sobota, 12 września 2015

Posłałam dziecko do przedszkola. Ty nie musisz!

Ostatnio na blogach, na facebooku, wraz z wrześniem, pojawia się mnóstwo wpisów przedszkolnych/szkolnych.

I nic w tym dziwnego. W święta czytamy wpisy świąteczne, w walentynki posty walentynkowe i tak dalej.



Gdybym nie posyłała Igi do przedszkola, zapewne posty o przedszkolach umknęłyby mojej uwadze, mimo iż było ich 1500. Po prostu nie interesuję się tym co mnie nie dotyczy.




Jednak czytam i wiele rzeczy pozostaje mi w głowie. I szokuje mnie niezmiernie, że jest tak wiele przeciwników przedszkoli!

A wśród kogo? Wśród osób, które nigdy nie posyłały dzieci do przedszkola. To mnie szokuje podwójnie.



Zawsze przyjmuję zdanie, że człowiek nic nie musi. Nie chcesz, nie pracuj. Nie chcesz, nie chodź do kościoła. Nie chcesz, nie zapisuj dziecka do przedszkola!

Mamy wolny wybór i o ile jest OBOWIĄZEK szkolny, tyle nie ma obowiązku przedszkolnego dla 3-latków. Więc nie chcesz, nie posyłasz. Proste, logiczne.

W tej chwili również jednak oddaję się w zrozumieniu dla osób nie posyłających i wierzę, że zalewa je fala pytań: "a czemu, a po co? dlaczego nie posyłasz- krzywdzisz dziecko!".



Dla mnie wydaje się jednak, że dziecko, które siedzi w domu z mamą nie jest krzywdzone! To, że pójdzie do przedszkola później, czy nawet dopiero do zerówki! wcale go nie skrzywdzi. Jeżeli rodzice wyrażają taką wolę, to jest tylko ich interes.

Ja posłałam Igę z prostych pobudek - jestem nią po prostu zmęczona! Nie zmęczona byciem matką, tak że mam ochotę ją oddać itp. tylko tak, że Iga posiada niespożyte pokłady energii. Ja muszę pracować, załatwiać dodatkowe sprawy, a do tego odchodzi załatwianie opieki kiedy ja będę w szpitalu. W przedszkolu Iga się wyszaleje, wybiega, pozna mnóstwo dzieci. Wierzę, że zacznie się rozwijać - ma takie zajęcia jak gimnastyka, rytmika i taniec, myślenie, angielski i coś tam jeszcze (już nie pamiętam). Program jest tak napięty, że dzieci będą miały mało czasu na typową zabawę - co absolutnie nie wyklucza, że zaproponowane zajęcia będą świetną zabawą - to tak ma być.

Wcześniej też myślałam, że jest to zabieranie dziecku dzieciństwa. Gówno prawda. Dziecko w przedszkolu ma wszystko o czym marzy. Mnóstwo dzieci do zabawy, troskliwe panie, naukę przez zabawę i smaczne jedzenie.



I dlaczego ciężko mi uwierzyć, że są przeciwnicy przedszkoli. Niektórym przydałby się kontrakt z firmą która zarządza dedykowanymi projektami i ryzykiem (http://combeenut.pl/), jeżeli tak się wszystkiego boją. Biorą z tyłka statystyki, że w przedszkolach jest tak źle.

Z niewinnej rozmowy, gdzie na celu jest wytłumaczenie, czemu nie prowadza się dziecka to przedszkola, robi się bojkot na te placówki. Szaleństwo! Matki zamieniają się w harpie drapiące się po oczach, bo jeżeli nie da się komuś normalnie wytłumaczyć "czemu?" to należy wprowadzać BOJKOT. Kobiety 30-letnie zaczynają się zachowywać jak właśnie takie dzieci w przedszkolu, szarpiące się o lalkę. Tu w tej sytuacji szarpią się o zdanie.



Czy nie łatwiej po prostu powiedzieć: "nie posyłam, bo nie"?

Ja posyłam dziecko do przedszkola, Ty nie musisz. Czy ktoś Ci każe?

Nie warto dyskutować z trollami, każdy dorosły ma swoje zdanie i nie ma co na siłę nikogo przekonywać.





zdjęcie freepik

2 komentarze:

Dzięki, że jesteś! :)