czwartek, 10 grudnia 2015

Jak wyglądał mój pobyt w szpitalu cz. 2

Aby wpis był czytelny, to niestety musiałam go podzielić na dwie części :)



Co się działo dalej? Zapewne trwała operacja.

Kiedy obudziłam się na sali pooperacyjnej, była godzina ok. 13. Następnie trwała walka o... basen. A raczej z basenem. Chciało mi się do toalety, ale nikt nie chciał wypuścić mnie z łóżka.

Walczyłam, walczyłam i nic nie wywalczyłam. W końcu z dość liczną eskortą, zostałam wypuszczona z łóżka i zaprowadzona do toalety.

I jak do tej toalety wyszłam, tak już zostałam w swoim pokoju. W ciszy, z dala od pikającej aparatury.




Czy bolało. W zasadzie dostawałam regularnie leki przeciwbólowe (choć po nich raczej nic się  nie zmieniało). Nie czułam, że ktoś opitolił mi 80% żołądka. W środku jako tako nie czułam boleści. Na samym brzuchu trochę bólu się pojawiało, porównałabym to raczej do dużych zakwasów mięśni brzucha. Pojawiaj się również ból w mostku. Choć wiem, że jestem jedną z tych szczęściar, które czuły się całkiem dobrze po operacji. Wstawanie, kładzenie się, obracanie na boki nie sprawiały mi większej trudności.

Taką operację można śmiało porównać do porodu, każdy przechodzi go na swój sposób, każdy na swój sposób po nim dochodzi do siebie. Ja zawsze nastawiam się na najgorsze, lubię się miło zaskoczyć.



Po operacji metodą laparoskopową miałam 5 dziurek, które zaszyli szwami i zakleili plastrami.



Wieczorem dostałam pozwolenie na picie wody. I to była katorga, która trwała całkiem długo. Po każdym napiciu się wody (a są to naprawdę tyci łyczki), czułam okropny skurcz żołądka.

No po prostu okropny.



Na drugi dzień rano pielęgniarka zaprowadziła mnie do pracowni rtg, gdzie dostałam dwie porcje syropu (ohydnego), a następnie wykonano mi zdjęcie, celem kontrastu - sprawdzenia, czy żołądek jest szczelny. Pierwszy kontrast zrobiono mi na stole operacyjnym, kiedy jeszcze spałam (domyśliłam się po niebieskiej twarzy i szyi - musiało mi się ulać :D), a drugi robią dzień po operacji.

Wszystko wyszło ok, mogłam wziąć zaległą tabletkę anty no i dostałam swój pierwszy kleik (byłam już głodna!). Opędzlowałam tyle ile dostałam. Na szczęście przy jedzeniu dyskomfort był mniejszy niż przy piciu wody. Jedyne co to przelewało mi się w brzuchu i warczało :D

Przed 13 poprosiłam o drugą porcję, by się "najeść" przed wyjściem, bowiem dostałam informację, że o 14. dostaję wypis.



Ale ogólnie... wynudziłam się okropnie. Łóżka mieliśmy wypasione, najlepsze na oddziale, ale ... nie było telewizora! Ale całe szczęście do nie lata 90, internet miałam swój, więc śmiało mogłam oglądać filmy i seriale m.in. na http://goldvod.tv/.



Zmęczona - głównie po napadzie telefonów i sms'ów - zebrałam się do wyjścia. Odebrałam wypis, zaszłam jeszcze do apteki i mogłam ruszać do domu.

Po drodze wytrzęsło mnie okropnie, ale dotarłam cało i zdrowo :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzięki, że jesteś! :)