czwartek, 13 listopada 2014

Moje chwile - Yankee Candle - Cranberry Pear i Amber Moon

Jesień ucieka, ja nie mam weny, czasu i siły na pisanie porządnych notek, także dzisiaj po raz kolejny recenzje dwóch wosków.



Cranberry Pear

Opis producenta: Domowy, jeszcze ciepły placek z gruszkami i syropem żurawinowym najlepiej smakuje na przełomie lata i jesieni. Podobnie jest z Cranberry Pear – słodką, niemal cukierniczą tarteletką od Yankee Candle, której wyjątkowy zapach pomaga w bezbolesnym pożegnaniu się z wakacjami i udowadnia, że wrześniowe dni nie są jedynie zapowiedzią coraz dłuższych wieczorów, ale doskonałą okazją do tego, aby cieszyć się życiem i czerpać z niego pełnymi garściami to co najlepsze! Idealne zestawienie owocowych nut – słodkiej i nieco cierpkiej, orzeźwiająco kwaskowatej – to gotowy przepis na aromaterapeutyczną delicję. Ukryty w wosku Cranberry Pear zapach czaruje zmysły i z dużą intensywnością wypełnia wnętrze domu. Aromat kojarzy się z tradycyjnymi wypiekami i sielską, przytulną kuchnią. To właśnie panujący w niej klimat – przytulny, zapraszający i sprawiający, że czujemy się bezpiecznie – stał się inspiracją do stworzenia tej wyjątkowej kompozycji, za sprawą której zbliżająca się jesień kojarzy się nie z depresją, a owocową energią.



Ten wosk to istna bomba zapachów. Ale tak aromatyczna, piękna, że mogłaby mi w domu wybuchać co rusz. Piękny, słodki, ale nie dokuczający zapach. Ewidentnie z przewagą żurawiny, lecz nie dominującym. Połączenie gruszki i żurawiny to coś pięknego, co powinna poczuć każda fanka Yankee Candle.

Amber Moon

Opis producenta: Nie jest jeszcze chłodno, ale już nie upalnie. Jest po prostu doskonale! Przełom lata i jesieni to idealna pora na relaks i na oddanie się refleksjom. Oprawę wieczornych spotkań i rozmyślań zapewnia Yankee Candle. Specjaliści od aromaterapii w domowym wydaniu serwują z okazji końca wakacji wyjątkową delicję – niepozorny, w pełni naturalny wosk, którego wnętrze wypełnione jest wielowątkową, zapachową fabułą. Pierwsze skrzypce w tej nastrojowej historii grają: aromat rozgrzanego bursztynu, nuty paczuli i drzewa sandałowego oraz akordy kojarzące się z orzeźwiającym, wieczornym wiatrem. Całość jest konceptualna, idealnie zbilansowana, wciągająca. Amber Moon daje wytchnienie po ciężkim dniu, pobudza wyobraźnię, przypomina o niedawnych wakacjach i romantycznych chwilach spędzanych nad brzegiem morza. Kompozycja pachnie ciepło, przyjaźnie. W jej towarzystwie czujemy się bezpiecznie i komfortowo, a do tego – pozytywnie nastrajamy się na przyjście chłodniejszych dni, które już nie straszą zimnem, ale zapowiadają kolejną okazję do odbycia aromaterapeutycznej podróży w stronę bursztynowego księżyca.

Czytam opis wosku i jakże się cieszę, że się do niego nie pomyliłam, jeżeli chodzi o aromaty. Czuć coś męskiego, czyli wodę kolońską no i czuję przede wszystkim coś cytrusowego, okazuje się że to grejpfrut i pomarańcza. Piękne jest to połączenie do którego jeszcze dochodzi bursztyn, paczula i drzewo sandałowe. Zapach bardzo przyjemny, ociepla wnętrze, jednak ma jeden minus. Po zagaszeniu i upływie pewnego czasu wciąż się utrzymuje zapach, który jednak już nie jest taki przyjemny, wręcz uciążliwy.



Woski dostępne są na stronie http://www.goodies.pl/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzięki, że jesteś! :)