środa, 30 kwietnia 2014

Kucharka, a jednak nie wszystko potrafi

Temat na ten post natchnęła mnie sytuacja - robienia ciast.

 

Jestem kucharką (z zawodu) i mam pełną świadomość, że nie potrafię wszystkiego. A nawet to co potrafię, nie wiem czy do końca dobrze robię.
Za to mam 100% pewności, że mam dwie prawe (jestem leworęczna) ręce właśnie do... wypieków.
Z resztą, czy to ciasta na ciepło, czy na zimno, czy ciastka.

Mam wtedy wrażenie, że ktoś uciął mi ręce.

Do robienia ciasta zawsze podchodzę z pełnym entuzjazmem, ale szczęka mi opada w trakcie.

Co za łeb podnosi włączony mikser znad masy maślano-budyniowej?



No, to jestem ja.
Dosypywanie czegoś sypkiego do masy? Tylko wtedy, kiedy puszek pojawi się wszędzie, tylko nie w misce. Najlepiej w moich oczach i nosie.

Wyobrażacie sobie jak wyglądają moje ściany w kuchni?
Czasem myślę, że wszędzie walnę takie tłuste kropki, przynajmniej nikt nie pomyśli, jak te robienie ciast wychodzi mi nieudolnie.
Pochlapane ściany - ale ba! żeby to była ta na przeciwko, pochlapane są nawet te 2 metry ode mnie, odległe od strefy zdarzenia.
Pochlapane narzędzia kuchenne, które leżą, bądź stoją nieopodal, frytkownica, mikrofala, butelki z napojami, dywan. O mamo!
Nie! Nie nadaję się do robienia ciast.

Kiedyś robiłam ciasto na urodziny, ile ja się z nim namęczyłam, ile napłakałam.

Dajcie mi tonę mięsa, pierogów tysiąc - mogę robić.
Ale nie ciasta!

Choć co jakiś czas złapię się za jakieś nowe ciasto, mając nadzieję, że wyjdzie. Bez niespodzianek przy przyrządzaniu.
No, nie da się. Sorki.

wtorek, 29 kwietnia 2014

Niespodziewanie kurier zapukał do drzwi

Jak pisałam Wam na FB, jakiś czas temu otrzymałam niespodziewaną paczkę.

 

Przyszedł kurier, z dużym kartonem, a ja zaczęłam drapać się po głowie: "No nie mam pojęcia co to".

Nie wiedziałam co to, kiedy rozpakowywałam, a jak już rozpakowałam to nie wiem od kogo!


Domyślam się oczywiście, że taką miłą niespodziankę sprawiła mi firma TEVA,

podarując prezent wielkanocny w postaci dwóch opakowań żelek witaminowych Vibovit, maskotki - piórnika, stroika wielkanocnego i czekoladek.


No jestem w szoku. Nadal.





Omomom - Iga lubi żelki ;)










W tym pudełeczku były czekoladki :D

A te jajeczko już nie żyje - zostało zdewastowane przed Jagę.




Także, ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, dziękujemy za niespodziewaną paczuszkę :)

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Jemy rybę

Pisałam Wam jakiś czas temu na Facebooku, że otrzymamy na spróbowanie rybki od firmy Seko.

Jako, że my  rybę jemy rzadko, pomyślałam, że mogę spróbować. Zobaczyć, czy Iga będzie chciała jeść.

Ogólnie już same słoiczki prezentują się zachęcająco.
Informacja podaje, że rybka nie zawiera glutaminianu sodu, a całość waży 280g - także myślę, że w sam raz dla 2-3 letniego dziecka na obiad.

piątek, 25 kwietnia 2014

Nie mówię ci "do widzenia"...

Często myślę o tym, jak to muszę uciekać z domu.
Czy to do pracy, na pocztę, do sklepu.

 

Nie, do pracy uciekać nie muszę. Wychodzę kiedy ona śpi.

Zawsze wychodzę z domu, tak, żeby nie widziała. By nie biegła za mną, nie krzyczała, nie stała pod drzwiami i nie płakała.
Choć wiem, że ona za kilka sekund pobiegnie się bawić, tak jak by się nic nie stało, ale jednak serce mi się kraje kiedy jestem już na klatce schodowej i słyszę jej płacz. A może raczej krzyk?



Choć jednak to mi nie sprawia takiego problemu jak nie zobaczenie jej przed wyjazdem do pracy.
Wstaję o 4:30, wychodzę z domu przed 5. Nawet nie mam szansy jej zobaczyć.

Jadę autem i myślę o niej, że nie dałam jej pożegnalnego całuska bo przecież zobaczę ją dopiero na następny dzień, późnym popołudniem.

I cóż zrobić? Taki los matki.

 

środa, 23 kwietnia 2014

Kolory - Beverley Edge

Skusiłam się na tą książeczkę w wyprzedaży Biedronki za 9,99.

 




Jest to nasza druga sztuka z serii "Marzipan". Nie wiem jak inne, ale te, które mamy mają przepiękne obrazki.
Wykonane z modeliny i sfotografowane.


Książeczka posiada twardą okładkę jak i strony. Jest ich 11.

Jeden kolor składa się z dwóch stron - na jednej dużymi literami napisany jest kolor wraz z tłem w temacie, a na drugiej obrazki w powiązanym kolorze.

Kolorów jest 6 - fioletowy, niebieski, zielony, czerwony, pomarańczowy i żółty.
Iga jeszcze nie mówi, także książkę wałujemy w ten sposób, że ona wszystko pokazuje palcem, a ja mówię.










Jest to nasza pierwsza książeczka z kolorami i jak najbardziej polecam.

wtorek, 22 kwietnia 2014

Mikołajki w Wielkanoc

Jak pisałam Wam wcześniej, na święta pojechaliśmy do moich rodziców - czyli do Mikołajek.
Idealne miasto do robienia zdjęć :D Tak więc i w tym poście będzie ich dużo.

 

W Wielką Sobotę stołowaliśmy się w nowej knajpce "Przystań" (byłe Kuchnie Świata).
Śmieliśmy się, że są święta a my jemy pizzę :D No cóż, zawsze to jakaś odmienność.

Z resztą. Zobaczcie sami jak było. Co ja będę pisać.

 



































Opaska - Targ

Apaszka - Boginie przy maszynie

Bluzka - Hobibobi

Spodenki - Hobibobi

Buty - Zetpol








 

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Jak zawsze święta, święta..

i po świętach.

 




Był wielki piątek. Pojechaliśmy wieczorem do rodziców. Spokojnie. Iga przespała całą noc. Duży plus.
Była wielka sobota. Ja na 6 do pracy. Iga miała dobry dzień, a ja dużo pracy (do 15.).
Po południu z Tatą Igi i moją koleżanką poszliśmy na miasto (relacja w następnym poście). Wieczorem już ledwo do domu zaholowałam.
Bo "nogi bolo" :D
Była niedziela Wielkanocna. Ja do pracy na 5 (do 13.). Pracy rano dużo, potem już raczej luzik. Ale nogi - konkretnie stopy - mnie już pod koniec tak bolały, że ciężko było chodzić (bo weź noś tyle kilogramów).
Iga marudna, pewnie przez te kły, które chyba już miesiąc wychodzą.
Niedziela, jak niedziela, mimo, że Wielkanocna, to niedzielą zostanie - czyli takim dla mnie przymulającym dniem.
I powrót do domu. Dzisiaj odsypiamy. Mała obudziła się o 5 i zasnęła o 9 i jeszcze śpi do tej pory (jest równo 13!).
Bidulka, w nocy obudziła się rozgrzana, rano temperatura prawie 38st. Mimo, że to nie gorączka, ale widzę, że taka zmarnowana :(
Krysi lecą gile, Iga ma temperaturę. Zęby :/

Pogoda prawie letnia mimo braku słońca, ciepło. Fajnie. Ale dziś i tak koczujemy w domu - odpoczywamy.
Zwłaszcza ja. Powrót do domu nie był zbyt fajny - spać mi się chciało bardzo (a prowadzić trzeba!) i bolące stopy przeszkadzały w obsłudze pedałów.
Ale dziś jest już lepiej.

P.S. Wodą mnie nikt nie oblał :( :D



















Chcesz zdjęcie z Igą? Zastanów się dwa razy :)

Dziadkowi się nie udało.


piątek, 18 kwietnia 2014

czwartek, 17 kwietnia 2014

wtorek, 15 kwietnia 2014

A poznała dwóch chłopców...

W poniedziałek dostałam nagłego olśnienia. Wpadłam na pomysł by odwiedzić Anię z AniBarPioMar.

Pomysł przyszedł, a kilka sekund później już pisałam wiadomość do Ani.

 


Ok. 11,30 już wychodziłam z domu :) Szybka akcja. Nie ma jak to spontan.

Droga na skróty, także mało przyjemna, ale jakże bliska - tylko 30 km czyli najbliżej do jednej z mazurskich blogerek (oprócz nas, jest jeszcze jedna mazurska blogerka parentingowa - bieda tu na Mazurach - chyba, że ktoś się ukrywa ;)).


Nasze spotkanie trwało coś ok. 2,5 godziny a ja czułam jak by minęło maksymalnie pół!

Z trzema łobuzami jednak nie zazna się nudy!

Z mamą chłopców bardzo miło się rozmawiało, to i też dlatego czas szybko zleciał.

Dzieci się jak najbardziej dogadały. Iga w końcu ma kolegów! Piotruś i Bartuś bardzo chętnie się z nią bawili, choć ona jak zwykle - jak kot - chodziła swoimi ścieżkami. Jak zobaczyła balony to już koniec.

Potem piłeczki, rysowanie. Czas minął bardzo fajnie.

Ja z Anią wypiłam herbatkę - bardzo pyszną. Zjadło się ciacho i trzeba było się zabierać do domku.

Iga w samochodzie przysnęła, ale na miejscu obudziła się bardzo szybko.






























Dodatkowo powiem jeszcze, że chłopcy bardzo miło przyjęli Igę, co widać na załączonym obrazku :)

Chyba ostatnio nikt mi tyle (oczywiście oprócz mnie :D) nie wyściskał i wycałował córki! :)






Do następnego!:)