środa, 18 listopada 2015

Gry chodnikowe

My, młode mamy, jesteśmy chyba już ostatnim pokoleniem, które miało szanse wychowywać się bez nowych cudów techniki. Nie było telefonów, nie było komputerów, tabletów.

Nie było czasu na nudę. Mimo iż istniały gry podłączane to telewizora, rodzice byli konsekwentni przez co i tak zazwyczaj najwięcej czasu spędzaliśmy na dworze.

Mówi się, że kiedyś nie było dzieci otyłych dzięki takiemu wychowaniu. Oj były, były, ale były to naprawdę pojedyncze przypadki.

Dziś z łezką w oku mogę powspominać moje ulubione chodnikowe gry. Bo naprawdę tych wspomnień trochę zostało :)




źródło - http://www.granit-kostrza.pl/



  1. Gra w klasę to był mój numer jeden. "Szkiełko" zazwyczaj to było pudełeczko po kremie Nivea wypełnione piaskiem :) Uwielbiałam grać w klasę (plansza podzielona na 8 kratek - "5" to był przystanek :D), molestowałam zawsze o to dzieci mieszkające w pobliżu. Mogłabym wtedy grać codziennie, od rana do nocy. Ale nie zawsze byli chętni więc często też grałam sama :D Nie powiem, że było to trudne zadanie, przy starych wyszczerbionych płytach chodnikowych, ale nowa kostka położona kilka lat później, zdążyła się jeszcze sprawdzić :)

  2. Gra w gumę. Mój hit nr 2. Uwielbiałam skakać. Tylko szkoda wielka, że guma na wysokości kolan była już ciężkim zadaniem. Zawsze byłam niska, więc zazwyczaj na tym etapie kończyłam grę.

  3. Rysowanie kredą. Było o tyle możliwe, jeżeli ktoś miał kredę :D Nie było to łatwe by ją zdobyć. Gdy jakieś dziecko przynosiło kredę, całe osiedle rysowało.

  4. Skakanka. Lub coś skakanko-podobnego. Dwie osoby kręcą, jedna skacze. Jakaż to była synchronizacja :D

  5. Podchody. Do podchodów w zasadzie nie był potrzebny chodnik, ale w mieście korzystało się z niego. Na wsi strzałki rysowało się na ziemi patykiem. I to właśnie ze wsi mam najlepsze wspomnienia, gdzie wszystkie dzieci bawiły się razem.

  6. "Coś w pobliżu, coś w pobliżu na literę....". Tak! Świetnie to pamiętam! : ) Zawsze przy tych słowach ktoś odbijał piłkę od chodnika. Dokładnie już nie pamiętam reguł tej gry, ale mówiło się np. "Coś w pobliżu, coś w pobliżu, na literę, na literę... O." I dziecko, którego była kolej zgadywała. Jeżeli nie odgadła, dziecko zadające pytanie rzucało piłkę i jakimś tam czasie trzeba było ją złapać. Zabawa przednia, bardzo ją lubiłam :)

W Wy jakie chodnikowe gry wspominacie? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzięki, że jesteś! :)