środa, 7 października 2015

Czego nie lubię, a jednak to robię?

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, czy robicie coś czego nie lubicie?





1. Obgadywanie - "nie czyń tego, co tobie niemiłe". No i nie obgaduję innych. Mam zasadę, że każdy ma swoje życie i to nim jednak powinien się interesować. Jednak no, czasami się nie da! Łamię wszystkie zasady. Nie będę zgrywać świętoszki. Jeżeli ktoś nieźle zajdzie mi za skórę, to przeważnie nie pozostawiam na nim suchej nitki.




2. Myślenie - serio :D choć nie chodzi mi o myślenie, które raczej obowiązuje każdego ;) Czasem jednak procesy produkcyjne moich myśli tak pędzą, że gdyby tak się dało, z moich uszu buchałaby para. Jeżeli coś mnie czeka, myślę o tym bardzo dużo. Z tego zaczynają tworzyć się niesamowite historie - oczywiście w myślach, zaczynam się denerwować, bać tego co mnie czeka. Potem śnią mi się durne rzeczy, zimne poty mnie zlewają. No, jednym słowem. Za dużo myślę.



3. Drobne kłamstewka - nie chcę, ale czasem trzeba. Choć ostatnio nie odnotowałam podobnych przypadków. Chyba po prostu nie mam okazji :D



4. Odmawianie czegoś, co mogę zrobić - czasem mogę spełnić czyjąś prośbę, albo po prostu mi się nie chce. Przeważnie odmawiam - a raczej wykręcam się osobom, za którymi za bardzo nie przepadam, lub w wykonaniu zadania nie widzę ani sensu, ani korzyści. Często też po takim zbyciu mam małe wyrzuty sumienia, jednak z czasem jednak dochodzę do wniosku, że dobrze zrobiłam.



5. Palenie papierosów - paskudny nałóg! Najgorsze jest to, że wcześniejsza liczba 1-2 dziennie, nie co się zwiększyła. A najlepsze jest to- że i tak będę musiała niebawem rzucić. I nie będzie przebacz.



6. Słodycze - coś co doprowadziło mnie do czego doprowadziło. Słodycze lubię, uwielbiam, kocham wręcz, ale nie lubię ich jeść. Bo po 1. - nie kończy się na jednej kostce czekolady, czy na jednym ciasteczku, a po 2. - no strasznie od nich tyję. Wręcz masakrycznie. Nie muszę odbywać kilkudniowych maratonów. Wystarczy jedna paczka, tabliczka, by waga wesoło poszybowała w górę o kilka kilo.

I choć od kilku tygodni nie jadam ich prawie w ogóle, to nie znaczy, że mnie do nich nie ciągnie.



Wyżej wymienione punkty, nie oznaczają, że wykonuję te czynności regularnie (oprócz palenia). Jak napisałam : "nie lubię, ale robię". Robię, ale bardzo rzadko. Co więcej, po takich akcjach włącza mi się punkt nr 2 i przez jakiś czas mam spokój :D




Zdjęcie freepik

2 komentarze:

  1. Słodycze mnie też nie raz zgubiły, gdy na wadze pokazywały się liczby, których nigdy wcześniej nie widziałam ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)