poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Od czegoś trzeba zacząć - czyli kotek dostał wciry

Przyznam Wam się szczerze - moja cierpliwość się wyczerpała.

 

Ale od początku.

 

Iga nie była dzieckiem smoczkowym. Kiedy próbowałam dać jej smoczek, to chwilę go żuła i wypluwała.

Dopiero kiedy miała 9 miesięcy, zaczęła go ssać! Po co dawać tak późno dziecku smoczek?

Nie dawałam jej go z zamiarem "zasmoczkowania". Iga jak to Iga - w końcu stary "Diabełek", nie dawała mi dniami spokoju, więc znalazłam smoczek, a ona go włożyła do buzi i zassała.

I wiecie co? W domu, nagle od 9 miesięcy nastała taka cisza, że modliłam się, by ona tego smoczka nie wypluła. Dni były o wiele spokojniejsze.

 

Na noc do spania nie dostawała, ale w końcu zaczęła się go domagać do zasypiania - na noc był wyjmowany. Aż w końcu musiała mieć go całą noc, a kiedy w nocy wypadł, budziła się z płaczem.

I ja ta mądra, która śmiała się z mam pod nosem, które musiały w nocy wstawać, by włożyć smoczka do ust swoim dzieciom - miałam za swoje.

Bo przecież "moje dziecko nie ssie smoka". A jednak. Wtedy kiedy ponoć zanika odruch ssania, Iga przyjęła smoczka z miłą chęcią.

 

Od tamtej pory minęły 2 lata. Ale im była starsza, tym smoczki coraz częściej były do wymiany - przez jej gryzienie, lub rzucała gdzie popadnie, a ja potem go godzinę szukałam. I tak codziennie po kilka razy!

Tydzień temu smoczek się zapodział, to powiedziałam "że się zgubił" i koniec. Ale tak się kręciła, jęczała, że w końcu dałam jej zapasowy.

 

Ale po sobotnim spotkaniu w Grodzisku Mazowieckim i wykładzie Pauliny i Wojtka z Zachęć Swoje Dziecko do Mycia Zębów o wadach zgryzu, co się może dziać z zębami przy ssaniu smoczka, pomyślałam, że może czas spróbować. Nie! że zabrać i koniec. Spróbować, wymyślić ciekawą historię - a nuż się uda. Iga ma lekko wysunięte przednie zęby, a wiadomo czy to nie od smoczka?

 

Wczoraj Iga obudziła się, rzuciła smoczek i poszła się bawić. Smoczek był już nie najlepszej kondycji (zaczął pękać, a dodatkowo - dzięki temu - lekko go naderwałam) a więc podłożyłam go pod pluszowego kotka. Kiedy Iga już dosyć długo nie upominała się o smoczka, sama ją zaprowadziłam do pokoiku i tak "przypadkowo" powiedziałam : "Iga - patrz co kotek zrobił z twoim moniem".

Iga wzięła smoczek, cała w szoku. Mówię jej, że kotek pogryzł jej smoczek. Więc co? Trzeba wyrzucić. Wyrzuciła do kosza. Cały dzień było ok. Kotek dostał wciry od Igi, bo jak to tak? Jej smoczek pogryźć???

Wieczorem ciężko było jej zasnąć, lecz sen dał górę. W nocy płakała, ale udało mi się ją utulić. Rano szybka pobudka, bo ze smoczkiem zawsze jeszcze poleżała.

 

Dopiero doba za nami. Może być tak, że smoczek wróci do nas. Ale kurde - daliśmy radę już tak długo. Raczej się nie złamiemy. Dam znać za jakiś czas jak nam poszło ;)

5 komentarzy:

  1. Jeżeli teraz pozwolisz na powrót smoczka, to tak prędko się go nie pozbędziesz. A chyba nie chcesz, żeby do przedszkola z nim szła? :)) Jeżeli masz jakiekolwiek zapasowe w domu to je wyrzuć czym prędzej i się nie łam, na pewno jeszcze będzie ciężko (u nas po kilku nocach była tragedia), ale dacie radę, tydzień, dwa i odzwyczai się!

    OdpowiedzUsuń
  2. Do przedszkola póki co się nie wybiera, ale sama świadomość dla mnie, że ona taka duża już a płacze za tym smoczkiem jak mała dzidzia....

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja już mam święty spokój, odkąd ucięłam silikonową końcówkę smoczka. Był płacz prze kilka minut, potem gorzkie żale, że "ma" nie ma. Po kilku dniach Bulba coraz rzadziej o nim wspominała, a teraz rozumie, że mają go tylko małe dzidziusie. Największe obawy miałam, że bez niego nie dam rady jej uspokoić, a teraz wiem, że przytulanie, głaskanie, szeptanie, są najlepszą formą kojenia jej niepokojów. Trzeba było smoka pożegnać już jak miała roczek, to było moje fatalne podejście do tematu i błędne myślenie. Cóż. Człowiek uczy się na błędach :) Najważniejsze, by się nie złamać i nie panikować, że się nie da rady. Da się :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymam kciuki, by dalej dobrze szło :)!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nam pomógł... katar :-) Córka miała ponad 2 lata i przy okazji przeziębienia dała sobie już wytłumaczyć, że ciężko się z 'tym' oddycha (zresztą sama to czuła :) )
    Przynajmniej raz się na coś katar przydał :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)