środa, 9 września 2015

Na monitorowanym

Czy zauważyłaś, że odkąd zaszłaś w ciążę, urodziłaś dziecko, stałaś się dobrą aktorką?

"Wielki Brat" patrzy nieustannie i czeka kiedy tobie tylko podwinie się noga. Ale ty nie dajesz za wygraną.



 źródło - http://www.autoid.pl/




Czy chciałaś być Matką, czy nie - jednak szłaś w macierzyństwo z podniesioną głową. Na wszelkie pytania odpowiadałaś uśmiechem, choćby dziecko miażdżyło ci żebra, lub tak naciskało na pęcherz, że w trakcie tej oto fascynującej rozmowy z osobą, która troszczy się o twoje samopoczucie, popuszczałaś w majtki.

Ale nie - jest wszystko ok. Nie możesz się doczekać kiedy urodzisz. I pod koniec ciąży rzeczywiście się o to modlisz, bo samej ze sobą ci ciężko.



Kiedy dziecko pojawia się na świcie, ty MUSISZ poczuć wszechogarniającą miłość do dziecka. Bo jak to tak, nie żywić zbyt pozytywnych uczuć do swojego dziecka?

Przecież teściowa patrzy! Jesteś cały czas na monitorowanym! Nie możesz się złamać. Musisz pokazać jak dobrą jesteś i będziesz matką. Taką ponad wszystko!



Kiedy kolejny dzień, tydzień, miesiąc, śpisz po 2 godziny dziennie, a na głowę zwala ci się cała familia domagając się jadła i picia! wzruszasz ramionami i bierzesz się do roboty. Włącza ci się autopilot choć i jemu paliwa już brak.

Krzyczą "JEŚĆ", "PIĆ" a ty mamroczesz pod nosem z bezsilności i dodatkowego obowiązku. Kolejnego - musisz nakarmić tych przed którymi grasz. Każdy z nich podchodzi do dziecka, mówi coś w niezrozumiałym języku - które zapewne nawet dziecko nie rozumie - ale żadne nie myśli się nim zająć. Bo jeszcze mu się uleje, oślini czy nie daj borze kupka z pampersa wyleje (tak jakby tylko ta kupka tylko na to czekała, by sobie wyjść na cudze ubranie). Także nie dość, że karmisz totalną hołotę, po której masz pusto w lodówce, to jeszcze w tym samym czasie bujasz, karmisz i przebierasz niemowlę. Ale nerwy masz ze stali. Przecież jesteś na monitorowanym. Nie chcesz by ciotka Baśka, powiedziała ciotce Kryśce, natomiast ona swoim przyjaciółkom, a one swoim mężom, a oni swoim kolegom... i tak dalej...



Jesteś dobrą aktorką. Tego nikt ci nie odbierze. To nic, że po każdej takiej sytuacji zamykasz się w łazience na długie minuty, gdy dziecko płacze a ty rwiesz sobie włosy z głowy. Dosłownie.

I niestety nie masz czasu na fryzjera dlatego tak przyklepujesz włosy by nie było widać twoich efektów frustracji. Nosisz długie rękawy by nie widzieli twoich zadrapań, które sama sobie zadajesz - z bezsilności. By nie krzyczeć, jak jesteś z tym wszystkim sama. Jaką jesteś aktorką przez mężem, rodzicami, teściami i innymi.

Ale sama zgotowałaś sobie ten los. Ale też nie wszystko stracone.



Jesteśmy tylko ludźmi. Jedni są słabsi, inni silniejsi. To, że chciałaś być matką, a nie dajesz sobie rady, nie daje ci prawa robienia z siebie cichej cierpiętnicy. Robisz sobie sama krzywdę, a tak naprawdę potrzebujesz pomocy i wsparcia.

To nie te czasy, gdy Matki chowały się z problemami. Teraz proś o pomoc, nie bądź sama w tym wszystkim. Owszem, są bardzo szczęśliwe rodziny, gdzie rodzice mają niekończące się zasoby cierpliwości i miłości, ale ja wiem, że tobie miłości nie brakuje. Masz jej w sobie mnóstwo, ale potrzebujesz też energii by ją okazywać.

Nie bój się mówić innym co myślisz, nie bój się prosić o pomoc. Każdy z nas jej potrzebuje, czy teraz, czy kiedyś :)

2 komentarze:

  1. Przy pierwszym dziecku ta presja jest większa, poziom aktorstwa bywa oskarowy, całe szczęście z czasem jest łatwiej, także przyznać się do niemocy...

    OdpowiedzUsuń
  2. To ja chyba jesteś świetna w tym fachu autopilota :/

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)