piątek, 30 stycznia 2015

Jak dietuję?

Jestem na diecie cztery pełne tygodnie, a już pojawiają się pytania: "Jak dietujesz?"

A ja w zasadzie wcale nie dietuję... tyle Wam powiem.



Tak naprawdę to zmieniam swój styl życia. A dokładniej styl żywienia.

Ale zawsze, mówię, piszę: "jestem na diecie". Te słowa jednak najbardziej oddają stan odchudzania niż "zmieniam styl", "ograniczam się".

Lub "Jestem na 'mniej jem'" :D Zawsze jest łatwiej powiedzieć o "diecie".




Do tego odchudzania podchodziłam naprawdę długo. Jaki był tego efekt? A taki że tyłam nadal.

Dieta szła zawsze do południa, a potem - a to cukierek, a to batonik. I zdziwienie, że po tygodniu jest na wadze 2 kilo więcej! o.O



Jednak zawsze przychodzi czas, kiedy człowiek sobie mówi: "Albo teraz, albo nigdy!". I podjęłam tą decyzję, Już drugi raz w życiu.

Za pierwszym razem schudłam 37 kg i przytyłam 50. Także jak można się domyślić, nie wyszłam na tym dobrze.



Długo dojrzewałam do myśli porzucenia złego trybu życia. Bo sam w sobie jest zły, ale być na nim wcale nie było tak źle. Ale trzeba było w końcu porzucić swoje ulubione czekolady, ciastka i pizzę.

Staram się ruszać. Choć jest ciężko, to kiedy Iga daje chwilę wytchnienia staram się wyginać choć trochę przy Mel B.

Postanowiłam zaprzyjaźnić się z jedzeniem.

Tak! Moja decyzja to jeść, nie nie jeść! Kiedyś miałam strasznie parcie na odchudzanie: szybciej, szybciej, szybciej!

Ale po co? Po co szybko ja się pytam?

Może gdybym uprzednio odchudzała się wolniej, to bardziej utrzymałabym wagę?



Jem pieczywo, jem makaron - nie odmawiam sobie tego. Zamieniłam to natomiast na produkty pełnoziarniste - chleb piekę sama. A owsianka na śniadanie daje dużo energii!

Nabiał, warzywa, owoce. No w zasadzie jem wszystko, oprócz słodyczy, tłustych potraw i czerwonego mięsa. Dieta nie musi być monotonna.

Może być bardzo kolorowa i smaczna.

A kolacje to konieczna konieczność. Nie uznaję zasady: "nie jem po 18". Ostatni posiłek powinien być zjadany 3 godziny przed snem, a czystobiałkowy nawet później. Więc mi się zdarza ją zjadać 20-20:30. Staram się pić sporo wody (dodaję sok z cytryny).

Stawiam sobie niewielkie cele, by cieszyć się z małych, zdobytych gór, zanim wejdę na szczyt.



Im więcej porażek ponoszę, tym jestem mądrzejsza. Powoli... do celu. Aby z bmi 50 zrobiło się 22. Wszystko jest do zrobienia, wystarczy chcieć.




zdjęcie

14 komentarzy:

  1. Trzymam kciuki za kolejny miesiąc :) Mówią, że pierwszy najgorszy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki :) u mnie zapewne pojawią się problemy za parę miesięcy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Powodzenia, aby tym razem waga spadała i już tak zostało :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymam kciuki. Widać, że masz mega zapał i motywację, a to już połowa sukcesu. Tak trzymać!

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymam kciuki, ja ciagle zaczynam i zaczynam od nowa...

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymam kciuki :) Jak tylko przestanę karmić to i ja biorę się za siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam serdecznie!
    Zaglądam na Twojego bloga już od dłuższego czasu - i muszę przyznać, ze z każdym wpisem zaskakujesz mnie i to za każdym razem pozytywnie! Ciesze się, że są takie miejsca jak ten - można znaleźć tu wiele ciekawych i przydatnych informacji. Powodzenia w dalszej działalności bloga! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem za! Schudnąć można zawsze na ostrych dietach i katorżniczych ćwiczeniach, ale zmienić swój styl życia to jest to! Wymaga to o wile więcej poświęcenia i energii, ale opłaca się jeszcze bardziej:) Trzymam kciuki i bardzo Ci kibicuje!:)

    OdpowiedzUsuń
  9. do Twoich postów, wkrótce wrócę jak tylko urodzę, w końcu zrzucić parę kilo na plusie nie będzie łatwo a w kupie raźniej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja do wszystkich diet zawsze podchodzę sceptycznie :) Nie raz, że zazwyczaj drenują portfel, dwa - potrawy są czasem z kosmosu wzięte, trzy - zazwyczaj chodziłem głodny, cztery - po zakończonej diecie, kilogramy wracały na swoje miejsce. Masz rację Natalio, że najwłaściwsza dieta to jedzenie mniej i zaprzyjaźnij się z jedzeniem :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem na tej samej diecie:D Ja nazywam ją "MŻ" lub "PP" (mniej żreć lub pół porcji):) Efekty też zobaczyłam natychmiastowo! A co najlepsze, lepiej się czuję;) I bzdurą jest, że zdrowe odżywianie trzepie po portfelu... droższe zdecydowanie jest podjadanie chipsów i słodkości za rogiem McDonalda!

    OdpowiedzUsuń
  12. Już drugi raz życzę Ci powodzenia, oby ostatni ;) :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj to prawda wystarczy chcieć :) Trzymam kciuki za Ciebie i za siebie, może w końcu się wezmę!

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)