wtorek, 13 stycznia 2015

Matka niepracująca - czyli historia o tym jak się leży i pachnie

Matka niepracująca


Wersja męska


Godzina 5-6 rano. Wstaje. Znowu trzeba iść do pracy. Jej to jest dobrze. Siedzi cały dzień w domu. Też by tak chciał. Marzy mu się choć tak tydzień posiedzieć! Niech ona idzie to pracy, a on zostanie w domu. Odgania jednak te myśli, nie ma teraz na to czasu. Spędza czas na codziennej toalecie, wychodzi do pracy.

Na dworze jest zimno, siąpi deszcz. A ona... leży w ciepłym łóżku. Zapewne znowu będzie dzisiaj cały dzień się lenić.

- Praca -

Godzina 15:40 czas na powrót do domu. W pracy dzień jak codzień. Pójdzie do domu. Tam czeka ciepły obiad.

Obiad zawsze jest, chociaż to cieszy.

Przychodzi do domu, widzi.. znowu syf! Tak! "Syf" bo inaczej tego nazwać nie można. Co ona robiła cały dzień? Obiad tylko ugotowała? Nie namęczyła się za bardzo.

Jeszcze każe mu sprzątnąć po dziecku po obiedzie. Ona chyba oszalała! Przecież on jest taki zmęczony!

Dobrze, że ma jeszcze siły na granie/oglądanie tv. Niech tylko go nie prosi o zabawę z dzieckiem. Jest zmęczony! Niech sama się bawi. I tak cały dzień siedzi w domu.

Tak wciągnął się w swoje "obowiązki" wolne od pracy, że zastała go godzina późna. Zapewne potrzeba fizjologiczna rozkazała mu otworzyć oczy na świat. A tu... posprzątane, dziecko wykąpane, leży w łóżku.

Dzień za nim, jutro znowu to samo, znowu praca, znów obowiązki. Nie wytrzymam, jak jej DOBRZE!

Wersja kobieca


Godzina... ? Kurw... ekhm przepraszam... która jest godzina? 2? Co się stało? Smoczek wypadł?

Godzina...? yhh! 3? Noga zaplątała się w kołderkę?

Godzina... ? 4???? Ile jeszcze??? Śpij dziecko proszę.

Ona już czuje, że ten dzień nie będzie dobry. Czuje zaczynający się ból głowy.

Słyszy JEGO krzątającego się po domu. Pewnie wstał już do pracy, a ona po raz setny śpi z dzieckiem. Dlaczego on tak głośno zamyka drzwi?!

Kiedy robi się jasno, przysypia, by za jakiś czas zostać obudzona słowami: "Kakao"!

Wstaje, z zamkniętymi oczami. On serio nie słyszy, jak ono płacze w nocy?

Kakao zostaje wypite. Ona liczy na jeszcze parę minut snu, ale dziecko nie ma w sobie litości. Wyciąga zabawki, książeczki i domaga się uwagi mamy. No cóż. Nie ma wyjścia, trzeba wstać.

Robi śniadanie dla siebie i dziecka. Następnie zaczyna się zabawa i hulanki. Pokój, który został sprzątnięty wieczorem już o 10. wygląda jak pobojowisko. Trzeba coś przekąsić, bo dziecko dobija się do lodówki. W tym czasie trochę ogarnę pokój. Mówi: "proszę, nie znoś tyle zabawek, bo przejść nie można". Jednak te słowa niewiele znaczą. Przynosi wszystko, pokazuje książki, włącza zabawki i tańczy.

Może póki się sobą zajęło, poczyta książkę? Zaczyna i kończy na jednym akapicie, gdyż już jest ciągnięta za rękę. "Mamo, chodź"! Rysują, malują, tańcują. Ale znowu trzeba ogarnąć. Już ostatni raz! Zaraz trzeba robić obiad.

Obiad już wstawiony, a pokój... hmm, czyżby to był tor przeszkód? Ale ona już nie ma siły. Plecy ją bolą od tego sprzątania, tańczenia, klęczenia. Później sprzątnie.

Przychodzi mąż, krzywym okiem patrzy na pokój, ale ona nic nie mówi. Podaje obiad, a po, on jak zwykle oddaje się swoim poobiednim przyjemnościom. I jak zwykle zajmie mu to kilka godzin. Nawet go nie prosi, by się z dzieckiem pobawił, bo powie, że zmęczony. Także mija jej czas do wieczora, oglądają bajki, oglądają książki. Pod koniec ona już tylko zerka, na odczepnego coś tam odpowiada. Jest zmęczona. Czuje ból w plecach.

Teraz tylko wykąpać dziecko i spać.

Ale kto prędzej zaśnie? Ja? Czy ono?
* Post ma charakter humorystyczny. Nie jest to opis czyjegoś życia, ani mojego (no... może trochę :D)

Edit.  Tak, to jest okrojona wersja. Nie chciałam się już wdawać w szczegóły typu zmywanie naczyń 3 razy dziennie, szorowanie kibla z ogonem (czyli dzieckiem uczepionym do nogi), wycieranie kurzy, stołu i okien od śladu oblepionych łapek, odkurzanie, mycie podłogi ;) przyjmijmy, że to dzień kiedy mamy w miarę ogarnięte w chałupie. Nie chciałam pisać za bardzo drastycznej notki :D

ad_204626


zdjęcie


21 komentarzy:

  1. Tekst jest świetny! Prawie wszystko się zgadza! Muszę dać mężowi do przeczytania!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudne! Moje dni wyglądają podobnie (a gdzieś jeszcze trzeba wcisnąć dorywcze robótki i studia), chociaż Mąż zdecydowanie odpuszcza sobie dezaprobatę, a nawet zdarza mu się wyrazić podziw, szczególnie od momentu, kiedy rzeczywiście przejął Córcię na kilka dni, bo się ostro pochorowałam ;) - może to odpowiednia kuracja dla "dezaprobujących" :P?

    OdpowiedzUsuń
  3. Kogoś mi to przypomina:)
    Co dzień zadaje sobie pytanie" Czy nie słyszy w nocy jak płacze"
    I te zabawki ehh są wszędzie posprzątasz na błysk za chwilę jest to samo:<

    OdpowiedzUsuń
  4. Wystarczy męża zostawić w domu na parę dni, a zrozumie co znaczy siedzieć w domu ;) do niektórych facetów nawet to nie dochodzi...

    OdpowiedzUsuń
  5. Mój siedział w wakacje. Tylko, że on ma specyficzne metody wychowywania dziecka, więc twierdzi, że 5-6 dni pod rząd z samemu z dzieckiem to luzik.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zostawiłam swojego z dwuletnią córką na tydzień i pojechałam do rodziców. Od tamtej pory nie usłyszałam, że nic nie robię, ale nasłuchałam się, jaki on jest wymęczony jak już wróciłam. A takie miał ambitne plany... wysprzątać mieszkanie na błysk, ogarnąć pranie, z którym nie nadążam. No cóż, życie ;) A on (żołnierz) wyjeżdżał na miesięczne poligony i myślał, że ja w domu wakacje mam, bo nie muszę mu gotować. Odszczekał wszystko po tych 7 dniach. Na prawdę, więcej w nim teraz empatii, we mnie z resztą też. Oczekuję zainteresowania, szacunku i wsparcia, więc powinnam okazać to samo, bo on przecież też na wczasy pod gruszą nie jeździ :)

    OdpowiedzUsuń
  7. My oboje w domu to naocznie widzimy co które robi i ile :) Ale jak B jeszcze robił na etacie to pewnie troszkę to tak wyglądało :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój siedział kilkakrotnie po parę dni sam z małą, ale on mówił, że był luzik. Nie sprzątał, zapas żarcia miał. Grał, a mała sobie latała :/
    Mój też wojskowy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Haha samo życie! Choć mój to nawet bawi sie wieczorami, wystarczy delikatnie przypomnieć ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ty masz chyba u mnie w domu kamery :) Jak bym o swoim czytała... Przykre
    Zrobiłam dzisiaj 80 parę pierogów, chciałam żeby mi pomógł, żeby było szybciej.Włączyłam dzieciakowi bajkę na kompie a on do mnie że go ograniczam( oczywiście wielki foch że dziecko dostało bajkę) Czasami się zastanawiam czy oni się w rozwoju nie cofają bo im Mój dłużej w domu siedzi bo nie pracuje to więcej przy nim roboty...

    OdpowiedzUsuń
  11. Poligon wojskowy dla każdej matki to pikuś. Nawet byłby niezłą rozrywką...dla faceta poligon w domu z dzieckiem to dopiero wyzwanie w wielu przypadkach :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jakże to wszystko prawdziwe:) co prawda nie znam tego z własnego życia, bo mamy to szczęście, że na co dzień oboje jesteśmy w domu z Synkiem:) ... no sprawdza się jedynie jeśli chodzi o nocne wstawanie... wiadomo:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jestem tu pierwszy raz i zerknęłam właśnie - ja też Mazury ;))

    OdpowiedzUsuń
  14. Ahhh.... <3 Kocham Cie... :* a moj maz stwierdzil... WY TO TYLKO WSZYSTKIE NARZEKAJCIE... :/

    OdpowiedzUsuń
  15. Ełk :) bla bla bla za krótki komentarz :P

    OdpowiedzUsuń
  16. A,to fajnie :)) mój mąż mieszkał za Ełkiem:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Boże dziewczyny, jakie my leniwe...

    OdpowiedzUsuń
  18. Mój na 100% niczego w nocy nie słyszy, jakby mu bomba wybuchła pod nosem to też by nie słyszał. Faceci mają dokładnie taki sam słuch wybiórczy jak dzieci.
    Tekst rewelacyjny :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Piękny tekst :) Tak fajnie opisałaś dwie strony medalu ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. no a gdzie to Twoje leżenie i pachnienie?? czasu Ci zabrakło :p
    podoba mi się :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)