piątek, 10 lipca 2015

Nie zostanę fryzjerką

Wiecie, ile miałam lat, kiedy pierwszy raz poszłam do fryzjera? Miałam... 12 lat.

Może w sumie w tym nic dziwnego, przecież żadną nowością było obcinanie włosów przez mamę czy tatę.

No tak, ale jeszcze następna moja wizyta nastąpiła, kiedy miałam lat... 2o!

 

Więc jak do tego czasu utrzymywałam fryzurę (jakąkolwiek!) i kolor?

Często, do tej pory zastanawiam się jak ja tego dokonałam, bo - włosy obcinałam sobie sama.

Tak, tak, całkiem sama.

Na zasadzie impulsu lub ekspresowej inspiracji. Brałam nożyczki, obcinając sama sobie 10-20 cm włosów.

 

Powiecie - szalona. Teraz też bym tak powiedziała, ale na co był mi fryzjer, kiedy byłam "samowystarczalna"??

Pewnego dnia nawet przyglądałam się profesjonalnym narzędziom fryzjerskim (takim jak tu - http://lapuella.pl/), jednak z niewiadomych przyczyn odłożyłam to w czasie.

Odłożyłam tak bardzo, że teraz nie mam ani ręki i wyczucia do obcinania sobie włosów.

W technikum, czy to w zawodówce moje fryzury były przeróżne - choć kolory zawsze stonowane, to zawsze spotykałam się z aprobatą. Więc myślę, że nie wychodziło mi to tak źle. Zazwyczaj inspiracjami były wokalistki czy to nawet wokaliści.

 

Ale kiedy miałam odwagę wtedy i jak może teraz ta odwaga by się znalazła, by obciąć samej sobie włosy, tak dla kogoś nie miałabym odwagi. Serio - nie zostanę fryzjerką.

Przy kimś ręka mi się trzęsie, zawsze i tak wszystko wychodzi krzywo. Najwięcej śmiałości i tak mam tylko do podcinania grzywki i końcówek dla Igi.

Dobrze mi z innym zawodem. Choć nad umiejętnościami z zawodu też można się zastanawiać :D

picjumbo.com_IMG_0520

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzięki, że jesteś! :)