue.

 

2. Deska do krojenia

cyerwowna

 

Deska, jak deska, co w niej szczególnego? Pewnie to, że wszystko może cieszyć oko. Nawet taka zwykła deska do krojenia.

Krojenie i przygotowywanie obiadu przestanie być w końcu (często) smutnym obowiązkiem.

 

3. Przydatne naczynia

miseczki

 

Fajnie jest mieć coś 2w1. Jedząc ulubione pistacje, słonecznik czy jakiekolwiek orzechy, masz od razu koszyczek na łupinki.

 

4. Gotowanie na szybko - naczynia na ryż i makaron

native_pasta_08a native_ricegrain_07

 

Jeżeli masz mikrofalę, to jesteś uratowana. Dostać można specjalne naczynia na makaron, ryż i kaszę. Wystarczy nalać wody, dodać składnik i wstawić do mikrofali.

Przyznam, że łatwe i czyste rozwiązanie.

 

5. Tacka do obierania warzyw

131

Myślę, że całkiem sporo miejsca zajmuje taka tacka, jednak jest to świetna sprawa, dla nas - matek.

Nie trzeba ciągać reklamówki z warzywami, kosza i innych rzeczy tam, gdzie jest dziecko. Od dziś brak wymówek na brak obiadu! :D

 

6. Ciekawe misy

pol_pl_Misa-na-owoce-plomienie-40X45X12-5cm-220_1

z15324201Q,Misa-Dropp--Gdy-nie-jest-juz-potrzeba-wystarczy-ja

Kiedy owoce zaczynają wyglądać zachęcająco? Kiedy znajdują się w niecodziennym naczyniu.

Ta pierwsza kojarzy mi się z Grą o Tron :D

 

7. Kubki retro

pol_pl_sagaform-kubki-2-szt-retro-6769_1

Jako dzieciak jeździłam na kilkudniowe wycieczki, na co dzień jadałam też w szkolnej stołówce. Nie mam z tym złych wspomnień, ba! nawet całkiem dobre. Do picia zawsze kompocik w stołówkowych kubeczkach. Teraz widząc takie, wracają te "nawet całkiem dobre" wspomnienia. Teraz takie kubki można dostać bardziej wypasione (Lekue) i kiedy w końcu ogarnę swoje kubki, pokuszę się o klika sztuk takich :)

8. Waga kuchenna

szklana_waga _elektroniczna_kuchenna_w_stylu_retro_050614

 

Jestem świadoma tego, że dla niektórych waga kuchenna to konieczność. Dla mnie może niekoniecznie, jednak w niedalekiej przyszłości będę musiała się w nią zaopatrzyć.

A ta ze zdjęcia jest super!

 

A Wam jakie gadżety kuchenne chodzą po głowie ??

 

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Moje chwile - Yankee Candle - Lavender SPA, True Rose, Lilac Petals


Kwiaty, kwiatki, kwiateczki. Kwiatowo dziś ;)



Lavender SPA - opis producenta: "Magia Yankee Candle sprawia, że codzienność przestaje być powszednia, a staje się naprawdę wyjątkowa! A dokładniej – tak samo wyjątkowa, jak relaksująca wizyta w profesjonalnym spa! Wszystko to za sprawą zjawiskowej kompozycji – zamkniętej w ciemnofioletowym, nasyconym i w pełni naturalnym wosku. We wnętrzu tej uroczej tarteletki zapachowej znajduje się magia czarującej lawendą Prowansji. Aromat kwitnących na południu Francji kwiatów działa relaksująco i uspokajająco, a zaproszony do domu – tworzy w nim atmosferę podobnej do tej, jaka panuje w prestiżowych salonach odnowy biologicznej!"

niedziela, 21 czerwca 2015

Week in Photos #49#50#51

I znowu uzbierały się trzy tygodnie :)) Ale może to i dobrze... po tygodniu jest mało zdjęć.

 

Te ostatnie trzy tygodnie były pod znakiem: wspólnych zdjęć, książek, dobrej pogody i dobrego jedzenia.

Z tego wszystkiego skończyły się tylko... dobre książki! Na chwilę obecną czytam tak nieciekawą pozycję, ale czytam.. muszę skończyć ;))

 

11247115_1422366724754119_205679595_n 11287797_950957564955123_46830054_n 11333771_439905192853419_1813191293_n 11357475_1001030026588924_171391894_n 11374609_479097662238296_1636831351_n 11376335_1643166509252316_1075477690_n 11377425_722344257893281_757947313_n 11378481_869207566477738_241873262_n 11379264_378048875736131_589097366_n11311375_793259880799824_302239786_n 11311491_704779086315505_815135315_n 11355944_958631110826747_1885715327_n 11358936_411155645742941_833018247_n 11376051_1624899461056201_1885067091_n 11376645_1452235328410490_42494526_n 11378426_1600004273600196_1156581124_n11355309_462419973918979_1955807432_n 11356505_1664776473754779_1193686832_n 11272866_479874335496339_2046706736_n 11324246_1573506822923649_425080063_n 11380811_347895188753525_2132745401_n 11386545_1600294983591274_72513960_n

piątek, 19 czerwca 2015

Poruszające książki vol. 2

Czytam sobie właśnie książkę pt. "Dzika Droga". Nie mam w zwyczaju przerywania książki w trakcie i okładania jej na półkę - no słowem - muszę się przemęczyć do końca.

I cóż, nie wiem ile będę się z nią męczyć. Po książkach które wciągałam nosem w dwa dni...

 

Jeżeli czytasz kilka tomów danej serii, a ona się kończy, a Tobie wciąż mało - to jest to.

To oznacza, że książka jest świetna.

 

Takimi książkami okazała się seria kwiatowa Katarzyny Michalak - czyli "Ogród Kamili", "Zacisze Gosi" i "Przystań Julii".

Swoją historię z Kamilą zaczęłam już w tamtym roku. W trakcie jednego z wielu wyjazdów do pracy, wsadziłam "Ogród Kamili" do torby - oczywiście mając na celu czytanie po pracy.

Moja przygoda zakończyła się na drugiej stronie. Książkę pacnęłam i wróciłam do niej.. po roku.

Gdybym wiedziała ile przez ten rok mnie omija.

 

Ale o co chodzi?

Kamila Nowodworska - lat 24. Ładna, zgrabna, po studiach. Bez pracy. Szuka. Mieszka z ciotką - Łucją.

I to byłoby na tyle. Kwestią najważniejszą jest to, że bidulka zakochała się w wieku 16 lat. Facet porzucił ją, bez słowa. Ona mając lat 24 wciąż go kocha, serce wciąż jej pęka. Pisze do niego maile, prosząc go o zapomnienie. Oprócz tego, że zna jego imię - Jakub - nie wie nic. Przez 8 lat mail milczy, nikt nie dzwoni i nie puka do jej drzwi.

Kiedy w końcu otrzymuje propozycję wyjazdu do pracy, do Mediolanu, podejmuje ryzyko. Może to będzie sposób by zapomnieć?

Żegna się z Jakubem - oczywiście drogą internetową. W drodze jednak rozmyśla się i wraca do domu.

Ale w tym momencie koło które uruchomiła ostatnim mailem do ukochanego - ruszyło. Od tego momentu zaczną dziać się w jej życiu ciekawe rzeczy.

Nic nie podejrzewając, Kamila bierze to po prostu za... szczęście. Jednak żadne szczęście za tym nie stoi.

 

Myślę, że tyle mogę Wam zdradzić. To jest w zasadzie tylko kilka rozdziałów z pierwszej książki, ale w czym byłby sens gdybym Wam wszystko streszczała?

"Zacisze Gosi" i "Przystań Julii" to wciąż kontynuacje opowieści Kamili. Ale dodatkowo - jej przyjaciółek.

 

Dlaczego namawiam Was na przeczytanie? Jeżeli lubicie tego typu książki - trochę romansidło, trochę dramatu, to jest coś dla Was.

Dodatkowo, czytając, będziecie mieli wielką przyjemność z poznawania nowych faktów - które by Wam nawet nie przyszły do głowy!

 

Są piękne chwile, ale są  i takie, kiedy ja - krzyczałam do książki że to chyba MODA NA SUKCES, nie mogąc powstrzymać łez. Dobrze, że Darka nie było w domu, bo by było zabawnie;)

 

Z głównymi bohaterami kochasz, śmiejesz się, płaczesz i... masz nadzieję, że wszystko dobrze się kończy. Że miłości przetrwają. Ale dobrze powiedziane, że nadzieja matką głupich i nie raz będziesz miał ochotę grzmotnąć z całej siły w książkę.

 

Jeżeli to Wasz typ, książki, które rozbudzają emocje - oj moje to rozbudziły aż za bardzo - to polecam. Seria kwiatowa Katarzyny Michalak.

page

 

 

czwartek, 18 czerwca 2015

Moje kremy do twarzy

IMG_6440

Czy można podzielić się z kimś wiedzą i nie oczekiwać nic w zamian? A oczywiście, że tak ;)

Także dziś, w pełni niesponsorowany post o ... moich kremach do twarzy.

 

Niby maniaczką kosmetyczną nie jestem, ale na mojej półce często można znaleźć po kilka kosmetyków tego samego przeznaczenia - właśnie m.in. kremy do twarzy.

 

Pierwszy z nich to Ziaja - Krem na dzień i na noc do skóry suchej, zmęczonej.

IMG_6456

"Regenerujący krem z naturalnym olejem awokado. Działa przez intensywne odżywienie, przynosi ulgę przesuszonej i napiętej skórze. Likwiduje uczucie szorstkości. Skutecznie nawilża i odżywia skórę. Przywraca wypoczęty, zdrowy i naturalny wygląd"

Co mogę o nim powiedzieć? Przede wszystkim - ładnie pachnie, nie wiem czy typowo awokado, ale w każdym razie lekko owocowo - i jeżeli to ma zapach - powiedziałabym nawet odżywczo.

Konsystencja nie jest ani rzadka, ani gęsta. Bardzo dobrze się rozsmarowuje, wchłania się za to nieco dłużej i nierzadko zostawia po sobie tłusty film, ale za to moja skóra jest odżywiona, nie jest sucha. Nie zatyka mi skóry.

Cena: ok. 8-9 zł za 75ml.

IMG_6460

 

Kolejny krem to Nivea Care - Lekki krem odżywczy

IMG_6463

"NIVEA® Care zapewnia intensywne i długotrwałe odżywienie bez uczucia lepkości. Wyjątkowa, lekka formuła z innowacyjnymi hydro-woskami łatwo rozprowadza się na skórze i szybko wchłania."

Krem bardzo przypomina mi zapachem Nivea Soft. Co do konsystencji jest jednak od niego rzadszy, kolor bardziej kremowy niż czysty biały.

Prawdą jest, że jest "lekki". Z racji swojej konsystencji szybko się rozprowadza i wchłania się niemal natychmiast.

Opakowanie jest malutkie, świetnie nadaje się do torebki.

Cena: ok. 9-10 zł za 50ml.

IMG_6466

 

Kolejny krem to Thalion - krem nawilżający z Oceosomami.

IMG_6477

"Krem nawilżający z oceosomami to optymalne nawilżenie i odbudowa bariery ochronnej naskórka dla cery suchej. Zaopatruje skórę w ekskluzywne morskie składniki, transportowane za pomocą "oceosomów" –morskich liposomów, do serca komórek skóry. Skóra jest perfekcyjnie odżywiona, nawilżona; odzyskuje utraconą jędrność i elastyczność."

Próbkę kremu otrzymałam w majowym ShinyBox. Krem po nałożeniu przede wszystkim... pięknie pachnie. Nie jest to zapach bliżej określony, choć mi ten zapach kojarzy się wyłącznie z kosmetykami.

Konsystencja jest lekka, dobrze się rozprowadza i wchłania natychmiast. Jego moc na twarzy czuć przez spory czas.

Cena: nieokreślona, nie znalazłam strony na której można go kupić.

Próbka warta 30-40 zł (15ml).

IMG_6475

 

Plus dla skóry - Cera + Antiaging - Krem na noc 30+

IMG_6483

"Pielęgnacja skóry 30+ o obniżonej jędrności i elastyczności z oznakami zmęczenia oraz z widocznymi zmarszczkami mimicznymi. Zawiera: ekstrakt z żyta, roślinny kompleks remodelujący, Hydroxyprolisilane CN. Efekty: poprawa elastyczności i jędrności, poprawa nawilżenia skóry."

Plus dla skóry to kosmetyki dostępne tylko w aptekach. Więc może oznacza to coś więcej niż zwykły, drogeryjny kosmetyk? ;)

Krem 30+ na noc nie ma zapachu. Co mnie w tym przypadku w ogóle nie dziwi, chodzi w końcu o działanie.

30 lat nie mam i szczerze trochę mi brakuje, jednak używam wieczorami tego kremu. Konsystencja kremu jest rzadka, dobrze się rozprowadza i wchłania. Nie pozostawia żadnego filmu, a wręcz inaczej - mam wrażenie, że gdy krem wysycha, skóra staje się napięta i gładka.

Cena: 15-20 zł w aptekach za 50ml.

IMG_6492

 

Ostatni krem, który posiadam to Krem Nagietkowy z witaminą E - Ziołolek

IMG_6495

" Krem nagietkowy - krem półtłusty. Nawilża, wygładza i odżywia skórę, działa antyoksydacyjnie i opóźnia procesy starzenia zachodzące w skórze, także dla skóry ze skłonnością do podrażnień, pierzchnięć i zaczerwienienia, doskonale się wchłania, idealny pod makijaż."

Pierwsze, co najbardziej przypadło mi do gustu to... pudełeczko. Jest po prostu bo-skie! Biały kubeczek z kremem otoczony bezbarwnym plastikiem. Do tego pomarańczowe barwy, podoba mi się bardzo.

Co do samego kremu - konsystencja jest dosyć gęsta - niestety. Średnio przypadło mi to do gustu, jednak wiem, że wiele osób lubi gęstsze kremy, a ja - będę go używać kiedy moja skóra będzie wołać o pomoc. Nagietek i wit. E na pewno się z tym uporają ;)

Dodatkowo krem ma fajny, przyjemny i delikatny zapach.

Cena: 6-8 zł za 50 ml.

IMG_6499

 

Który krem mógłby Wam się spodobać ?:)