piątek, 29 maja 2015

Z niedzieli na poniedziałek

Dzisiaj jest piątek. Dopiero się zaczął a ja chciałabym, żeby już się kończył. Planów dzisiaj brak. Nie chce mi się.

Jutro jest sobota. Jeszcze się nie zaczęła, a ja chcę by już się skończyła. Planów brak. Też mi się nie chce.

Niedziela. Planów brak. Ostatni dzień maja.

Zapewne przez te trzy dni będę starać się czytać książki. Dzisiaj zaczęłam czytać po godzinie 7, a zawsze zaczynam ok. 15 więc to jest sukces. Godzina 22 i 23 jest godziną Ekipy z Newcastle i Warsaw Shore.

I tak. OGLĄDAM TO. Chociaż mogę popatrzeć jak inni się bawią. Ostatnio na zabawie byłam spory czas przed poczęciem Igi. A przecież mam dopiero 24 (24,5) lata...

 

Piszę post. Iga zażyczyła sobie na śniadanie makaron i jajo. Jajo zjadła, makaronu połowę. Bawi się. Rzuca makaronem o meble, nie reaguje na moje zakazy. Ale piszę. Post.

Czas jakoś leci, a ja czekam na poniedziałek. Dokładnie na czas z niedzieli na poniedziałek.

Co wtedy będzie?

Wtedy wróci w końcu. Mój mąż. Po prawie 4 tygodniach nieobecności.

Dla niektórych tak niewyobrażalnie krótkie 4 tygodnie. Dla mnie co najmniej o 2 za długo.

 

Czekam. I nie mogę się doczekać.

Czy to prawda, że po dłuższej rozłące miłość smakuje lepiej?

 

Mimo wszystko najbardziej ciekawi mnie reakcja Igi. Mam wrażenie, że dla niej wyjazd taty jest taki, jak jego wyjście do pracy. Nie upomina się o niego, zapytana gdzie jest tata, mówi: w pracy. Wie, że tatuś wróci.

IMG_5464

5 komentarzy:

  1. Oj wiem co to czekanie na męża jak wyjeżdża. Mój mąż znika tylko na tydzień raz lub dwa w miesiącu ale dla mnie to baaardzo długo!

    OdpowiedzUsuń
  2. Niby mój mąż nigdzie nie wyjeżdża, ale pracuje od rana do późnego wieczora i czekanie na niego to już dla mnie udręka. Dlatego podziwiam każdego, kto żyje w związku na odległość.
    Jednak takie rozłąki dobrze robią dla związku, sama pomyśl jakie gorące będzie przywitanie ! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasami się po prostu nic nie chce, a tęsknota jeszcze pewnie nie pomaga... Wytrwałości! Jeszcze dwa dni :) W sumie jeden! Piątek już się kończy, więc się nie liczy. W niedzielę w sumie wraca - więc też się nie liczy. Więc tylko sobota! ;) Ja zawsze tak sobie odliczam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Obyśmy tym gorącem chałupy nie spalili :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzieci po prostu czekają, a gdy już będzie ten czas, te zdenerwowanie w zachowaniu rodzica wyczują powrót :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)