poniedziałek, 14 grudnia 2015

Kryzys, kryzys...

Kiedy myślałam, że już wszystko za nami, BAM! Okazało się, że jednak nie może być tak dobrze.

Ostatnio chwaliłam się Wam, że wszystkie etapy wczesnego dzieciństwa mamy już za sobą.



No to Iga wprowadziła podświadomy bunt i...  łóżko w nocy robiło się mokre. Raz lub dwa razy.

Wysadzanie na śpiocha jak widać nie pomogło, bo i po porządnym załatwieniu się, potrafiła w nocy zalać całe łóżko.


 I cóż ja mogłam z tym fantem zrobić...

Siedziałam i myślałam... czy założyć jej na powrót pieluchę?

Czy to ma sens?

Czy sens ma zmienianie dwa razy pościeli w nocy, codziennie. Mimo tłumaczenia i próśb?

Czy jest sens męczenia siebie i dziecko, kiedy ona nawet nie zwraca na to uwagi że załatwia potrzebę do łóżka i śpi tak parę godzin (przez co skórę ma podrażnioną)?



Używam słów jak najdelikatniej. Nie piszę
zeszczała,
obszczała. Po prostu zaczęła mieć wpadki. W sumie za częste by to nazywać "wpadkami".

Co może mieć na to wpływ? Wcześniej przeziębiony pęcherz, teraz przeziębienie, kaszel...

Pomyślałam... mamy kryzys.

Dziecka nie na się przeszkolić. Kiedy ja mogę iść na szkolenie, jakie chcę, nawet budowlane (http://www.szkolenia-semper.pl/szkolenia-budowlane), jej organizmu, potrzeb, nie da się wyszkolić.

Ja, jako dziecko miałam z tym problemy bardzo długo. Ona ma prawie 3,5 roku. I dużo i mało. Może jednak nie jest jeszcze gotowa, lub rzeczywiście choroba zmieniła jej poczucie panowania nad potrzebami...



Złamałam się, choć nie z jakimś wielkim poczuciem winy. Pielucha poszła w ruch, dzisiejsza noc... nie chcę zapeszać.

Myślę, że wkrótce się wszystko wyjaśni :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzięki, że jesteś! :)