poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Zawsze jest coś o czym się zapomni

Wróciłam, jestem w domu. Wróciłam zmęczona, opuchnięta. Chyba jeszcze jak nigdy.

Ale w końcu mam czas usiąść i skrobnąć parę słów.

 

Zawsze przed dużymi wyjazdami robię dokładną listę co wziąć. Wypisuję pojedynczo co i jak.

I wiecie, że choć wezmę wszystko, to i tak czegoś zapomnę?

 

Jak to możliwe?

Już tłumaczę.

W przeddzień wyjazdu spaliśmy u babci Darka.

A że przy otwartym oknie zaczęły latać komary, wyjęłam z torby swój niezawodny odstraszacz do komarów (http://importmania.pl/) i co?

Rano się dopakowując oczywiście go zapomniałam...

 

Wielka szkoda, że jego brak zauważyłam dopiero własnie w pokoju, ale hotelowym - w Wieliczce.

A dotkliwy brak poczułam, gdy ciemnym wieczorem komary latały po suficie.

 

A że ja mam tak, że dopóki nie wykończę ostatniego komara, spać nie pójdę - tak właśnie Darek skakał po krzesłach i łóżkach by się ich pozbyć.

I tak oto, niby nie zapomniałam, ale i tak zapomniałam. Niby dla kogoś mało ważna rzecz, dla mnie okropnie ważna.

Ale chyba tego nie przeskoczę, że zawsze muszę o czymś zapomnieć ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzięki, że jesteś! :)