piątek, 14 sierpnia 2015

Nie muszę im mrugać

Prawo jazdy mam 6 lat. Może nie długo, ale jak na swoje krótkie życie całkiem sporo.

Mam to szczęście, że omijają mnie widoki wypadków drogowych. To znaczy nie wraków aut, tylko wypadków w trakcie.

 

Sama nigdy nie doprowadziłam do wypadku ani stłuczki, jednak moje auto (a w zasadzie auta - byłą Mazdę i obecnego Hyundaya) doświadczyło potłuczenia. Raz - kiedy byłam jeszcze z ex'em, a drugi pod koniec ciąży z Igą. Wolałabym by omijały mnie takie atrakcje, choć przyznam, że jeżeli auto nie jest uszkodzone "od środka" to można na tym nieźle zarobić (z ubezpieczenia winnych). Jednak nie praktykujcie tego ;)

 

Ale - powracając jednak to tematu.

Przez długi czas podziwiałam mruganie światłami do siebie przez kierowców. Nie raz wdzięczna, bo choć uważam się za przepisowego kierowcę, przekraczałam czasem te 10-20 km/h. Niby nie dużo, ale tak być nie powinno. Dlatego coraz to bardziej zaostrzone przepisy jeszcze bardziej przemówiły mi do rozsądku i teraz nie ma opcji, by licznik przekroczył dopuszczalną prędkość więcej niż parę kilometrów.

I ta wdzięczność przeszła mi... wczoraj. Ale dlaczego akurat wczoraj.

Jadąc obwodówką Giżycka, gdzie nadal obowiązuje 50 km/h minęłam patrol policji. Z suszarkami naturalnie. Nie mijałam nikogo z nadmierną prędkością, ale moja ręka już wędrowała by zamrugać światłami. Przyznam się, że raczej tego nie praktykuję, zdarza mi się, ale bardzo rzadko.

Ale nagle przed oczami stanęły mi te zdjęcia, filmy z wypadków. Gdzie powodem była nadmierna prędkość.

Nie wiem dlaczego akurat dzisiaj, dlaczego w tym momencie o tym pomyślałam. Ale w jednej sekundzie postanowiłam - już na zawsze - NIE BĘDĘ NIGDY NIKOMU MRUGAĆ.

Koledzy zza kierownicy nazwaliby mnie "suką", powinniśmy pomagać sobie.

 

Ale moje myśli wędrują do roztrzaskanych ciał, potrąconych małych dzieci, ich rodziców, może dziadków czy cioć i wujków. Czy nie będzie po prostu łatwiej, gdy zamiast mrugnąć komuś kto zapierdziela 90 km czy 100 po obwodówce mimo iż jest na niej dopuszczalne 50 km/h, zatrzyma go policja? I choćby dali mu pouczenie, zatelepie portkami i zwolni?

Jeżeli mu mrugnę, on zwolni, a za zakrętem przyspieszy i pierdolnie z całą swoją mocą w matkę prowadzącą wózek z niemowlęciem w środku?

Nie raz nie dwa trąbiłam na debili i czasem żałowałam, że nie jestem właśnie policjantką w cywilnym, ale służbowym aucie. Do cholery, przecież jadę z dzieckiem! Czy nalepka z tyłu, na oknie nie wystarcza? Czy muszę oblepić samochód po całości, by móc spokojnie wsiąść do auta?

 

Takie myśli jednak nie dręczą mnie namiętnie, inaczej nie ruszyłabym się z domu. Musiałabym zamknąć się w szafie (http://www.grupainterio.pl/).

 

Ale na logikę:

czy nie lepiej wyzbyć się chęci pomocy potencjalnym zabójcom? Który ominie patrol policji a następnie pozbawi życia paru ludzi?

Nie muszę im mrugać. Piratów należy łapać, pouczać, karać.

Ja im nie pomagam. 

stockvault-driving-at-speed-of-light137559

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzięki, że jesteś! :)