piątek, 23 października 2015

Czy pasowanie na przedszkolaka jest fajne?

I tak nadszedł tekst kończący ten tydzień.

Wczoraj byłam na pasowaniu na przedszkolaka.



Ostatnio natknęłam się na jakimś blogu na wpis, że pasowanie to tak występ tresowanych małpek. Tańczą, kręcą się i śpiewają tak, jak chcą osoby dorosłe.

Pomyślałam, że kobita oszalała. Bez przesady, jakie małpy? Wiadomo, że dzieci nie poszły do przedszkola by się tylko bawić.


 Ale pomyślałam, pójdę zobaczę.

No i zobaczyłam.



Po znalezieniu sobie miejsca w sali zgłaszam się na chętną do robienia zdjęć.

Czekamy chwilę. Muzyka zagrała. Wchodzą dzieci.

Pierwsze dziecko płacze! O nie, co za beksa! Moja przecież się tak nie maże!



Wchodzi reszta. Uśmiechnięte, inne trochę mniej, inne chyba nawet smutne.

Widzę ją! Idzie. I nagle .... zobaczyła mnie.

"MAMA!" Krzyczy, odrywa się od kolegów i biegnie do mnie.

Łzy już jej kapią, staram się ją uspokoić. Stoi przy mnie, uspokoiła się trochę więc mogę porobić zdjęcia.

Ale kiedy tylko odchodzę, zaczyna płakać. Zalewa się łzami, a nos nie skąpi katarowej wydzieliny.

Cały czas jej macham, wysyłam buziaki, tylko chwilka.



Kiedy przedstawienie dzieci się kończy, przytulam ją bardzo mocno, a ona płacze jeszcze bardziej.

Płacze i mówi, że chce do domu.

Domyślam się, że kiedy by mnie nie było, bawiłaby się na całego.

Uspokaja się dopiero, kiedy zaczyna dobierać się do słodyczy na stołach. Wtedy już nie chce iść do domu. Ale ostatecznie wychodzimy.



Czy oceniam to jak cyrk z małpami? Nie.

Po pierwsze, Panie w przedszkolu są bardzo sympatyczne. Nie sądzę by traktowały naukę dzieci jako tresurę.

A po drugie, wiadomo, że chcą zaprezentować to, czego nauczyły dzieci. Nie okłamujmy się, ale bardzo duża większość rodziców oczekuje, że ich dzieci nauczą się więcej mówić, wyraźniej, nauczą się piosenek. Wiadomo, że takie pasowanie czy inne okazje to stres dla dziecka, bo jest to dokładnie duże zamieszanie w niezbyt wielkiej klasie. Dzieci jest ok. 25, połowa rodziców przyszła w liczbie dwóch. Ale są to tak rzadkie okazje, że warto to przejść. To wszystko zostanie jako wspomnienia. Może nie jakieś dokładne w głowie dziecka, ale w naszych głowach no i na zdjęciach.

No i ostatnie, po trzecie - nie ma co wymagać pięknego zaprezentowania przedstawienia przed rodzicami takich małolatków. Dzieci są rozproszone, zdenerwowane, dodatkowo w grę wchodzą charaktery i zachowania. To nie jest tak, że kiedy nadejdzie czas przedstawienia, wszystkie 3-latki ustawią się w rządek jak w wojsku i będą śpiewać "Bogurodzicę".

Mam wrażenie, że niektórzy za dużo wymagają i od nauczycielek i od dzieci.



Dziecko nienauczone : "Co oni robią w tym przedszkolu, za co ja płacę??! Siedzi tam tyle godzin i nawet głupiej piosenki zaśpiewać nie umie. Pójdę tam jutro i powiem im co myślę. Może nawet ją wypiszę. Na pewno znajdę lepsze przedszkole!"

Dziecko nauczone : "Tresują te dzieci jak małpy. Czy oni się tam w ogóle bawią? Przecież nie może tak być! Ona ma dopiero 3 lata! Jak będę chciała oglądać małpy to pójdę do ZOO"!



Tak więc, zdecydujcie się. Na pewno w 90% w edukacji przedszkolnej jest równowaga, ale dla rodziców dzisiejszego pokolenia nigdy nic nie pasuje. Dzieci się uczą poprzez zabawę, a szkolne przyjęcia są stresujące i zawsze będą. Nigdy nie zobaczycie w nich to, jak było na próbach.









14 komentarzy:

  1. My pasowanie na przedszkolaka mamy dzisiaj i jestem ciekawa jak to będzie :) Ja już bywałam na przedstawieniach w żłobku i zawsze byłam w siódmym niebie widząc jakie moje dziecko jest zdolne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja sobie nigdy nie pomyślałam, że w przedszkolu tresują te maluchy na występy. Wręcz przeciwnie, myślę że im więcej tego typu rzeczy się uczą, przed rodzicami występują, tym bardziej nabierają w końcu pewności siebie. No i mogą się pochwalić przed rodzicem czego się nauczyły - a które dziecko tego nie lubi? :) u nas też był płacz rok temu na pasowaniu. Moja co prawda nie płakała, ale kilkoro dzieci tak. Jednak im dalej w las, tym mniej takich sytuacji było. Na przedstawieniu z okazji końca roku nie płakał nikt ;) a dzieci dumne, że po występie rodzice biją im brawo, że chwalą. Moja się nigdy występów doczekać nie mogła :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trafne spostrzeżenia Natalka, bo faktycznie wielu rodziców wpada ze skrajności w skrajność. Ja akurat z tych, co nawet z maleńkiej rzeczy się cieszę i każdy występ pociech odbieram wielkim wzruszeniem:) a z perspektywy nauczyciela tez wiem ile stresu to kosztuje, bo przecież rodzice MUSZĄ być zadowoleni:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety, ale w większości ludziom w wieku produkcyjnym nic nie pasuje. W sklepach nie ma tego czego chcą a jak jest to nie w takich cenach jakby chcieli. W telewizji nie puszczają tego czego oni chcą a kina puszczają słabe filmy. Wszystko i na każdym kroku wiedzą lepiej. Nie myślą nawet o tym, że w przedstawieniu przedszkolnym nie chodzi o to żeby dziecko zapamiętało wierszyk ani o to, żeby sprawić tym radość rodzicom, to wszystko są tylko efekty poboczne. Dziecko owszem ćwiczy pamięć i uczy się pewnych rzeczy, ale najważniejsze (jak zawsze) jest to niewidoczne dla oczu. Dziecko uczy się w ten sposób funkcjonować w grupie, wchodzi w interakcje z rówieśnikami. Obserwuje siebie i innych jak zachowują się w takiej sytuacji. A wystąpienia przed grupą to tylko preludium do tego co czeka go w dalszym życiu. Więc drodzy rodzice jeśli Wasze dziecko nie zapamiętało wierszyka, rozpłakało się na przedstawieniu czy ewidentnie nie jest typem gwiazdy estrady to nie wyżywajcie się na paniach z przedszkola bo być może wasze dziecko właśnie nauczyło się czego, czego nawet nie jest świadome i co będzie owocować w przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jestem przedszkolanką i jestem przeciwna takim imprezom u tak małych dzieci, które w wielu przypadkach jeszcze przeżywają traumę z samego faktu chodzenia do przedszkola. U nas na szczęście udało się wyeliminować takie imprezy, ale w poprzednim przedszkolu w, którym pracowałam dyrektorka była tak zakochana w popisywaniu się przed rodzicami, że nic się nie dało zrobi a dzieci faktycznie były prawie "tresowane". Takie maluchy (2,5-3,5 roku) dopiero co oderwane od rodziców nie mają pojęcia czego i poco od nich się wymaga. Naprawdę w cywilizowanych placówka długo się pracuje nad poszczególnymi etapami edukacji by nie były stresujące zarówno dla dzieci jak i rodziców. Zarówno rodzice jak i wychowawcy, którzy chcą dobra dziecka nie powinni bez powodu i dla własnej rozrywki doprowadzać go do płaczu.

    OdpowiedzUsuń
  6. To naprawdę nie wiem w jakim przedszkolu pracowałaś, że dzieci były doprowadzane do płaczu. W "naszym" przedszkolu taka impreza wcale nie różniła się od tego co dzieci robiły będąc same z nauczycielkami - taniec w kółeczku i śpiewanie. Dzieci, które płakały (bo zwyczajnie widziały rodziców) były od razu pocieszane albo przez przedszkolanki, albo przez rodziców. Także ja nie mam pojęcia o tresurze o jakiej piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  7. "To naprawdę nie wiem w jakim przedszkolu pracowałaś, że dzieci były doprowadzane do płaczu" z artykułu wynika, że i tu dzieci zostały doprowadzone do płaczu a można tego uniknąć a takich przedszkoli jest większość.
    "Także ja nie mam pojęcia o tresurze o jakiej piszesz." Uczenie 3 latka, który dopiero zaczyna się adoptować w nowym środowisku różnych "sztuczek" tylko po to by dać rozrywkę innym to nienajlepszy pomysł.
    "Dzieci, które płakały (bo zwyczajnie widziały rodziców) były od razu pocieszane albo przez przedszkolanki, albo przez rodziców." właśnie o to chodzi by dzieci nie musiały być pocieszane, da się to zrobić. Fakt, wielu rodzicom odpowiada taki sposób postępowania, cieszą się, że ich dzieci podskakują i podśpiewują jednak jest coraz większa rzesza takich, którzy wolą by ich dzieci rozwijały się w bardziej naturalny i przyjazny sposób.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wypacz mi, ale skoro jesteś przedszkolanką, to sprawiasz wrażenie, nieustępliwej i twardej nauczycielki.

    "Uczenie 3 latka, który dopiero zaczyna się adoptować w nowym środowisku różnych "sztuczek""

    Chodzi o to, że śpiewanie piosenek i tańczenie w kółeczku to "sztuczki"? Przezabawne.

    "właśnie o to chodzi by dzieci nie musiały być pocieszane, da się to zrobić."

    Sama piszesz, że dzieci dopiero się adaptują, dla nich to totalna nowość, więc jak ich nie pocieszać, jak mają mieć pewność, że ktoś ich wspiera, dopinguje im???

    "Fakt, wielu rodzicom odpowiada taki sposób postępowania, cieszą się, że ich dzieci podskakują i podśpiewują jednak jest coraz większa rzesza takich, którzy wolą by ich dzieci rozwijały się w bardziej naturalny i przyjazny sposób."

    A to zdanie jest tak absurdalne, że nie wiem czy śmiać się czy płakać. Rozwijały się w naturalny i przyjazny sposób czyli jaki? siedząc w ławkach w ciszy, jak podczas musztry, czy nie chodząc do przedszkola, jedząc trzecią paczkę chipsów i oglądając telewizor? Co masz na myśli?
    Także najlepiej zlikwidować przedszkola, bo zapewne tam dzieci nie rozwijają się naturalnie i przyjaźnie.
    Aż jestem w szoku, że pisze to przedszkolanka.

    OdpowiedzUsuń
  9. Z Twojego wpisu wynika, że np. w żłobku dzieci powinny być tylko " przechowywane" żeby nie miały stresów? A co z adaptacją i asymilowaniem się w środowisku? Nie słyszałam o takich przedszkolach, gdzie nie robi się żadnych imprez... nie jestem zwolenniczką nauki czytania i pisania zbyt szybko, ale akurat wiersze czy piosenki są najlepszym sposobem na rozwój. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. "ale akurat wiersze czy piosenki są najlepszym sposobem na rozwój." nie w sróród dzieci w wieku 2,5-3,5 lat gdy dopiero sie aklimatyzują w nowym środowisku.

    OdpowiedzUsuń
  11. Widze, że masz już ugruntowaną swoją własną tezę i każde nawet lekko odmienne zdanie skutkuje tak absurdalnymi stwierdzeniami, jak to "Także najlepiej zlikwidować przedszkola, bo zapewne tam dzieci nie rozwijają się naturalnie i przyjaźnie. " Napisze więc jeszcze raz i wyraźnie dzieci, które dopiero od niedawna chodzą do przedszkola nie powinny być narażane na dodatkowy stres (którego również doznało Twoje dziecko) w postaci imprez z rodzicami w stylu pasowanie na przedszkolaka. Da się to zrobić w sposób satysfakcjonujący dla wszystkich bez tego dodatkowego stresu dla dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  12. Iza D- www.nietylkorozowo.pl25 października 2015 00:27

    U nas pasowanie też było wczoraj- bez rodziców, czyli bez stresu dla dzieci. Szkoda, że tego nie widziałam, ale pooglądam sobie zdjęcia na stronie przedszkola- wystarczy mi. Trzylatek jeszcze nie do końca potrafi się nauczyć wierszyków czy piosenek, a na występy jeszcze przyjdzie czas :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Rodzicom ciężko dogodzić, tak źle i tak nie dobrze.
    Dzieci bardzo się stresują przed występami, ale wbrew pozorom te stresy na dobre mogą im wyjść, a poza tym takie maluchy śpiewające nierówno, zapominające tekstu i wstydzące się, czy może być coś piękniejszego ?

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)