piątek, 28 lutego 2014

Dietetyczny gyros z kurczaka

Temu kurczakowi do gyrosa daleko, jednak kiedy myślę z czym to mogę porównać, tylko do głowy przychodzi mi to:-)

Łatwa, smaczna, sycąca potrawa. No i lekka.


2 piersi z kurczaka

Pudełeczko pomidorków koktajlowych (250g)

Duża papryka - czerwona lub żółta

czwartek, 27 lutego 2014

Iga w Bajkolandzie

Jakiś czas temu, razem z Igą, moją koleżanką i jej córką odwiedziłyśmy salę zabaw.

My - po raz pierwszy.

 
Iga pierwsze co - zaczęła biegać, oglądać.

Wsadziłam ją do samochodu - i to był mój błąd.

Zaczęła płakać, wyginać się. Efekt był taki, że wpadła do dziury na nóżki.

Musiałyśmy podnosić samochodzik do góry by ją wydostać.


Ale... zaraz jej przeszło. Najchętniej bawiła się piłeczkami z basenu.

Potem zainteresowała się samochodzikami. A największą frajdę sprawił jej worek do bujania. Była w siódmym niebie.

W stronę drabinek i zjeżdżalni nawet nie podchodziła.


Jeszcze nie ten poziom. Ma czas :-)














poniedziałek, 24 lutego 2014

Jak powstał taniec?

Zastanawialiście się jak powstał taniec?
Pewnie nie.

Ja mam na to swoją złotą teorię.

 

Zanim powstał taniec, musiało powstać coś ważnego. Muzyka.
Jak wiemy muzyka towarzyszy nam często, czy to w radiu, w telewizji czy w przenośnych odtwarzaczach.
Pewnie każdy z Was ma swój ulubiony zespół, piosenkarkę czy piosenkarza.
Większości pewnie ciężko byłoby wyobrazić sobie świata bez muzyki.

A czy bez muzyki istniał by taniec? Pewnie nie, ale kto wie?

Macie swoje koncepcje na to jak powstał taniec?
Teorie są różne.
Moją jest to, że stworzyły go.. dzieci.

Wy jako matki, czy ojcowie wiecie, że dziecko samo reaguje na muzykę. Nie trzeba niczego uczyć, pokazywać. Dziecko przy rytmie podryguje, obraca się, rusza rączkami i podskakuje. Rusza dupką.









źródło

Nie myślałam o tym wcześniej, bo przecież niby Lord Somersby wymyślił taniec kiedy potknął się o kostkę lodu. To jest ściema :D

Wpadłam na to (wiem, jestem bardzo błyskotliwa) kiedy patrzyłam jak Iga tańczy. Nikt jej nie pokazywał, jak to się robi, a ona co rusz wymyśla nowe figury, nowe pozycje, nowe układy.

Czy myślicie że ta koncepcja ma sens?
Czy to możliwe że to dzieci nauczyły dorosłych pierwszych tańców?

piątek, 21 lutego 2014

Odprowadzić pani wózek?

Pewnego, grudniowego wieczora pojechałam po tak zwane "po wypłatowe zakupy".

 

Spokojnie na luzaku - Kaufland wita mnie.
Zawsze są to BIG zakupy. Pieluchy, mleko modyfikowane, wędliny, sery, mleko krowie, mięso.. i tak dalej..



Ja - zwana Hardkorem - chodzę (a raczej jeżdżę autem - mam ten luksus - na szczęście) na zakupy sama. Potem czołgam się do domu z tymi tabołami.

Że to pora już wieczorna i na dodatek prawie zimowa, ciemno jak w piekielnej otchłani. Czemu? Na parkingu sklepowym świecą się latarnie - koloru pomarańczowego. Niestety nie każdy fragment jest dobrze oświetlony.

Idę sobie spokojnie z tym moim wózkiem sklepowym i zakupami do auta, zerkam za ramię - idzie za mną etatowy menel. Etatowy - bo bardzo często stoi na swoim stanowisku (przed sklepem lub w - kiedy jest zimno), a menel - cóż więcej dodawać. Mniej więcej da się odróżnić na prawdę biednego od biednego - ale pijaka. Nie daj Bóg odpalić przy nim ogień, a część miasta na pewno wybuchnie.
Ale dalej.
Idę, skręcam, on tak samo. Ciemno jak cholera, w tej części parkingu ni żywej duszy.
Otwieram bagażnik, pakuję szybko zakupy - ale to migiem.
On stanął, patrzy na mnie, ale jednak przybliża się.
Serce mam już w gardle.
W końcu wykrzyczałam : "Chce pan czegoś ode mnie?!"
A on - "Odprowadzić pani wózek?"

Szybko mu ten wózek dałam, te 2 złote czy złotówka. Wiem, że za to jedzenia nie kupił.

Czmychnęłam szybciej niż przyjechałam.

Ja się takich ludzi po prostu BOJĘ. Nie chcę nawet myśleć co potrafią zrobić ludzie, kiedy potrzebują alkoholu..

 

wtorek, 18 lutego 2014

Co (nie) zjem na obiad?

Moja dieta ostatnio tak kuleje, że po prostu szkoda słów.
Szukam rozwiązań, by ta dieta mi smakowała, no ale różnie mi to wychodzi.
Niby kucharzem z wykształcenia jestem, jednak moim kubkom smakowym na diecie nie potrafię dogodzić.

Schabowy! Dawaj! Mogę jeść codziennie!
Albo pierogi z mięsem! Ale tylko robione przeze mnie, bądź moją mamę. Te mrożone to chyba pasztetową mają w środku.

poniedziałek, 17 lutego 2014

Moje chwile - Yankee Candle - Pink Sands

Panie i Panowie, oto Pink Sands - Różowe Piaski przed Państwem!

 I tak oto pierwsze miejsce, zajmowane przed Loves me loves me not zostało strącone przed Pink Sands!


sobota, 15 lutego 2014

Moje nie-marzenie spełnione!

Dlaczego nie-marzenie?? Mój mąż sprawił mi lustrzankę (Canon eos 1100D) na walentynki.

Nie marzyłam o lustrzance. Nie było to moje marzenie.

Ale.. chciałam ją mieć.

 
Więc lekki paradoks : nie marzyła ale chciała??

Staram się nie marzyć. Wiem, że marzenia to piękna, ukryta sfera człowieka, ale marzenia - mi osobiście - sprawiają zawód. Nie lubię marzyć. Bo jest mi przykro, że tego czegoś nie mogę mieć.

Dlatego.. ja chcę! Chcę mieć to, to i to. I powoli dążę do tego.

Lustrzankę planowałam kupić w drugiej połowie tego roku, lub w następnym. Ale pojawił się nagły zastrzyk finansowy i mąż sprawił mi oto taką radość. O wiele większą, że nie będziemy musieli bawić się w raty.

Mam ją i nie oddam. Wiem, że umili mi życie. Umili wszystkie piękne chwile, które będą tak żywe, umili wszystkie imprezy rodzinne.

Przecież zwykła cyfrówka też jest dobra. Tak, nie przeczę. Ale jednak to nie jest ten sam poziom "dobroci" (?) co lustrzanka. Zdjęcia są o wiele czystsze, żywsze, większość zdjęć nie wymaga obróbki.


Wiem, że wiele z Was marzy o takim sprzęcie. Dlatego nie marzcie, a chciejcie. Chciejcie i powoli do tego dążcie. Marzenia zawsze zostają marzeniami (no może nie zawsze - przeważnie:))


Jeszcze nie miałam okazji porobić konkretnych zdjęć. Poza tym, uczę się :)



Zdjęcie robione przez okno. Są nawet czyste :D



















piątek, 14 lutego 2014

Igrzyska Śmierci: W pierścieniu ognia - książka a film











 

Dzisiaj oglądałam ten film po raz drugi i..! Matko ja nie mogę oglądać takich filmów. Albo może po prostu jestem tak rozchwiana emocjonalnie że ryczę jak głupia.

Jako, że opisałam różnice między pierwszym tomem trylogii a filmem, dobrze byłoby tak zrobić z drugą częścią.
Jest tu ktoś fanem Igrzysk Śmierci? Wiecie że trzecia część książki będzie w dwóch filmach? Oj.. będzie co oglądać! Ja już się nie mogę doczekać do premiery! (listopad tego roku)
Fakt, że trzecia część jest najbardziej smutna, ale za to jakie piękne (lecz zaskakujące) zakończenie.

No to zaczynamy. Możecie pomyśleć, że czepiam się szczegółów ;)

1. Pierwszy pocałunek Katniss i Gale'a miał miejsce w lesie, nie między jakimiś budynkami.

2. Katniss budząc Haymitcha na Tournee Zwycięzców, oprócz polania wodą, otworzyła również okno - dlatego powiedział "czy chce by nabawił się zapalenia płuc". Od samej wody nikt nie zachorował.

3. Fragment w telewizji, gdzie główna bohaterka zobaczyła powstanie w 8 dystrykcie miało miejsce w domu burmistrza, nie w pociągu jak pokazuje nam film.

4. Były strażnik pokoju - Darius, podczas obrony Gale'a przed nowym dowódcą został skazany na służenie Kapitolowi i został awoksem. Obsługiwał Katniss i Peetę przed Igrzyskami. W filmie nic o tym nie ćwierkają.

5. Gale został pokarany chłostą nie za zaatakowanie strażnika pokoju - jak jest to w filmie, a za przyniesienie dziczyzny z lasu.

6. Dlaczego nie pokazują domku nad jeziorem i gdzie te rękawice od Cinny, które dostał Gale? :D

7. Biedna Madge, znowu została pominięta w filmie, kiedy w książce przyniosła morfalinę dla Gale'a.

8. Rozmowa o kolorach nie miała miejsca w pociągu, a na dworze w czasie postoju.

9. Plutarch podczas tańca z Katniss na bankiecie zaprezentował jej zegarek z kosogłosem i dał wskazówkę odnośnie przyszłych igrzysk. W filmie tylko grzecznie sobie potańcowali.

10. Podczas bankietu i wzniesienia toastu, prezydentowi Snow'owi po napiciu się szampana, reszta napoju zabarwiła się na czerwono. Czemu? To dowiecie się w trzeciej części ;)









źródło

11. W filmie najbardziej brakuje mi tego jak Katniss nad jeziorem spotkała dwie uciekinierki, które wędrowały do 13 dystryktu. Wracając do domu napotkała ogrodzenie pod napięciem (zawsze było wyłączone). Musiała więc wdrapać się na drzewo i skoczyć, przez co uszkodziła sobie piętę i kość ogonową.

12. W książce obraz Peety, który namalował Rue w kwiatach podczas oceny indywidualnej przed sponsorami został nakryty materacem. W filmie Katniss mogła go zobaczyć w pełnej okazałości.

13. Na arenie (w książce) była wspominana ciąża Katniss. W filmie tylko w programie telewizyjnym dzień przed igrzyskami.

14. Żrąca mgła pozbawiła bohaterów kombinezonów i śmigali w bieliźnie i koszulce  - tak informuje książka.

15. Film nie przedstawił, że większość trybutów nie potrafi pływać - w tym Peeta.

16. Johanna w książce jest o wiele agresywniejsza. Nawet grozi Katniss, że mimo iż jest w ciąży bez wahania poderżnie jej gardło.

Uh. Było jeszcze parę drobnostek, ale - nie przesadzajmy ;)

czwartek, 13 lutego 2014

Omlet

Niektórzy myślą że omlet jest to coś, co wymaga dużo pracy. A wcale tak nie jest.
Wiem też, że niektórzy nigdy go nie jedli/nie robili. Czemu? A tego to już nie wiem.
Z racji tego że jestem na diecie, robię najprostszy omlet na świecie.



poniedziałek, 10 lutego 2014

Kiedy Matka cielęciem była

No tak się złożyło że Matka też dzieckiem kiedyś była - niewiarygodne :D
Mimo, że też nie czuję się jakoś wyjątkowo wiekowo, wręcz przeciwnie, gdyby niezbyt częste, wszechogarniające mnie zmęczenie, niechęć do wszystkiego co związane z domem i dzieckiem, chęć marudzenia jak stara baba mimo że nie mam do kogo japy otworzyć (czasem można samej ze sobą pogadać przecież, nie widzę w tym nic złego :D) czuję się całkiem młodo. Ale nie młodo na 23 lata, bo tyle mam, tylko młodo tak na 17 :D
Choć ostatnio moje palenie tytoniu ograniczyło się (samo!) do minimum, to i tak czasem, wcześniej paląc fajura na dworze, miałam wrażenie że wyskoczy mi ktoś dorosły i nawrzuca że taki szczyl sobie stoi i pali (czyt. ja).


~~~

Urodziłam się, mając już przypisaną trójkę rodzeństwa. Dwóch braci, siostra, no i niech będzie - dodatkowo mama i tata.
Na podstawie wielu badań i artykułów, już miałam ułatwiony rozwój poprzez starsze rodzeństwo. Ponoć tak jest że rodzeństwo stymuluje młodsze do rozwoju.
Nie pytajcie mnie czy tak było - nie wiem - nie pamiętam. Chyba byłam za mała ;)
No ale ponoć idąc do zerówki umiałam już pisać i czytać. Ale czy to prawda? Też nie pamiętam ;)
Nie wiem kiedy nauczyłam się mówić, komunikować się. Wiem tylko że chodzić zaczęłam po roku, ze względu na mój "wypadek" w 11 miesiącu życia.

Kiedy moja mama zaczęła pracować zawodowo, ja pomieszkiwałam u babci (wieś oddalona 8km od Mikołajek). I sądzę, że to było najlepsze co mogło mnie spotkać.
Owszem, tęskniłam za rodzicami, wyczekiwałam ich przyjazdu po mnie w weekend, ale chyba rozumiałam że rodzice muszą pracować. A ja w tygodniu byłam szczęśliwa, biegając z dziećmi z wioski, tarzając się po łące, skacząc nad rowami. Po podwórku chodziły sobie kury, kaczki, gęsi, indyki srając gdzie popadnie. Chodziło się między chlewkami (taka kryjówka), wchodziło na bez.
Atrakcja turystyczna to była kąpiel w kanale w Zielonym Gaju (teraz Zielony Lasek).
Marchew prosto z działki myta w wiejskim ogólnodostępnym kranie (po którym teraz nawet śladu nie ma).
Park w którym chodziło się na sanki albo ogniska.
OBORA do której chodziło się na świeże, ciepłe mleko z pianką :) Gdzie z resztą pracowała moja babcia, mama i chrzestna. Nawet majówki przy przydrożnym krzyżu. Zawsze lubiłam patrzeć na te kolorowe kokardki zdobiące bramkę i krzyż.
Choć teraz z tego wszystkiego mało zostało, wspomnienia są. I zdjęcia :) które pokazują że też byłam kiedyś...









... taka mała :)