czwartek, 26 czerwca 2014

Z innej prespektywy

Wczoraj pisałam o grubości, o problemach odżywiania.


Teraz napiszę z innej perspektywy. Cóż. Ta akurat perspektywa nie bardzo mnie dotyczy (nie bardzo? Wcale!). Jednak wiem, że niektóre osoby mają z tym problem.


Osoby bardzo szczupłe, wręcz chude. Nie z wyboru. One też mają problem. Nie ze sobą, nie z odżywianiem, a ze społeczeństwem.




[caption id="attachment_1815" align="alignnone" width="258"]chudosc-pieknosc źródło[/caption]

Mam w swoim otoczeniu, i wiele wirtualnych głosów mówi, jak bardzo jest szykanowanych przez swoją - naturę.


Podnoszę głos i w tej sprawie, choć ta mnie osobiście nie dotyka to widzę, jak osoby, których temat dotyczy - cierpią.


"Ty chudzielcu!", "jesz coś?", "dać Ci na bułkę?", "same kości", i "najlepsze" - "ANOREKSJA"!


Rozumiem, że moda na chude dziewczyny powoli przemija, ale czy niektórzy ludzie używają mózgów? Czy wyzwanie kogoś od "szkap", "szkieletów" i "anorektyczek" pomaga komuś w zakryciu własnych kompleksów, marzeń o szczupłym wyglądzie? Bo zazwyczaj tak jest, że kiedy się czegoś nie może mieć, najlepiej to zbluzgać...


Moja najlepsza koleżanka sama mówi: "Jak ja nienawidzę, jak ktoś się pyta czy coś jem!", "Chciałabym przytyć chociaż 5 kilo, ale nie mogę! Jem i nic!".


Pierwsza moja myśl: "Hmm, zawsze to lepiej w tę stronę niż w drugą (czyt. otyłość)". Ale... kurcze. Przecież ona ma też problem. Nie czuje się dobrze w swoim ciele. Nie ma problemów z odżywianiem, jest po prostu młodą, aktywną mamą. Z kompleksem. Kompleksem społeczności, które ma "ale".


Nienawidzę, tak samo jak w przypadku otyłości nazywania człowieka "Spaślakiem", człowieka chudego "Anorektykiem". Ludzie! Przecież anoreksja to choroba! Najczęściej towarzyszą jej stany depresyjnie.


Czy ona nie je? Je! Czy ma stany depresyjne? Nie ma! Jest młodą, radosną kobietą, żoną i matką. To gdzie tu anoreksja? Porównywanie osób chudych do ludzi z zaburzeniami psychicznymi (anorektyków), oznacza, że albo brak Ci części mózgu. Albo jesteś zazdrosny. To jak? Którą opcję wybierasz?


Wpis dedykowany M.

3 komentarze:

  1. Rozumiem chudzielców, miałam w swoim życiu etap ważenia 47kg przy 173cm wzrostu, nie umiałam przybrać na wadze, marzłam cały rok, zawsze z nerwów chudłam na potęgę, teraz jest dobrze, ważę 59-60kg nie marznę, choć nadal śpię w skarpetkach. Chudym nie jest tak dobrze jak myślą inni, spróbujcie znaleźć spodnie w rozmiarze 34 z nogawką dł 100cm....powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja to samo mam z dziećmi szczupli strasznie i tylko słyszę ze ich nie karmie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak dobrze, że ten temat poruszyłaś. Dotyczy on bezpośrednio i mnie, bo od liceum się z nim zmagam. Genetycznie jestem szczupła, bardzo szczupła, bywały momenty, że ważyłam 47kg obżerając się jak głupia! Każda wizyta u lekarza zawsze zaczynała się od pytania "czy pani coś je?" "A czy pani miała badania w kierunku pasożytów?". Odpuszczali dopiero jak tłumaczyłam, że to u nas rodzinne po prostu, ale czy wierzyli? Nie wiem... Źle się z tym czułam. Z tym, jak wszyscy naokoło mówili "aleś Ty chuda, jedz więcej!" - a więcej to już się chyba nie dało - "Musisz przytyć". No szkoda, że mnie przez sondę tuczyć nie chcieli... To tak się może wydawać, że to żaden problem, że przecież wiele osób chciałoby być szczupłymi, a mają taki problem, że schudnąć nie mogą. Ale ja sama w swoim ciele źle się czułam, dobijały mnie teksty "masz spodnie jak moja 10-letnia siostra", "wszystkie kości Ci wystają", dobijało, że czasem najmniejsze rozmiary ciuchów na mnie wisiały. Dla mnie to nigdy nie było piękne, pożądane, ale nic nie mogłam na to poradzić. Dopiero niedawno udało mi się przytyć tak, żeby rozmiar 34 na mnie dobrze leżał, czasem to i 36 "nawet" musi być, i dopiero teraz czuję się dobrze w swoim ciele.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)