wtorek, 2 grudnia 2014

Nie wyrzucaj sobie

Zbliża się czas świąt. Będą najpierw mikołajki, potem święta. Czas prezentów. Czas wydawania kasy, a może i nie wydawania?

 

W naszej rodzinie są zwyczaje.

Zwyczaje - tak myślę od jakiegoś czasu bo myślałam, że w całej Polsce tak jest, a jednak nie.

Na mikołajki wkłada się do buta słodycze. I TYLKO słodycze. Nie kupuje się żadnych prezentów. Bo jak prezent typu samochód zdalnie sterowany, lub kuchenka dziecięca miałaby się zmieścić do buta?

W mikołajki słodycze przynosi Mikołaj. Na Boże Narodzenie też przychodzi Mikołaj. Kiedy byłam mała przychodził zaraz po kolacji, kiedy byłam większa, no cóż. Mama dawała prezent z szafki. Proste.

Ale też nie zawsze dawała. Pamiętam zawsze piękne święta, dopóki oboje rodzice pracowali i prezenty były bogatsze, wielkie reklamówki ze słodyczami. Kiedy tata stracił pracę, mama starała się by było nam miło, nawet zwykłą chińską lalką Barbie, która po dwóch dniach traciła włosy...

Nam również się nie przelewa. Owszem, wystarcza nam od pierwszego do pierwszego, czasem, żeby kupić coś nadprogramowego, ale jeżeli chodzi o prezenty dla dziecka to nie szaleję. I nie chcę szaleć.

Cenię sobie przestrzeń, dlatego wszelkie duże zabawki odpadają. Namiot, który zajmował miejsce u Igi w pokoju wylądował na balkonie i od razu zrobiło się piękniej. Dodatkowo wszelkie zabawki plastikowe, całkiem spore, składające się z wielu części, lecz tanie, w mig się rozlatują (przy dziecku-demolce). Potem będziesz jeszcze chodzić i wdeptywać te części, a to już niestety jest bolesne.

A na droższe zabawki mnie nie stać.

Nie ukrywam tego. Czy naprawdę nastały takie czasy, żeby wstydzić się, że nie stać kogoś na super prezent??

Są blogi, są fan page'e gdzie Mamy pokazują mnóstwo prezentów, które kupią, lub kupiły swoim dzieciom. Patrzysz i zazdrościsz. Myślisz, że Ty, że Twoje dzieci są gorsze, że nie możecie pozwolić sobie na takie coś.

Ale... większość z tych produktów jest z rabatu, barteru, umowy, no lub po prostu kogoś na to stać.

Ja mam zasadę : "Jeżeli kogoś na coś stać, a mnie nie, to trudno. Jego szczęście, ale mi nie może być przykro z tego powodu". Tak się los układa.

Jeżeli przyjdzie Ci do głowy branie kredytu (przy ciężkiej sytuacji finansowej) specjalnie na prezenty to z rozpędu uderz głową w ścianę. Zobaczysz jak szybko przejdzie Ci ten pomysł.

Ja jestem wielką przeciwniczką pożyczek, więc nawet jeżeli nie mogłabym NIC nikomu nie kupić, to za żadne skarby świata nie pożyczałabym pieniędzy w bankach!

Co, kiedy widzisz dziecko, które płacze do reklam z PinkyPie która rży, płacze i robi kupkę?

Usiądź, porozmawiaj z dzieckiem. Fakt, że jest małe, może być mu bardzo przykro ale z czasem zrozumie. Jeżeli masz przypuszczenia, że za jakiś czas gotówki Ci przybędzie, obiecaj, że kupisz później.

Lub kup dziecku skarbonkę, zachęć by samo zbierało, to też jest frajda!

Ja będę uczyć Igę od małego, że wartość prezentu nie równa się wartość rodzica. Kocham ją i jedyne na co mnie stać w 100% żeby jej dać to moja matczyna miłość, która nie zastąpi żadna najdroższa zabawka.

Nie przyzwyczajam jej do drogich prezentów, bo nie wiem jaką przyszłość zgotuje mi los i... Iga najzwyczajniej dostanie ode mnie zestaw samochodzików kupionych w Biedronce. Najlepsza zabawka dla dziecka, która nie interesuje się nowymi dłużej jak 15 minut.

Samej też można coś zrobić. Np. jajko z niespodziankami, bukiecik z lizaczków. Czemu nie?

Nie wyrzucaj sobie, że nie stać Cię na super prezent dla dziecka. Rozmawiaj z dzieckiem i podaruj to na co Cię stać. A i tak wiesz, że Twoja miłość jest najważniejsza.

skarbonka

30 komentarzy:

  1. Otóż to. Mojej mamy nie było stać na zabawki, ale ja jakoś nigdy tego nie odczułam, bo miałam najważniejsze - fajną mamę i i tak wszystkie dzieci mi zazdrościły :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie, to jest najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy bym nie wzięła kredytu na zabawki, czasem trzeba umieć sobie coś odpuścić. Ja w tym roku sprawiłam chłopcom prezent bo babcie obkupią ich w słodycze, a udało mi się trochę uciułać więc mogę sobie pozwolić. Chociaż osobiście wolę drobne upominki na Mikołaja, a droższe pod choinką. U nas pod choinką zostawiam prezent gwiazdor :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Święte słowa. U mnie na Mikołajki też tylko słodycze są i to w małych ilościach. W tym roku będzie wyjątkowo inaczej bo z przyczyn rodzinnych przesuwamy starszemu synowi urodziny i prezent będzie. Prezenty, żadne wymyślne i drogie, przyniesie w święta Gwiazdor. Wolę pieniądze przeznaczyć na teatr, basen czy książki po które syn sięgnie częściej niż po kolejną zabawkę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytając ten tekst ,myślałam,że to ja go pisałam.
    To jest tak obrazujące mnie,że aż szok. Nie rozumiem jak można kupować cholera wie jakie zabawki na 6 grudnia. Jest but,są słodycze. Koniec. A i but musi być czysty,bo jak nie to obierki po ziemniorach zamiast słodyczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, dokładnie. Musi być czysty :)

    OdpowiedzUsuń
  7. wiele razy miałam taki dylemat ale chłopcy zawsze dostali prezenty z których się cieszyli ... jak byli mali to kupowałam im takie zabawki na które mogłam sobie pozwolić im byli starsi tym prezenty zmieniały sie radykalnie, dostawali czapki, szaliki czy inną odzież nigdy nie powiedzieli złego słowa .... teraz jak mamy Tomcia też musimy zwracać uwagę na budżet więc robię zakupy tam gdzie taniej lub jest promocja, ostatnio trafiłam do księgarni gdzie są wyprzedaże do -70% i kupiłam kilka książeczek płacąc za nie nie 30 zł a 10 :) do bota mały dostanie jakieś ciacha czy biszkopty bo nie je innych słodyczy a starszym dam po czekoladzie i też będzie ok :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ludzie którzy nie mają nie kupują drogich zabawek. Kupują je osoby, które na tę cenę nie patrzą. Dla innych jest to rzecz nieosiągalna, więc po nią nie sięgają.

    Wydaje mi się, że tym tekstem niefajnie uderzasz w ludzi, którzy kupują ludziom drogie prezenty. Czuję jakiś żal. Bo to, że robisz inaczej to jedno (ja też tak robię), ale pozwól rodzicom wkładać do tego przysłowiowego buta co chcą.

    Dziecko nie ma pojęcia ile dana zabawka kosztuje, może mieć dziecięce marzenie, ale o cyfrach ma nie wielką wiedzę. Wiedzę mają tylko i wyłącznie rodzice.

    OdpowiedzUsuń
  9. Matko Prezesa, nawet w najmniejszym stopniu nie udarzam w ludzi którzy kupują drogie prezenty, nawet się do nich nie zwracam.

    Dziecko nie wie ile kosztuje prezent, ale rodzice wiedzà i mimo, że czasem ich na to nie stać próbują to obejśc na wiele sposobów (co włącza się w to rówież zapożyczenie bankowe).

    To że ja nie mam, nie znaczy że inni nie mają prawa mieć, przy czym również staram się przekazać ludziom w podobnej sytuacji że to nie jest koniec świata (a uwierz że dla niektórych jest i rzeczywiście kupują rzeczy, które są dla nich nieosiągalne) i można to inaczej rozwiązać.

    OdpowiedzUsuń
  10. tak jak w życiu, jedni mają więcej inni mniej pieniadzę tu się nie licza ważne aby przeżyć swięta tak naprawde od zewnątrz prezenty chociaz fajnie dostać to sprawa drugorządna najlepszymi prezentami są prezenty zrobione samodzielnie i kosztują dużo mniej. ogólnie - Masz racje Natalia :)

    OdpowiedzUsuń
  11. No właśnie o to mi chodzi :))

    Jeżeli kogoś stac to super, przecież nie wtrącam się w czyjeś wybory,
    ale piszę innym że nie ma co kombinować. Rozmawiać z dzieckiem i znaleźć jakies fajne rozwiązanie.

    Kurcze to nie nowość że niektórzy zapożyczają się na prezenty, z resztą ile teraz reklam prov*** i tych innych, tylko później nie każdy tak łatwo może spłacić.

    OdpowiedzUsuń
  12. U nas 6 grudnia też były w butach słodycze, ewentualnie jakieś drobiazgi. Ja Martynce raczej słodyczy nie kupuję na okazje, wystarczy to co zjada normalnie ;) Dlatego 6 grudnia dostanie puzzle i bajkę i jakiś drobiazg. 24 Gwiazdor przynosi już większe prezenty. Ale też nie wyobrażam sobie, aby na ten cel brać kredyt. Jeżeli nie miałabym tzw wolnej gotówki, nie kupowałabym tego wszystkiego.
    Martynka ma trzy latka i już teraz widzę, że przekleństwem są dziesiątki reklam zabawek w telewizji. Włączamy bajkową stację w oczekiwaniu na Pszczółkę Maję czy Peppę, a tam przez bite 5 min zabawki. I Martynka siedzi z otwartą buzią i "o to bym chciała i to i to i tym by się fajnie bawiło!". Ale zarazem wie (mam takie wrażenie, bo tłumaczyliśmy nieraz), że nie może mieć wszystkich zabawek jakie zachce. Dlatego gdy tworzyłyśmy list do Gwiazdora, narysowała jedną ciuchcię. Reszta co jej kupiliśmy, to takie moje bardziej zachcianki - bo kocham jej minkę jak rozpakowuje i widzi coś, o czym marzyła. A czy zabawka tania, czy droga - dziecko tego nie wie przecież. Dlatego jedyne z czym się tu nie zgodzę, to nie przyzwyczajanie do drogich prezentów, bo dla dziecka każda zabawka jest równa, nieważne ile kosztuje. Niestety dla nas, te najdroższe są najbardziej reklamowane i przez to najbardziej chciane. Na pewno bym w takim wypadku nabyła skarbonkę czy też kopertę i cały rok tam gotówkę odkładała, aby później móc spełnić chociaż jedno marzenie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mnie się wydaje, że skoro dziecko chce jakąs zabawkę, to po części po rozmowie rodzica że jest to za drogie, powinno trochę rozumieć.

    Na tym polega komunikacja, dziecko też powinno znaç wartości materialne.

    Choć ciężko mi to określić w praktyce, gdyż ja takiego problemu jeszcze nie mam ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. U nas pod poduszką Młody znajdzie słodycze i drobny upominek w postaci małego samochodzika. Gwiazdor natomiast u nas przynosi tylko jeden prezent z prostej przyczyny im jest ich więcej tym moje dziecko mniej się nimi interesuje. U nas króluje Lego na święta bo wiem że to zabawka na długi czas.Dzieci szybko się uczą i mój mając trzy lata rozumie ze idąc do sklepu nie kupuje się zabawek my wkladamy pieniążki do skarbonki sówki jak jest pełna Franio dumnie wyjmuje moniaki i idziemy do sklepu gdzie kupuje sobie za uzbierane pieniądze zabawkę lub słodycze. Ten system stosuję od 17 lat ze starszym synem i jakoś nigdy nie narzekał na brak zabawek bo i tak ważniejszy był czas jaki razem spedzaliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  15. Natalia wielki szacun za ten post :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja mysle, ze najwazniejszy jest zdrowy rozsadek., niezaleznie od sytuacji finansowej. W moim rodzinnym domu mimo, ze rodzicow bylo stac na wiele nie rozpieszczali nas na kazdym kroku. Swieta, urodziny- wtedy byly prezenty. Oczywiscie trzeba bylo zasluzyc, uwazam ze dobrze wychowali mnie i brata. Jezeli chodzi o naszego syna, mimo, ze nas stac, to takze go nie rozpieszczamy. Mimo, ze ma dwa latka, wie ze jezeli mowie "kupimy nastepnym razem" to grzecznie wychodzi ze sklepu, serce mnie boli bo mam na te zabawke, ale on sie musi nauczyc, ze nie mozna miec wszystkiego. W swieta mozna poszalec i wcale prezenty nie musza byc drogie. Ja mam taktyke kupuje, chowam, nie daje wszystkiego na raz. Tym bardziej, ze sa jeszcze dziadkowie, babcie, ciocie i wujki. Dziecku sie moze poprzewracac w glowie od tych prezentow!

    Ps: Znam ludzi ktorzy biora kredyty na zabawki i moim zdaniem to glupota, brak slow! Zastaw sie a postaw sie eh :/

    OdpowiedzUsuń
  17. Super wpis. Nie stać mnie- kupuję taniej, albo odkładam dłużej.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja nie kupuję drogich prezentów, ba w tym roku syn dostanie tylko pod choinkę wymarzony garaż. Nie stać mnie i nie będę udawać, że jest inaczej. Moje dziecko nie potrzebuje do szczęścia Ferbich za 3 stówy, którymi nawet nie będzie umiał się bawić ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nigdy prze nigdy nie wzięła bym kredytu na prezenty, mam jeden kredyt na mieszkanie i nie mogę się doczekać kiedy go już z nami nie będzie!!! U nas jest tak zabawki dla swoich bąków kupuję już w sierpniu kiedy te ceny nie szybują jeszcze drastycznie ku górze, a w przypadku rodziny to pytamy się co kupić dzieciakom (by nie dublować zabawek), ale też nikt nie prosi o nic mega drogiego. Tak jak każdy rodzic chciała bym dać swojemu dziecku wszystko to co najlepsze i czego sama nie miałam, ale wiem że nawet najdroższy prezent nie zastąpi jej czasu ze mną! Po prostu w życiu ze wszystkim trzeba znać umiar.
    Buziaki :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
  20. Z jednej strony się zgadzam, bo branie kredytu na święta jakiekolwiek to bzdura! Tak samo branie kredytu na wakacje, nowy TV czy inna tego typu pierdołę. Kredyt na dom, mieszkanie, samochód jestem w stanie przyjąć, ale inne? Jakoś to do mnie nie dociera.
    Z drugiej strony, wiem że dzieci, zwłaszcza te które już chodzą do szkoły czy przedszkola, od początku grudnia rozmawiają o prezentach, o listach do Mikołaja, o marzeniach, życzeniach, rozmawiają nie tylko z innymi dziećmi, ale i z Paniami. Spirala "chcenia i mania" się nakręca. Wiadomo, jednych stać na Furby, innych nie stać na podróbkę. I nie tylko dorośli muszą sobie to uświadomić, ale muszą się nauczyć jak to przekazać dzieciom. To- to znaczy, że nie każdego stać, i że coś co dla jednych jest dodatkiem do dużego prezentu, dla innego jest prezentem samym w sobie, czasami wręcz nieosiągalnym. Pamiętam doskonale jedną sytuacje z mojej podstawówki, kiedy dziewczynka z mojej klasy zapytana po Świętach Wielkanocnych, co ja cieszy najbardziej w jajku niespodziance- czy czekoladka czy niespodzianka- odpowiedziała, że nie wie bo jeszcze nigdy tego nie miała.
    Moje dzieci nie jedzą słodyczy, więc Mikołaj wkłada im do butów książeczkę lub kredki. Pod choinką znajdą prezenty zrzutkowe-nie duży zestaw Lego i Duplo. Znajdą za to mnóstwo ciepła, miłości, czułości- których nie da się zapakować w żaden karton.

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie daję do buta słodyczy, wystarczająco dużo dostają ich od cioci, babci, wujka. Zamiast tego kupuje upominek lub książkę.
    A brania kredytów wcale bym tak nie demonizowała. Jeśli ktoś potrafi liczyć i myśleć, to dlaczego nie miałby wziąć pożyczki i sprezentować porządną zabawkę na święta zamiast kupować ją kilka miesięcy później. Czasem warto zapłacić tą prowizję i mieć klimat. Wszystko jest dla ludzi, dla ludzi myślących.

    OdpowiedzUsuń
  22. U nas na Mikołajki zawsze była malutka maskotka + jakiś słodycz i zawsze byłam zadowolona, a nawet szczęśliwa (nie pamiętam, tak dawno to było) :)
    Teraz swojej córce, która ma już 3,5 roczku też do bucika dam tylko maskotkę i coś słodkiego. Ja uważam, że nawet jak jest kogoś stać, to nie ma co przesadzać. Dziecko, które wszystko ma ot tak, zaczyna chcieć coraz więcej i coraz częściej, a to nie prowadzi do niczego dobrego.
    pozdrawiam
    julita

    OdpowiedzUsuń
  23. Mój 4 latek napisał list do Mikołaja.. i wiecie o co poprosił? o plastelinę i młotek ;D Młotek po to by naprawić zabawkę, która mu się popsuła..Mam wspaniałe dziecko ;) Ma swoją skarbonkę w której zbiera sobie na te "większe marzenia".. Gdy widzi jakąś zabawkę, która mu się spodoba pyta czy dużo musiałby dać pieniążków za Nią.. Wie i rozumie że nie zawsze może mieć to co chce bo to wszystko kosztuje

    OdpowiedzUsuń
  24. Otóż to ja nie szaleje z zabawkami a jak kupuje to to czym się bawią cZyli np lego duplo upolowane na promocji wiem że to jedyna zabawka która nie pójdzie w kąt. Mały ma skarbonke i każdy grosik tam wrzuca.
    Rok temu od ciotek dzieci dostały wypasione wielkie garaże na autka w naszym niespełna 40 metrowym mieszkaniu nie ma na to miejsca nawet jak w pudlach stoi. Wywiezione do mojej mamy i tam się kurzy. To samo najwieksze auta z wadera. Teraz powiedziałam ze jeśli ktoś im kupi taki prezent to trzyma u siebie.

    OdpowiedzUsuń
  25. U nas też 40 metrów także ciasno strasznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. A zabawki można kupić używane i wiem ze robi tak dużo mam. Nie tylko ja ;-)

    OdpowiedzUsuń
  27. Oj tak, ,święta, święta, wszyscy na nie czekamy z utęsknieniem. Dzieci na Mikołaja. To od nas dorosłych zależy jak przygotujemy nasze dzieci na prezenty. Mój obecnie prawie dorosły syn, kiedy był małym smykiem nie był rozpieszczany pod wzgl drogich prezentów, owszem, kiedy wchodzilismy do takiego sklepu, poogladal ale spokojnie odłożył na miejscu. Miał za to bzika na punkcie mydeł, wrzucal te które były najbardziej" aromatyczne" nigdy u mnie tego asortymentu nie brakowało, cieszył się z każdego prezentu. Jest do tej pory bardzo rozumnym i mądrym chłopcem, ceniacym ciepło rodzinne. I to nie tylko moje słowa. Za to młodszy 4latek, chłonie wszystko to co pokazuje tv. Nigdy nie porównuje do siebie chłopców, bo to dwa różne światy. Rok temu w markecie pani na kasie na mikołaja rozdawala lizaki. Młodszy był taki zadowolony że dziękował pani za upominek. Pani stwierdziła że to pierwsze dziecko które cieszy się lizakiem. I taki jest mój Tomek, cieszy się z każdego drobiazgu. A jeszcze bardziej: )

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)