wtorek, 6 stycznia 2015

Intuicyjnie, szablonowo, według kogoś? To w końcu jak?

Ten temat ostatnio drążę często... Po co? Sama do końca nie wiem, jednak wciąż intryguje mnie fenomen matek "wszystko wiedzących".

 

Po urodzeniu dziecka wiele dobrych dusz chce dawać Ci rady. Ja miałam to szczęście, że moja mama się nie wtrącała, a teściowa mieszka daleko, poza tym jej przekaz wychowawczy wywoływał u mnie śmiech. Przeżyłam nawet te kilka dni w roku pod jej dachem słuchając jej metod rodzicielskich.

 

Jestem matką intuicyjną. Jeżeli ktoś nie maluje paznokci córkom - ja to robię. Nie z własnego widzi mi się. Iga nadstawia paluszki podczas kiedy ja maluję paznokcie. Czy 0,00000001 grama lakieru zaszkodzi i zrobi z niej obiekt seksualny?

Jeżeli ktoś przebija pół rocznemu dziecku uszy - ja to robię. A nie! Przepraszam, przypomniało mi się, że jestem przeciwna nadawaniu łysym główkom i ich uszkom kolczyków. Ani to ładne, ani praktyczne. Ale... mam zasadę : "Nie wtrącam się w czyjeś wybory".

 

Ostatnio również w sieci panuje coś takiego jak : "O jak fajnie, że próbujesz/udało się, ale u mnie to...."

I tu tysiąc pińcet przykładów co już jej dziecko potrafi, a jest przecież o tyle młodsze od mojego!

 

Często się dzielę moimi przemyśleniami na facebooku, ale nie myślcie, że ja piszę o swoich czytelnikach, bo obserwuję milion innych stron i na nich też takie rzeczy można przeczytać.

Pisząc, że Iga nie chce jeszcze sikać na nocnik, otrzymałam odpowiedzi typu, że ma czas. No tak ma! Przecież nie przywiążę jej do nocnika, niektórzy o tym wiedzą. Inni, że zaniedbuję dziecko. Jak trafnie to określiła Matka Agrafka, zaniedbywanie dziecka występuje wtedy, kiedy dziecko nie ma co jeść, ma za małe buty bo rodzice wolą wydać pieniądze na alkohol. Czy naprawdę w XXI wieku, na dziecko, które nie idzie szablonowo, a według własnych potrzeb mówi się "zaniedbane"? Dopóki moje dziecko jest czyste, ubrania ma wyprane, ma co jeść, czym się bawić i jest szczęśliwe, śmiem twierdzić, że jedynie co tu jest zaniedbane, to mózg osób tak mówiących.

 

Ale, cieszę się, że to są tylko epizody. Bardzo rzadkie więc jakoś bardzo ciśnienie mi przez to nie skacze.

 

Najczęściej jednak na moje posty wychowawcze otrzymuję wiadomości: "O jak fajnie, a moja to.... a ma tylko.... i robi aż tyle....".

Powiem Wam tak. Niezmiernie cieszę się z postępów Waszych dzieci.

Ale jeżeli ja już tysięczny raz czytam, że "Idze (czy tam innemu dziecku, na innym profilu) w końcu się uda, ale jej mała nie ssie smoka od roku", to nie wiem czy nie wyrzucić komputera przez okno (lub telefonu).

Naprawdę, pokazanie się, poinformowanie mnie dobitnie, że czyjeś tam dziecko robiło coś dużo wcześniej niż moje jest takie ważne?

Jak napisałam, cieszę się, ale również widzę, że większość wiadomości napisana jest ze złośliwością.

 

"Posadź ją na nocnik, niech siedzi", "Niech w majtkach chodzi, zasika się to się nauczy", "Zabierz smoczek", "Utnij smoczek", "Zabierz butelkę", "Schowaj wózek".

Uf, na szczęście głosy na temat mowy trochę umilkły.

Dziecko sadzam na nocnik, ale za żadne skarby nie będę tolerować obsikiwania i obsrywania każdego kąta w domu. Naprawdę na tym polega nauka użytkowania nocnika? Wybaczcie, ale to do mnie nie przemawia. Rozmowa, tłumaczenie, pokazywanie. Jeżeli dziecko nadal, kilka dni załatwia się w majtki to rzeczywiście jest gotowe na to?

Smoczek i butelka. Powiedzcie mi, jak można obciąć dziecku końcówkę od smoczka, no jak? Szukam jakiegoś przykładu na dorosłych, ale wszystkie wydają się równie drastyczne. Zabierz dziecku butelkę? Zabierz też coś sobie, albo najlepiej niech ktoś zabierze, będzie Ci miło?

Wózek. Sprzedaj samochód.

 

Niektórym może się wydawać, że marudzę. I może rzeczywiście tak jest. Ale nie lubię, jak ktoś komuś mówi co jak ma robić. Jak ktoś udaje radość by tak naprawdę pochwalić się tym co jej dziecko potrafi.

No zabijcie mnie, ale nie lubię. Ale za to lubię po swojemu. I Wam też tak polecam.

IMG_5152

12 komentarzy:

  1. Oj taaaak... I mówienie, no co ty??? Nie robi tego czy tamtego? Mój to już pół roku wcześniej czytał, pisał i robił co najmniej kurs pilotażu :) Czasami az się hamuję żeby powiedzieć że mój 4 latek ma problemy np z układaniem puzzli bo jak mi koleżanka mama odpowiada na to taaaaak? No my nie mamy tego problemu mój układa już takie z 260 elementów i to OD DAWNA! Aaaa i smoczka nie obcinałam :) no jak to tak to jakbym połamała obcasy w ulubionych szpilkach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. hehe no tak, kurs pilotażu to konieczność w tym wieku, nie wiesz ? :D

    OdpowiedzUsuń
  3. świetnie to opisałaś. Ja też spotykam się ze zdziwieniem z dobrymi radami jak mówię że moje dziecko jeszcze nie sika na nocnik, a w kwietniu skończy 3 lata. Wózek dalej mamy, smoczek też jeszcze się przewija przez jej palce, o wyrywaniu włosów nie wspomnę. Owszem próbujemy ją nauczyć, ale skoro dziecko odmawia współpracy to nie będę na siłę i w sposób drastycznie oduczać ją przyzwyczajeń. Wierzę w to, że wszystko nastąpi wtedy kiedy ona będzie gotowa. Mówić nauczyła się mając 2,5 roku ale inne rzeczy nam nie wychodzą jeszcze. Poczekam. Nic na siłę. Nie lubię tego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko tu jest ładnie napisane z wyjątkiem tego, że tak, nawet odrobina lakieru wpłynie na organizm Twojego dziecka z tego względu, że jest toksyczna i potrafi wchłaniać się do organizmu. Z tego też powodu dzieci nie powinno się perfumować oraz farbować im włosów. Związki, fenoli, formadelhyd, polietylo-itd. substancje są bardzo groźne i powodują przyczyny wielu chorób.
    Zresztą dorośli też nie powinni się upiększać chemikaliami z tego samego powodu. W obecnych czasach co druga osoba w rodzinie choruje/umiera na raka. Najnowsze badania potwierdzają, że nie ma to nic wspólnego z obciążeniem genetycznym, ale z naszą codzienną dbałością o zdrowie. W tym mieści się nie tylko zbilansowana, nieprzetworzona dieta, ale również zwracanie uwagi na środki chemiczne, używane w domu. Kremy, szampony, maskary, zmywacze - o niespodzianko - również zaliczają się do chemikaliów. Wystarczy przeczytać skład.

    OdpowiedzUsuń
  5. * formaldehyd, przepraszam za literówki

    OdpowiedzUsuń
  6. Ile ja się o nocnikowaniu nasluchałam. Młoda ma 2 lata i 9 miesięcy i jeszcze ma pieluchę. Komentarze na ten temat kończę słowami tak jeszcze nosi i chyba widząc moją minę rozmówca nie ciągnie tematu:) Na butlę ja znalazłam sposób- jeśli chcesz moge podać Ci na priv ale nie wiadomo czy zadziała, bo jak wiadomo każde dziecko jest inne( piszę to bez żadnych złośliwości) :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. To napisz ;) tylko od razu mówię, że kubeczek czy bidon nie wchodzą w grę ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie no mój w tym czasie studiował filozofię i wygrywał zawody w szermierce ;) pfffff...

    OdpowiedzUsuń
  9. Intuicyjny sposób wychowania jest najlepszy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. U nas też od jakiegoś czasu top temat - nocnik. Najlepsze jest to, że my nie mamy żadnego problemu z tym, że Młody jeszcze z pieluchą pomyka, a wszystkim dookoła strasznie to przeszkadza. W następną Ciocię Dobrą Radę to chyba rzucę tym nocnikiem :-)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)