wtorek, 4 sierpnia 2015

Nie będę jeść.... no właśnie, czego?

Tytuł wpisu może być dość intrygujący. Ale już śpieszę z wyjaśnieniem.

Wczoraj zapowiedziałam na FB, że idę na "urlop". Opuszczam blog na kilka dni, ale nie byłabym sobą, gdybym i tu nie skrobnęła parę słów.

Wyjeżdżamy na parę dni, BEZ Igi. Potrzebny mi totalny reset. I choć nie będzie on "totalny", bo mąż będzie ze mną (a może ja z nim?) to jednak będzie odetchnięcie od codzienności.

Jestem rozdrażniona, nerwowa. Wszystko potrafi wyprowadzić mnie z równowagi! także potrzebuję trochę ciszy. Takiej, którą mogę zakłócić tylko ja, kiedy będę miała taką potrzebę.

Dodatkowym wyzwaniem będzie podróż, gdyż przed nami 600 km pociągiem, z przesiadkami.

 

I jak tytuł brzmi "Nie będę jeść..." to nawiązuję to wpisu sprzed roku, gdzie to właśnie, jadąc do Gdańska, napisałam "Nie będę jeść ryb". Końcówka "no właśnie, czego?" tyczy się tego, że nie wiem jakie to są przysmaki małopolskie. Ale czas się poduczyć, i wtedy kto wie... może jednak "będę jeść"? :)

 

Zapowiadają upały i to mnie martwi najbardziej. Temperatura sprawia, że człowiek się poci (ja to zwłaszcza) i nie ma ochoty jeść. A że jeść trzeba, to powinno się stawiać na lekkie menu. Szkoda, że w Warszawie będę tylko przez chwilkę, bo przydałby się taki catering dietetyczny (http://www.warszawskidzien.com/).

 

No cóż, ja się z Wami żegnam i do przeczytania zapewne po 10. sierpnia ;)

vNE8214NS9GOvXOy7DCu_DSC_0266

zdjęcie - freepik

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzięki, że jesteś! :)