środa, 18 listopada 2015

Lada moment

Jestem tak podekscytowana, że aż nie wierzę w to, że to jest możliwe.

To już jutro. Jutro jadę do szpitala. Już jutro zacznie się to co w zasadzie jest nieuniknione, bo nie mam w planach rezygnować.

Trzeba wziąć swoje życie w garść i walczyć o lepszą siebie, o swoje zdrowie.




Gdyby istniała terapia w tej kwestii, jak w innych uzależniających przypadkach (http://www.mandalawroc.pl/), poddałabym się jej bez namysłu. Jednak po tylu latach, muszę działać drastycznie.

Nie pytajcie mnie czy nie można inaczej, czy nie ma innego wyjścia. Dla mnie operacja to nie jest bolesne przejście, nie ma dla mnie braku życia po niej. Dla mnie to wielka szansa na powrót do normalności. Do ruchu, do dynamicznego działania. Teraźniejszy stan jest bardzo ograniczający, a ja dodatkowo ja mogę się tylko cieszyć, że póki co jestem zdrowa, choć ciśnienie rośnie z roku na rok.

Ja już tak bardzo nie mogę się doczekać, być już po, dojść do siebie. Wierzę, że będzie wszystko ok, a Was proszę o wielkie kciuki.

Kiedy wrócę do domu cała i zdrowa, wszystko opiszę, zaczynając od tego, jak się na taką operację dostać (w zasadzie już mam ten post napisany :D).

Otyłość to nie stan, otyłość to choroba, od której się umiera. Trzeba umieć sobie pomóc. By żyć jak najdłużej. Dla naszych bliskich.





zdjęcie blog.doctoroz.com

2 komentarze:

Dzięki, że jesteś! :)