poniedziałek, 30 czerwca 2014

Jeździmy i się nie nudzimy

Otrzymanie rowerka biegowego od Weeride Polska  motywuje nas do częstszego poruszania się, schylania, prowadzenia :)


Iga to bardzo oporna sztuka, jeździć chce, ale tak, by ją prowadzać. Liczę na to, by w najbliższym czasie chociaż trochę sama mogła poprowadzać rowerek. Póki jeszcze jeździmy w domu, to jest ok, jednak kiedy wychodzimy na dwór, Iga nie umie skupić się na jednej czynności, chwilkę jedzie na rowerku, a potem leci przez siebie na nóżkach. A bo tu piaskownica, bo dużo trawy, zjeżdżalnia.

piątek, 27 czerwca 2014

Zza lady - czyli 10 wspomnień z dzieciństwa

Czasami, kiedy przeglądam Facebook, ktoś doda zdjęcie czegoś, co można było kupić kiedyś. I od razu ciepło robi mi się na sercu.


Nie dlatego, że bym to zjadła, ale dlatego, że od razu przypomina mi się dzieciństwo na wsi. Wszystkie letnie dni, kiedy siadaliśmy na krawężniku, wszyscy razem - dzieci ze wsi. Nie było komputerów, nie było telefonów. Naszymi grami przygodowymi były m.in. podchody, zabawa w chowanego.

czwartek, 26 czerwca 2014

Z innej prespektywy

Wczoraj pisałam o grubości, o problemach odżywiania.


Teraz napiszę z innej perspektywy. Cóż. Ta akurat perspektywa nie bardzo mnie dotyczy (nie bardzo? Wcale!). Jednak wiem, że niektóre osoby mają z tym problem.


Osoby bardzo szczupłe, wręcz chude. Nie z wyboru. One też mają problem. Nie ze sobą, nie z odżywianiem, a ze społeczeństwem.

środa, 25 czerwca 2014

Grubas

Siedzę od jakiegoś czasu, myślę, jak obrać w słowa to co chcę napisać. Chciałabym zacząć od "tego", zaraz mam pomysł na coś innego i tak w sumie nie wiem. Trudny temat dla mnie. Bardzo osobisty.

 

[caption id="attachment_1810" align="alignnone" width="396"]????????? źródło[/caption]

Odkąd pamiętam, zawsze miałam problem z wagą, zawsze miałam problem z jedzeniem. Zamiłowanie do jedzenia zakorzeniła we mnie babcia. Tak, która babcia by nie chciała by jej wnuczek nie wyglądał "dobrze"?

I tak się zaczynało moje tycie, coraz więcej jadłam. Nie byłam otyła, miałam po prostu nadwagę. Ale któregoś razu, rano, kiedy jeszcze leżałam w łóżku usłyszałam jak rodzice rozmawiają: "Ona zdecydowanie za dużo je. Trzeba jej to ukrócić". I wtedy zaczynało coś we mnie pękać.

W szkole, iż nie należałam do grupy skrajnie otyłych (a taka grupa w szkole była) dzieci szydziły ze mnie. Wołały: "Grubas! Grubaska!". Zamykałam się w sobie. Ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jest to początek, kiedy zaczynałam poznawać sama siebie. Kiedy zaczęłam rosnąć w siłę. Tylko, że teraz dopiero wiem, że były to zaburzenia odżywiania. Z resztą które zostały mi do dziś.

Otyłość wynikająca z zaburzeń odżywania jest tak samo zła jak anoreksja czy bulimia. Nie jest to świadomy stan obżarstwa. Jest to stan zaburzeń psychicznych jak i żywieniowych.

Zastanawiam się czasem, czy nie lepiej było by mieć zaburzenia w drugą stronę, tj. anoreksja. Byłabym chuda, mogłabym się normalnie ubierać, chudość zakryć. Otyłości niestety nie zakryję. Ale po chwili dociera do mnie myśl, że przecież anoreksja to też choroba, która niszczy, lub pozbawia życia!

Osoby, które się pukają w głowę i myślą: "Ty grubasie, weź się odchudź, żryj mniej spaślaku". Jak wiele osób tak myśli, ale tego nie mówią? Przecież oni tak bardzo się mylą. Co oni o tym mogą wiedzieć? Mogę Wam powiedzieć jak wygląda psychika człowieka otyłego - z zaburzeniami odżywiania.

Zawsze kiedy rano postanawiam sobie "Dieta!", zjadam zdrowe śniadanie. Normalna, mała porcja owsianki z owocami. Później już zaczynają się schody bo pojawiają się myśli o jedzeniu - jakimkolwiek. Najczęściej niestety o słodyczach. Te myśli są tak natarczywe, że nie jestem w stanie nic zrobić, nie jestem w stanie zająć się sobą. Te myśli nie opuszczają mnie dopóki tego czegoś nie zjem. Będę chodzić, kręcić się. Czasem zwyciężam, ale to prawdziwa rzadkość. Ale walczę. Nie poddaję się tak łatwo, ale kiedy ulegnę, traktuję to jako osobistą porażkę.

Myślę, że nawet nie jestem w stanie dokładnie Wam wytłumaczyć jak to jest. Jak uzależnienie. Kiedy rzucasz fajki. Chodzisz, kręcisz się. "A może zapalę? Jednego? Nic się przecież nie stanie", a potem jarasz jednego za drugim i obiecujesz sobie, że od jutra znowu zaczniesz. To tak jak z zaburzeniami odżywiania. Codziennie obiecujesz sobie, a tak naprawdę potrzeba kilku dni, paru tygodni by pokonać ten pierwszy próg i powiedzieć: "Zaczynam się od tego uwalniać."

Teraz nie chodzę już do szkoły, mam prawie 24 lata, a zaburzenia odż. są ze mną cały czas. To chudnę, to tyję. Chudnę, by później rzucić się w objęcia "tych" problemów. Zajadam smutki, żale. Myślę, że i tak nic już nie zmienię, że zawsze taka będę jak jestem. Wiem, oj wiem, że robię źle, jedząc mam świadomość, że od tego tyję, ale nie mogę tego powstrzymać.

Chwaląc się w marcu swoimi wynikami w odchudzaniu, nagle zamilkłam bo znowu spadłam na dno. Tyle razy próbowałam się podnieść. Nie chcę zapeszać, bo od paru dni całkiem dobrze się trzymam. Nie podjadam, nie jem słodyczy. Chciałabym aby to był w końcu dobry czas dla mnie. Zmarnowałam prawie cały rok 2013 kiedy byłam na diecie. Ale mimo to, że upadłam, zbieram siły i staram się, by chociaż było trochę lepiej. Nie korzystam z pomocy specjalisty. Jak sam wygląd mojej osoby do mnie nie przemówi to i nic mi nie pomoże.

Moje osobiste problemy ze samą sobą. Trzymajcie kciuki!

 

 

wtorek, 24 czerwca 2014

Matka wie co jest najlepsze dla nie swojego dziecka

Zaczynamy odliczanie...


Jutro jest nasza rocznica bycia razem z mężem (4 lata!) a za 11 dni będą urodziny naszej córki. Drugie urodziny.


Kiedyś mając jeszcze niemowlaczka sądziłam, że roczne dziecko dużo potrafi - przede wszystkim - chodzić. Jak bardzo się myliłam. Fakt faktem, że Iga zaczęła dreptać kilka dni po roczku, jednak już moja wizja została zaburzona. Po pierwszych urodzinach myślałam, że kiedy Iga skończy dwa lata będzie potrafiła dobrze mówić, nie będzie załatwiać potrzeb fizjologicznych do pampersa, nie będzie ssać smoczka, że wózek nie będzie nam już potrzebny.

Kiedy chcesz obserwować naszego bloga, a nie wiesz jak

Jeżeli chcecie obserwować naszego bloga, a nie wiecie jak to zrobić, mogę Wam podpowiedzieć. :)



1. Możecie bloga zasubskrybować. Wtedy powiadomienia o nowych postach będą przychodzić Wam na maila.
2. Na blogu, w prawej kolumnie włączyłam opcję Bloglovin. Jest to fajna stronka, właśnie do obserwowania blogów. Sama właśnie aktualizuję swój profil, bo niestety nie ogarniam, a ta stronka super wszystko pokazuje. Wystarczy kliknąć "obserwuj - follow". Znajdują się tam dwa moje blogi - jeden jeszcze z bloggera i jeden obecny. Ten aktualny to najprawdobodobniej będzie ten drugi.
3. Mając Bloggera, również możecie mnie obserwować, mimo iż jestem na wordpressie. Wystarczy z lewej strony kliknąć okienko "dodaj" i skopiować adres z okienka strony.


To takie proste :D

Bez tytułu

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Czyste rączki zawsze i wszędzie - OsmozaCare

  Dzisiaj przedstawię Wam dwa produkty, które otrzymałam na spotkaniu Blogerów w Giżycku. Są to - antybakteryjny krem do rąk i antybakteryjna, musująca pianka, również do rąk marki OsmozaCare. Po dość długim testowaniu (prawie miesiąc) postanowiłam je zrecenzować.



IMG_8749


IMG_8753


  Antybakteryjny krem do rąk. Opis producenta. "Osmoza Care jako pierwsza wprowadziła na rynek polski, innowacyjny antybakteryjny krem do rąk. To wyjątkowy produkt, który idealnie nawilża i pielęgnuje ręce, a jednocześnie daje efekt niewidzialnych rękawiczek, tworzących na dłoniach film działający antybakteryjnie przez 2 godziny!"


Wcześniej używałam tylko żeli antybakteryjnych, ale krem zachwycił mnie tak samo. Ładny zapach, troszkę taki chemiczny, przypominający mocne, szare mydło, jednak przypadł mi do gustu. Ręce po chwili stają się świeże, wyczuwalnie czyste. Wchłania się bardzo szybko, nie zostawia po sobie białego filmu. Zapach łagodnieje, jednak zostaje z nami przez jakiś czas. Również nawilża, mi osobiście pomaga w delikatnej egzemie (łagodzi jej stan). Nie wywołuje u mnie, ani u Igi żadnej alergii.  Buteleczka ma 100ml, wydaje się mało, jednak myślę, że wystarczy na naprawdę długo. Wygodna aplikacja poprzez dozownik na pewno pomaga w szybkim użyciu kremu :)




[caption id="attachment_1791" align="aligncenter" width="600"]IMG_8756 Krem antybakteryjny[/caption]

  Antybakteryjna, musująca pianka do rąk. Opis producenta. "Pianka, którą zawsze powinno się mieć blisko siebie. Pianka, którą każde dziecko pokocha. Dzięki nowatorskiej formule przyjemnie musuje na dłoniach i lekko łaskocze, jednocześnie uwalniając je od bakterii i zarazków i pozostawiając ładny zapach. Teraz już nie musisz namawiać dziecka do systematycznej higieny rąk. Samo będzie o niej pamiętać. Pianka zwalcza drobnoustroje oraz wykazuje właściwości ochronne, a jej formuła na bazie d-pantenolu wzmacnia i odżywia paznokcie."


Pierwszy raz spotykam się z takim wynalazkiem :D Myślę, że ktoś, kto wymyślił taką formułę, czuł, że to będzie strzał w dziesiątkę dla dzieci :) Pianka ma podobne właściwości jak krem i mogę o niej napisać tak samo, jednak nie jest ona kremem, a właśnie strzelającą pianką. Gdy wyciskamy ją na dłonie zaczyna musować, a po wcieraniu strzela. Super zabawa dla leniuszków. Teraz dezynfekcja rączek naszych maluchów nie będzie koniecznością - to będzie fajna zabawa. Zapach ma podobny do kremu, jednak o wiele, wiele łagodniejszy. Zawartość buteleczki to 50ml.




[caption id="attachment_1792" align="aligncenter" width="600"]IMG_8759 Pianka musująca[/caption]

 

Przygotowałam dla Was nawet filmik, na którym przedstawiam musującą piankę. Domyślam się, że wiele z Was jest ciekawych jak to działa, a więc proszę! :)


Podsumowując. Krem i pianka dla mnie - super sprawa. Krem dla mnie, który nadaje ładny zapach, pianka dla malucha, aby dezynfekcja rąk zawsze dobrze mu się kojarzyła i aby robił to chętnie.

Strona internetowa OsmozaCare http://www.osmozacare.pl/

 

piątek, 20 czerwca 2014

Taki sobie... bunt dwulatka?

Bunt dwulatka. Bunt roczniaka. Cały czas jakieś bunty. Zastanawiam się często-gęsto kiedy dopadnie mnie w swoje szpony "święty spokój"?

 

IMG_8240

Jestem szczęściarą. Co weekend jeżdżę do rodziców sama (bez dziecka!) gdzie chociaż trochę mogę pobyć w ciszy. I nie uważam się za wyrodną matkę. Iga im jest większa, tym więcej wymaga. To chyba jest proste i każdy o tym wie. Nie chce jeść, dużo krzyczy, denerwuje się, dużo bałagani, nie słucha się (standardowo śmieje się w twarz i dalej robi swoje). Żywot matki nie koniecznie równa się robienia z siebie cierpiętnicy. Potrafię powiedzieć, że jestem zmęczona, że mam dosyć, że wyślę w kosmos albo siebie albo ją. Jestem człowiekiem. Matka to też człowiek, jak by ktoś nie wiedział ;)

I niestety bunty, to pojawiające się, to przygasające, nie pomagają mi w moich, ani w sumie jej nastrojach. Choć i tak przyznam, że dzięki moim wyjazdkom jestem spokojniejsza niż wcześniej.

Iga nie chce jeść. Wygląda dobrze, ba! nawet bardzo dobrze, ale uwierzcie, że nie je dużo. Waży 11,3 kg czyli tak w sam raz, ale jest niziutka. Ma ok 82 cm. Jedzeniem się bawi, wyrzuca, wyciera o kafelki. Za to słodycze mogłaby jeść cały czas. Tak jak mama. Szkoda tylko, że słodycze nie są zdrowe tak też nie dostaje ich często.

Iga bardzo dużo krzyczy (patrz niżej).

Iga bardzo dużo się denerwuje. Szczerze powiedziawszy, nigdy nie przypuszczałam że już roczne, a teraz prawie dwuletnie dziecko potrafi się tak denerwować. Mimo iż spędzam z nią mnóstwo czasu, nadal jestem w lekkim szoku. Moja babcia ś.p. zawsze powtarzała: "nerwy w konserwy i na eksport", tyle, że ... ja miałam gdzieś już 5 lat a nie rok czy dwa! Jak się zdenerwuje to rzuca co ma w ręce, lub sama się rzuca - na podłogę, na ziemię na chodnik.

Iga nie znosi sprzeciwów. Spróbuj jej tylko czegoś zabronić to zobaczysz co dziecko potrafi.

Iga lubi zabawy, które przeważnie kończą się płaczem. Skakanie, podrzucanie, zjeżdżanie, spadanie. Wszystko ekstremalne.

Iga trajkocze jak nakręcona. Czasem aż uszy bolą. Wymieniając te wszystkie rzeczy powyżej, wcale się nie dziwię, że nie ma czasu mówić po polsku. Po swojemu gada tak dużo, że czasem już nie da się jej słuchać.

Ale za to Iga nauczyła się okazywać uczucia, daje dużo buziaczków i przytula się tak silne, że aż serce ściska :)

IMG_8249

IMG_8279

IMG_8290

IMG_8296

IMG_8300

Czyli jak to podsumować? Mam w domu, normalne, żywe dziecko :)

IMG_8312

 

 

środa, 18 czerwca 2014

Giżyckie Dni Rodziny

W tamtym tygodniu - w czwartek, wraz z Pauliną i Amelką poszłyśmy na Giżyckie Dni Rodziny. Choć... w zasadzie to my doszłyśmy, jednak przez humory Igi (niekoniecznie dobre), miałyśmy ponad godzinny poślizg.



Jednak w końcu udało nam się dotrzeć.


IMG_8364

 

Nie wiem czemu, ale po urodzeniu dziecka, żadne festyny, imprezy mnie nie bawią. Owszem, fajnie jest wyjść do ludzi, poczuć i zobaczyć coś innego niż swoje cztery kąty w domu.


Ciężko mi wychodzić do ludzi samej z dzieckiem. Chociaż, samej z dzieckiem do tak jeszcze nie strasznie, ale z zamiarem robienia zdjęć już tak. Wiadomo, że większość blogerów stara się uwieczniać wyjazdy, wypady.


Tak jest i ze mną. Tylko, że Iga nie potrafi się dostosować do moich planów. Ba! Nawet nie myśli o tym ;) Nie potrafi ładnie pobawić się z dziećmi, potańczyć, tylko leci od razu gdzie ją oczy niosą.


Paulina pomogła na ile mogła, ale jednak gonić dziecko które ucieka w lewo i gonić które ucieka w prawo ;) Dlatego zawsze lubię mieć przy sobie męża. Ale, że mam męża jakiego mam to czasem muszę się nalatać. I co z tym fantem zrobić?? Nic, trawić żywot matki :)


Dodam jeszcze, że nic ciekawego się nie działo ;) Chyba jednak ciekawszy był spacer po molo.


IMG_8370


IMG_8402


IMG_8422


IMG_8424


IMG_8383


IMG_8446


IMG_8457


IMG_8466


IMG_8473


IMG_8394


IMG_8491


IMG_8536


wtorek, 17 czerwca 2014

Mini ogród bez zieleni

 Wszystko wskazuje na to, że lato zaczyna powoli do nas wracać (choć ponoć na weekend znowu ma być załamanie pogody!). W końcu można wyjść z krótkim rękawem, choć jeszcze tak nie pewnie, bo wiatr jeszcze zaskakuje.



Mieliśmy raz piękny dzień, kiedy to ulokowaliśmy się w naszym "mini ogródku bez zieleni". Za ten ogródek robi nam... balkon. Balkon bez jakiejkolwiek zieleni. Chciałabym by było na nim bardzo, bardzo zielono, ale niestety... nie mam rąk do roślinności! Przy mnie wszystko wysycha nawet jeśli podlewam regularnie. Choć i tak z tą regularnością bywało różnie. Jestem za leniwa na kwiatki, choć mam zdanie, że kwiatowe balkony dodają uroku i są nie wątpliwie bardziej atrakcyjne.


Ostatnimi czasy, kiedy to jeszcze było gorąco, zmotywowałam się w końcu do posprzątania owego balkonu. A co mnie zmotywowało? Rozłożenie mini baseniku dla córki.


Basenik bardzo mały, ale jedna dupka śmiało się mieści. Ale cóż oczekiwać, kupiłam go rok temu, jesienią w Bricomarche za 6 złotych!


Jak wrażenia? Moje okej, córki też. Choć nie powiem, spodziewałam się, że basenik zajmie ją na trochę dłużej niż 15 minut. Po tym czasie zaczęła wstawać, wychodzić, wylewać całą wodę z baseniku (dobrze, że mieszkamy na parterze!).


Ale co tam, dobre i to. Może przyjdzie czas kiedy będzie chciała pluskać się dłużej. Tak czy inaczej, czyż nie wygląda uroczo? :)


IMG_8150

IMG_8156

IMG_8166

IMG_8183

IMG_8207

IMG_8215

Ależ gorąco było, teraz zimnica.. brrr!


IMG_8220

 

 

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Moje chwile - Yankee Candle - Fresh Cut Roses i Fireside Treats

Fresh cut Roses

Opis: "Różany bukiet ma szeroką wymowę! Jeśli wręczymy go osobie, którą kochamy – na pewno uda się przywołać na jej twarzy promienny uśmiech. A kiedy świeżo ścięte róże ofiarujemy w podzięce – obdarowana nimi przyjaciółka poczuje się należycie uhonorowana. Fresh Cut Roses – aromatyczny, w pełni naturalny wosk – skrywa w sobie nie tylko zapach specjalnie wyselekcjonowanych pąków. W tej pastelowej kompozycji znaleźć możemy wszystkie, pozytywne emocje – chwile szczęścia, momenty wybaczenia i sekundy wyróżnienia – które niosą za sobą podarowane róże."


sobota, 14 czerwca 2014

Pod podlaskim

W ubiegły weekend pojechaliśmy do... teściowej. Mam nadzieję, że nikt ze strony rodziny nie pogniewa się, kiedy napiszę, że takie wizyty trzeba "odbębnić".

Ja - jestem strasznym mieszczuchem. Lubię życie w mieście. Choć nasze mazurskie miasta, to raczej miasteczka, lub "duże wsie", ale jednak jest gdzie dupą zakręcić. A życie na wsi jest dla mnie ... nudne.

piątek, 13 czerwca 2014

"Kiedy przekłujesz uszy?" - ja, czy ona?

Ostatni czas był bardzo burzliwy w parentingach... a to paznokcie pomalowane, dzieci zostawiane w autach.


O dzieciach nie dyskutuję, bo wiem, że to bardzo ciężki temat, a i tak mam zdanie jak większość, więc nie czuję potrzeby wypowiadania się.



Co to paznokci to hmm. Jedni i drudzy mają rację. Jednak nie jest to dzieciom potrzebne, po co już teraz mają mieć malowane paznokcie jak dorosłe kobiety. No - może nastolatki.


Ale z drugiej strony to taka frajda pomalować i mieć pomalowany paznokietek. Ja swojej pomalowałam dwa razy poznokieć, zaznaczę, że jeden paznokieć! tylko.


I nie uważam tego za coś złego, absolutnie. Pomalowanie dla zabawy swojej córeczce od święta paznokietka nie znaczy, że kreuję ją na lolitkę i sexbombę. Ponad to, pisząc o seksualność tak małych dzieci, że dorośli tak to mogą odebrać.. to nie wiem - czy to ja jestem dziwna, czy to Ci ludzie mają coś z głową, wypatrując u dzieci jakichś cech seksualnych co jednoznacznie nasuwa mi na myśl pedofilię. No bo kto normalny myśli w ten sposób o dziecku.


Inną zaś bajką jest odzieranie dziecka z dziecinności, jak to miało miejsce w tej jakiejś tam gazecie, gdzie dziewczynkę wystylizowano na dorosłą kobietę. Z tym się zgodzę, że było to nie potrzebne, ale sprawa paznokci pomalowanych w zabawie dupy się tu nie trzyma.


Ale.. za to nie podobają mi się.. przebite uszy u niemowląt. No jak ja tego nie cierpię. Pulchna, jeszcze bez dokładnych rys twarzyczka, łysa głowa i... kolczyki. No dzieci kocham, obojętnie czy malusie, czy te większe ale ten widok, przebitych uszu na tych łysych główkach, aż oczy bolą.


I w czym to ma pomóc? W czym wypięknić?


Powód "bo jest malutka, a później będzie się bała". Ale dlaczego to dziecko nie dostało samo wyboru, czy chce sobie przekłuć uszy? Przecież to jest ingerencja w czyjeś ciało, zrobienie dziury na wylot, po której najczęściej zostają blizny, a znam kobiety, którym uszy zostały przebite właśnie za niemowlaka a potem kolczyków nosić nie chciały.


Niech mi ktoś tak logicznie wytłumaczy, po co to się robi? Powyższego argumentu nie akceptuję zupełnie. Bo to jest zupełnie bez sensu.


Czy my, rodzice, nie możemy wstrzymać się z tym, aż dziecko samo powie "Mamusiu, chcę mieć kolczyki", tylko decydować za nie? Przecież same nie chciałybyśmy, aby ktoś decydował o naszym ciele, życiu.


Dzieci mamy malutkie, ale dajmy im decydować, a to, że później będzie boleć... nie pamiętacie, że kiedy dziecko czegoś pragnie to nie ma rzeczy niemożliwych?


Na temat przekłuwania uszu - w praktyce?


Dzieciom, takim maluszkom przebija się uszy pistoletem?


Nie sądzę, by rozrywanie ucha (bo "przekłuwanie" pistoletem polega na przebiciu) było zdrowym rozwiązaniem.


Ponadto pistolety nie są jednorazowe, je się tylko dezynfekuje, nie sterylizuje, więc nie chronią wcale 100% przed chorobami, nawet kiedy ranka się dobrze goi.


Ale odsyłam Was do bardzo mądrego filmu:

*Mamusie, które przebiłyście swoim niemowlętom uszy. Nie myślcie, że to jest atak na Was. Ja wyrażam swoje zdanie, nie mam na celu nikogo obrażać, nie oceniam, komentuję. Ale nie mogę odpowiadać za to, jak co kto odbierze.

Ja swojej nie przebijam, jak sama będzie chciała, to ok i tylko zdrowymi sposobami.

Uwaga, jestem tam, gdzie mnie nie było!

No i nadszedł ten czas. Ten czas, który nadejść nie miał, a jednak jest.



wordpress-logo


Przeszłam na własny serwer. Powiem Wam szczerze, że sama jestem w szoku. Nagle mnie natchnęło i BANG! mail do zenbox'a i jestem teraz tu. W całkiem obcym dla mnie miejscu.


Czuję się z tym tak trochę źle, trochę dobrze - ale wiem, że to krok do przodu, dla mnie. Krok taki, czuję, że blog jest dla mnie ważny. Dlatego od teraz to ja jestem jego właścicielem. Nie Blogger, tylko ja.


Powiem Wam, że napisane maila, wykupienie serwera i czekanie na migrację było całkiem przyjemne. Taki dreszczyk przed niewiadomym, że będzie to coś nowego, że pokonuję wraz z blogiem krok milowy. Nie wiem, konkretnie w co ten krok, ale na pewno wiem, że do przodu.


Ale to nic. Przejście na własny serwer wiązało się z przejściem na... wordpressa. I co Wam powiem? Może nie tragedia, bo wszystko jest do przejścia... ale... masakra!


Moje małe, leniwe usposobienie, korzystające z Bloggera, nagle musiało przenieść się na Wordpress gdzie wszystko wymaga dużo pracy! Bardzo dużo!


Dla kogoś, kto już tu trochę siedzi może być to zasada "cyk cyk" i gotowe. Tak jak ja w Bloggerze - wgrywając szablon z internetu, jego modyfikacja wraz z ingerencją w kod html zajmowało mi max 1h, a tu wczoraj siedziałam od 7 rano do 15! Dzień na etacie mi minął!


Jest tu po prostu tak wiele opcji, jeżeli chce się stronę wygłaskać to niestety trzeba nad tym posiedzieć. Trzeba zainstalować wtyczki do statystyk - bo albo nie wiem gdzie to jest, albo na głównym panelu wp nie ma sumy odwiedzin czytelników jak to jest w Bloggerze.


Ale... wtyczki do chyba dobra rzecz. Fakt, że zanim człowiek nowy! się tu odnajdzie, to trochę minie, ale...


-są tu wtyczki antyspamowe


-są tu wtyczki z ikonami społecznościowymi


-są tu wtyczki typu popularne posty, subskrypcji,


-poprawiające szybkość strony i jakieś tam jeszcze


i jak podejrzewam, jest jeszcze dużo dużo innych.


Wszystko robi się w kokpicie - wchodzi się w zakładkę wtyczki, w 'szukaj' wpisuje się nazwę, szuka, instaluje i włącza.


Nie ma bawienia się we wklejanie kodu w ciąg html jak to przeważnie jest w Bloggerze.


Więc to jest na duży plus.


Miałam duży problem z wgraniem własnego avatara, ale udało mi się poprzez jakiś program, dużo zabawy z tym.


Szablony również łatwe w obróbce, nawet te ściągnięte z neta.


Choć... modyfikacja kodu html nie jest już taka łatwa. Kod jest podzielony na kategorie, więc, żeby coś znaleźć trzeba się dużo naszukać..


Ale.. wszystko jest dla mnie nowe, nadal się boję. Mogę być tylko dobrej myśli.

wtorek, 10 czerwca 2014

"Chory kotek" - Stanisław Jachowicz

A dziś książeczka, którą wygrałam w losowaniu na Pierwszym Giżyckim Spotkaniu Blogerów :)


 


Chory Kotek

The Sick Kitten


Stanisław Jachowicz


Strona zewnętrzna książeczki

Książeczka jest bardzo poręczna, zmieści się w torebce, lub w wózku.

Strony ma grube.

Ilustracje - jak to w zwyczaju Wydawnictwa Fundacji Festina Lente - niecodzienne i ciekawe.

Chyba nie muszę Wam mówić, że takie lubię? ;)

Książeczka to 28 stron.






Strona wewnętrzna

Pierwsza nowa strona książeczki jest po polsku, druga pełni funkcję kolorowanki, a historyjka jest napisana w języku angielskim. To świetny pomysł dla dzieci, które zaczynają przyswajać język obcy, jak i również dla dzieci dwujęzycznych :)


Historyjka odpowiada o kotku, który... zachorował.

Tak się biedaczek objadł szynki i sadła, że z wrażenia dostał gorączki.

Odwiedza go doktor, który mówi mu, że nie wolno tak się objadać, i aby wyzdrowieć musi jeść kleik.

Myślę, że dobra książeczka dla łasuchów ;D





Książeczkę można znaleźć na portalu iCzytam.

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Pójdę z tobą do łóżka

Kiedy byłam w ciąży przysięgłam sobie, że nie będę spać z dzieckiem.

Łóżko w którym śpię ja jest moje i mojego męża - nie dziecka. Dziecko ma swoje łóżeczko i tam niech śpi.

I tak miało być.

 

Iga do piątego miesiąca życia zasypiała czy to w bujaczku czy foteliku. Bujaliśmy ją godzinami, godzinami włączona była suszarka. Godzinami modliłam się ja, chociaż o godzinę ciszy, a ona wyła i wyła całymi dniami. Tak, wyła - bo płacz to nie był.

Więc bujanie bujanie bujanie...


W końcu powiedziałam stop i mimo wielu sprzeciwów zaczęłam ją uczyć samodzielnego zasypiania.

Płakała. Dużo. Krzyczała. Ale ja byłam twarda. Zaglądałam do niej co parę minut by wiedziała, że nie jest sama, że mi też jest ciężko.

Ale w końcu mogłam wykrzyczeć : "Viktoria!" kiedy inne dzieci nadal były bujane, a ja swoją tylko odkładałam i zasypiała sama. Bez płaczu, bez krzyku.

W końcu mogłam odetchnąć, w końcu ona spała nawet do trzech godzin, kiedy w bujaczku budziła się od razu kiedy przestawałam ją bujać.

Myślałam, że ten piękny film będzie trwał cały czas kiedy po roku nagle jej się odmieniło.


Najpierw zasypiała w dzień u nas na łóżku. Potem zachciała wieczorami.

W nocy spała normalnie w łóżeczku.

Ale kiedy zaczęły wychodzić jej kły nie było mowy o spaniu w łóżeczku.

Musiała spać w łóżku z którymś z nas i koniec kropka.

Przesypiała całe noce, kiedy w łóżeczku potrafiła prze-wyć pół nocy.


Walczyłam z tym jakiś czas, bo nie wyobrażałam sobie spać z własnym dzieckiem!

O losie, jak to brzmi!!!

A teraz? Szczerze? Wolę spać z dzieckiem niż z mężem.

Mam więcej miejsca, mam małe, ciepłe, pachnące ciałko obok siebie. Czasem budzę się w nocy, lub rano już i widzę, że ona nie śpi. Patrzy na mnie tymi wielkimi oczętami pełnymi miłości.

Mimo, że czasem krzyczę na nią strasznie, za co mi wstyd ten jej wzrok po przebudzeniu mówi mi wszystko.

Kiedy rzuca mi się w ramiona i daje buziaki na dzień dobry.

Nie czułam z nią nigdy takiej więzi jak teraz, z nikim nie czuję takiej więzi.

Ale to chyba nikogo nie zdziwi? :)


Łóżeczko poszło w odstawkę i trzeba zbierać kaskę na łóżko :)

piątek, 6 czerwca 2014

Dietetyczny bigos

3. woreczki kapusty kiszonej (po ok. 0,5 kg)
2. filety z kurczaka

1. garść suszonych grzybów

1. cebula

Słoiczek koncentratu pomidorowego

suszony majeranek, pieprz, sól lub przyprawa do bigosu
3. łyżki oleju

środa, 4 czerwca 2014

A ja stoję i stoję...

Dostałam natchnienia na ten post.
Choć nic nowego nie odkryłam. Żadną nowością Was nie zaskoczę.

 

Ale czy na tym świecie nie ma tematów jak rzeka?
Są tematy typu karmienie, tematy że "taka duża a jeszcze dyda smoka".
Tematy, że "czemu ty jej dajesz słodycze". Koń nawet czasem dostaje kostkę cukru a mam żałować dziecku czasem coś słodkiego. O zęby jej dbam, nie martwię się.

I jest spośród jeszcze wielu innych, których nie wymieniłam, temat stania w kolejce.
Ale nie takiej zwykłej, w sklepie.
W kolejce do lekarza.









źródło

~
Kiedy po upadku na siłowni noga zaczęła mi się babrać, musiałam w końcu iść do lekarza.
Na swoim Facebooku napisałam Wam w poniedziałek (poprzedni), że idę i takie tam. Z dzieckiem. Nienawidzę załatwiać spraw z dzieckiem, ale jak mus to mus, nic na to nie poradzę.

Wyszłyśmy z domu po 9. Iga tylko po mleku, ja bez śniadania. Myślałam, że załatwię szybko sprawę, także nie brałam nic, nawet picia. Tylko telefon, portfel i.. dziecko. W wózku.

Nie spodziewałam się tego co mnie czeka.
Wyszłyśmy od lekarza o... 12:30!

Trzy godziny czekałyśmy na wizytę. Lekarka tak długo trzymała pacjentów, że wszyscy już wychodzili z siebie. Jak przyszłam to przede mnie było 6 osób? To chyba jednak coś nie tak, jak tyle osób a jej to zajęło 3 godziny.

Iga, jak to Iga. Na początku luz. A potem. Zaczęła strasznie marudzić, na szczęście obok była apteka to chociaż mogłam jej kupić wodę. Już nie wiedziała czy siedzieć, czy chodzić. Na sam koniec już kładła się na podłogę. Krzyczała a mi głowa pękała na pół.

I teraz co? Ludzie, całkowita znieczulica. Patrzą się, krzywią te swoje ryje, że dziecko krzyczy, płacze ale czy ktoś przepuści? A gdzie tam! Mimo moich głośnych uwag na temat płaczącego dziecka i długiej kolejki, rozmowy z sympatycznym panem, który był za mną a współczuł mi tego męczenia się razem z dzieckiem.
Ale nie. Nikogo to nie ruszyło. Siedzą z dupami stare rumpy, by tylko iść sobie pogadać z lekarzem.
Normalnie krew mnie zalewa na takie osoby.

Giżycko to nie jest duże miasto - ok. 30 tyś. mieszkańców.
A w moim rodzinnym mieście, gdzie mieszkańców jest ok. 4 tysiące i tylko dwóch lekarzy rodzinnych, jest na drzwiach jak wół napisane - DZIECI DO LAT 5 WCHODZĄ BEZ KOLEJKI.

Ja rozumiem, że do lekarza nie szło dziecko, tylko ja z dzieckiem, ale chyba na jedno wychodzi. Nie każdy ma z kim zostawić swoje małe kiedy potrzeba wyjść.

Ludzie, przychodnie to nie strefy wolne od dzieci, nauczcie się wzajemnej pomocy i tolerancji. Bo naprawdę, zamiast iść do przodu  - WY SIĘ COFACIE!

wtorek, 3 czerwca 2014

Komunia

25. maja br. miała miejsce komunia mojej bratanicy.
Z racji tego, że pracowałam do 11,30 z mężem i Igą przybyliśmy dopiero na przyjęcie.
Oczywiście z aparatem, dlatego ten post będzie głównie zdjęciowy :)

 

Przyjęcie komunijne odbyło się w restauracji Sielawa w Mikołajkach.