sobota, 4 października 2014

Ten pierwszy raz

Jako dorosła kobieta, po "przejściach" uczuciowych, zastanawiam się często, kiedy jest dobry moment na ten pierwszy raz.

 

Nie chodzi mi akurat o współżycie (może trochę) :D A o taki prosty, czasem nic nie znaczący, a czasem aż za wiele - pocałunek.

Wracam wspomnieniami do mojego pierwszego i po prostu śmieję się w sobie do rozpuku.

Miałam lat 9. I miałam chłopaka! Tak, rok ode mnie młodszy. Ja spędzałam wtedy wakacje u ciotki na Śląsku.

Ja 9, on 8. Przerażająco to brzmi, prawda? Gdzie byli rodzice, ciotka, wujek? Mam wrażenie, że nami, jako dziećmi nikt się nie interesował za bardzo (pomijając to, że rodzice byli 600km ode mnie). Ważne by dziecko co jakiś czas się pokazało i może iść nadal "hasać".

Nie chcę Was za bardzo wprowadzać w szczegóły, ale wspominam to miło mimo, że miałam tylko 9 lat. Byłam dzieckiem. Które jak widać, trzeba było porządnie pilnować.

Jednak powracając tam jeszcze chyba dwa razy, nadal spotykałam się z tym samym chłopakiem. Ostatni raz w 2003 roku. Ostatni.

Ale moje myślenie staje się też głębsze. Jeżeli kiedyś dzieci mogły się pocałować, naśladując jakieś telenowele brazylijskie, tak raczej więcej im do głowy nie przychodziło.

Nie! Sory! Jak byłam już starsza, dzieciaki z bloków miały świetną zabawę. Widocznie gdzieś to podpatrzyły, ale usłyszałam od innych : "Kasia się bzyka z Antkiem". Pomyślałam, że nie dość, że dzieci, to jeszcze w miejscu publicznym! Jak się okazało, szturchali się nieznacząco po ubraniach, a ja nie chciałam ich wyprowadzać z błędu.

Jednak świat tak ostatnio mknie do przodu, co tylko mnie przeraża. Teraz te 9-cio latki czy trochę więcej, nie całują się naśladując ulubioną bohaterkę z serialu, ale serio robią to.... co nie zawsze kończy się dobrze.

Strach mnie oblatuje, kiedy pomyślę, że Iga będzie dojrzewać. Jako młoda dziewczyna, też zacznie odczuwać różne bodźce. Myślicie, że rozmawianie od małego przyniesie jakieś efekty?

Patrzę na mojego bratanka, który się zakochał (ponoć aż do śmierci) a ma 13 lat! Wracam wtedy myślami do siebie, kiedy też byłam zauroczona w tym wieku, jednak mało komu przychodziło na myśl coś zbreźnego.

O dzisiejsze dzieci się martwię. One za szybko chcą być dorosłe. A dorosłość to nie jest zabawa. Dziecko to nie baby born które można odłożyć w kąt z obsranym pampersem.

Naprawdę. Obawiam się przyszłości.

 

6 komentarzy:

  1. Jest nie wesoło, u nas podwórko niżej jedna 14 i 15 zaszły w ciążę, bo chciały bawić dzieci razem, porażka zupełna. Ja już od dawna edukuje chłopców w tym temacie, ale patrząc na dzisiejsze dzieci to strach pomyśleć co będzie i jak oni wykorzystają tą wiedzę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem czy jesteś z miasta czy ze wsi ale osobiście w tych mniejszych miejscowościach wydaje mi się, że takich przypadków "młodych matek" jest o wiele więcej - nie wiem dlaczego tak się dzieje. Tyle razy słyszałem, że gimnazjalistki pozachodziły w ciążę. Tak na prawdę to szkoda dzieciaków no ale cóż, wiedziało się co się robiło.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem z małego miasta.
    Przypadek nastoletniej ciąży miałam w rodzinie. Bratowa zaszła w ciążę w wieku 15 lat.
    A najgorsze jest to że oni myśleli: "że skoro do tej pory nie zaszła to nie zajdzie" o.O

    Przyłożyć sobie rewolwer do skroni, który ma komplet naboi, a może jednak trafi się puste...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ej! Kochane! To żadna nowość. U mnie w klasie ósmej w 1968 roku mieliśmy trzy dziewczyny w ciąży. Jak widać niewiele się od tego czasu zmieniło. Ale macie rację teraz o tyle jest gorzej, ze kiedyś to z niewiedzy, kołtuństwa nawet tak się działo, a dzisiaj rozbudzone towarzystwo zbyt wcześnie. Niełatwo mamą być i tatą też. Pozdrawiam Michał

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)