środa, 4 czerwca 2014

A ja stoję i stoję...

Dostałam natchnienia na ten post.
Choć nic nowego nie odkryłam. Żadną nowością Was nie zaskoczę.

 

Ale czy na tym świecie nie ma tematów jak rzeka?
Są tematy typu karmienie, tematy że "taka duża a jeszcze dyda smoka".
Tematy, że "czemu ty jej dajesz słodycze". Koń nawet czasem dostaje kostkę cukru a mam żałować dziecku czasem coś słodkiego. O zęby jej dbam, nie martwię się.

I jest spośród jeszcze wielu innych, których nie wymieniłam, temat stania w kolejce.
Ale nie takiej zwykłej, w sklepie.
W kolejce do lekarza.









źródło

~
Kiedy po upadku na siłowni noga zaczęła mi się babrać, musiałam w końcu iść do lekarza.
Na swoim Facebooku napisałam Wam w poniedziałek (poprzedni), że idę i takie tam. Z dzieckiem. Nienawidzę załatwiać spraw z dzieckiem, ale jak mus to mus, nic na to nie poradzę.

Wyszłyśmy z domu po 9. Iga tylko po mleku, ja bez śniadania. Myślałam, że załatwię szybko sprawę, także nie brałam nic, nawet picia. Tylko telefon, portfel i.. dziecko. W wózku.

Nie spodziewałam się tego co mnie czeka.
Wyszłyśmy od lekarza o... 12:30!

Trzy godziny czekałyśmy na wizytę. Lekarka tak długo trzymała pacjentów, że wszyscy już wychodzili z siebie. Jak przyszłam to przede mnie było 6 osób? To chyba jednak coś nie tak, jak tyle osób a jej to zajęło 3 godziny.

Iga, jak to Iga. Na początku luz. A potem. Zaczęła strasznie marudzić, na szczęście obok była apteka to chociaż mogłam jej kupić wodę. Już nie wiedziała czy siedzieć, czy chodzić. Na sam koniec już kładła się na podłogę. Krzyczała a mi głowa pękała na pół.

I teraz co? Ludzie, całkowita znieczulica. Patrzą się, krzywią te swoje ryje, że dziecko krzyczy, płacze ale czy ktoś przepuści? A gdzie tam! Mimo moich głośnych uwag na temat płaczącego dziecka i długiej kolejki, rozmowy z sympatycznym panem, który był za mną a współczuł mi tego męczenia się razem z dzieckiem.
Ale nie. Nikogo to nie ruszyło. Siedzą z dupami stare rumpy, by tylko iść sobie pogadać z lekarzem.
Normalnie krew mnie zalewa na takie osoby.

Giżycko to nie jest duże miasto - ok. 30 tyś. mieszkańców.
A w moim rodzinnym mieście, gdzie mieszkańców jest ok. 4 tysiące i tylko dwóch lekarzy rodzinnych, jest na drzwiach jak wół napisane - DZIECI DO LAT 5 WCHODZĄ BEZ KOLEJKI.

Ja rozumiem, że do lekarza nie szło dziecko, tylko ja z dzieckiem, ale chyba na jedno wychodzi. Nie każdy ma z kim zostawić swoje małe kiedy potrzeba wyjść.

Ludzie, przychodnie to nie strefy wolne od dzieci, nauczcie się wzajemnej pomocy i tolerancji. Bo naprawdę, zamiast iść do przodu  - WY SIĘ COFACIE!

24 komentarze:

  1. Tak to jest. Ja na szczescie nie mialam jeszcze takiej sytuacji. Zawsze staram sie nawet jak wychodze na cheilke z corka to sie ubezpieczam. Picie,jedzenie,zabawki. Przezorny zawsze ubezpieczony bo nigdy wlasnie nie wiadomo co wyskoczy. A co do starych bab to chyba z nimi tak wszedzie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak jest,było i będzie.Niestety nikogo nie interesuje,że małe dziecko nie zna cierpliwości i jest mu ciężko wytrzymać kilka godzin.

    OdpowiedzUsuń
  3. znieczulica jest i będzie - nic się nie zmieni do póki ludzie będą uważać, że skoro ja stoje i czekam to inni tez mogą.
    To tak samo jak z tekstem "ciąża to nie choroba, ja dwadzieścia lat temu do samego porodu chodziłam do pracy, a Wy dzisiaj to od razu na zwolnienie"

    łącze się w bólu - stania i czekania w kolejkach

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie... dzieci bez kolejki, matki tychże dzieci bez kolejki, a na dodatek przepuścić jeszcze emerytów i rencistów - czyli osoby, które w ciągu dnia mają najwięcej czasu na takie eskapady. W kolejce powinno stać się solidarnie i równo, czyli kto pierwszy, ten lepszy. Jako przewlekle chora matka studiująca i pracująca, chyba dostawałabym kota, przepuszczając wyżej wymienione grupy społeczne. Tak trudno poczekać na swoją kolej? Chyba wychodząc z dzieckiem, trzeba zadbać o jego prowiant i zabaweczki. Często odwiedzam gabinet lekarza, dostaję na ten cel w pracy godzinkę (nie daliby mi zawsze wolnego, bo choruję i często muszę do lekarza się dostać) i wyobraź sobie teraz, że musiałabym przepuścić w kolejce i dzieci, i matki, i starszych ludzi... a przecież wy macie czas, żeby odczekać na swoją kolej... ja na swoją zawsze czekam i nie spodziewam się, że mnie ktoś przepuści, bo dziecko moje z wózka się krzywo patrzy. To tak jak z przedszkolem: w pierwszej kolejności miejsca są dla dzieci, których matki nie pracują i, co gorsza, pracować nie zamierzają. Na Warmii i Mazurach są rodziny, które sobie bosko żyją z przemytu, kobiety oficjalnie nie mają dochodu, oficjalnie są samotne i oddają dzieci do przedszkola, żeby mieć czas na paznokcie. A pracujący rodzice mają problem, gdzie przechować dziecko...To się nazywa życie w naszym państwie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Byłam jedyną matka z dzieckiem w kolejce, moja wizyta wyniosła tylko 2 minuty = wypisanie skierowania do chirurga. Nie wierzę że w tym wypadku uschła by komuś dupa jeżeli przepuściłby mnie na tą chwilę nawet po tych dwóch godzinach czekania. Moje dziecko nie rozumie, że musi tyle czasu czekać. Jeżeli Twoje dziecko Anonimie rozumie, to zazdroszczę.

    Co do przedszkoli się nie wypowiadam, choć dla mnie absurdem jest pierwszeństwo rodziców niepracujących i matek samotnych żyjących w szczęśliwym konkubinacie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Też miałam kilka takich sytuacji. Najgorsze jest to, że mi załatwienie sprawy zajmowało 2 minutki, gdyby ktoś mnie przepuścił i nie musiałabym znosić zniesmaczonych spojrzeń na moje koszmarne i rozpuszczone dziecko, które nie może 40 minut w kolejce spokojnie i po cichu poczekać.

    OdpowiedzUsuń
  7. nie dziwie sie, ze dziecko głodne i znudzone płakało. nieprzygotowanie do wyjscia z dzieckiem skutkuje czymś takim. kazda grupa mialaby swoje powody, by byc traktowana priorytetowo.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie się ciągle przytrafiają takie sytuacje. A to w sklepie nagle otworzą kasę i lecą te babska, które były przede mną na złamanie karku, taranując mnie i wózek z dzieckiem. Drzwi od klatki schodowej sama muszę sobie otwierać, windę tak samo bo ludzie stoją i się gapią zamiast przytrzymać i czekają jeszcze aż przesunę wózek bo chcą się wepchnąć do windy, co by nie czekać na drugą. W kolejkach w sklepach, aptekach nigdzie nie przepuszczają, nawet w kasie dla osób w ciąży/z małym dzieckiem/niepełnosprawnych ustawiają się zdrowi ludzie bez dzieci, popatrzą i znowu się obrócą, ale żeby przepuścić to nikt. Mogłabym tak wymieniać jeszcze trochę tych przykładów i nieprzyjemności, które mnie spotkały z dzieckiem i jeszcze gdy byłam w ciąży, Oczywiście zdarzyło się parę wyjątków, kilka osób pomogło mi wnieść wózek po schodach, otworzyło drzwi, ale niestety większość to znieczulica :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Ehh, szkoda gadać, kiedyś nikt mnie nie przepuścił w Urzędzie Skarbowym jak byłam z wielkim ciązowym brzuchem i był upał. Była tam tez ławeczka dla oczekujących oczywiście cała zajęta, nikt nie ustąpił, więc poprosiłam o miejsce bo juz nie wytrzymywałam stania, to nikt nie wstał tylko się ludzie ścisnęli tak że miałam miejsca na jeden półdupek...
    kpw

    OdpowiedzUsuń
  10. Żebym ja chociaż wiedziała, że tyle będę czekać. Poprzednim razem na wizytę czekałam 20 minut.
    No, ale człowiek uczy się na błędach. Poza tym głód głodem - ale właśnie - znudzone. A na rękach chodzić nie umiem żeby je zabawić.

    OdpowiedzUsuń
  11. Od kiedy matki niepracujące mają pierwszeństwo w przedszkolach? Kuzynce dziecka do przedszkola przyjąć nie chcą (jest na liście rezerwowej) właśnie z tego tytułu, że matka nie pracuje i ma czas sama zająć się dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ej no proszę Cię, nie trzeba było siedzieć na miejscu, wystarczyło iść z dzieckiem na spacer. Nie pojmuję tego wpychania się bez kolejki wszystkich wózkowych. A gdyby tak każdy zabierał ze sobą dziecko, żeby wepchnąć się be z kolejki? No litości. A potem się dziwić, że powstają artykuły o roszczeniowych matkach, które myślą że jak mają dziecko, to od razu mogą się wszędzie pchać przed innych. W życiu, w życiu nie postąpiłabym w ten sposób. Ja nawet w aptece w kolejce czekam, nawet wtedy gdy czekamy na szczepienie z dzieckiem na ręku i muszę odebrać szczepionkę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Gdzieś kiedyś czytałam, że pierwszeństwo będą mieli samotni rodzice i niepracujący ale gdzie, co i jak to nie wiem bo nie wnikałam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Niestety tak to wygląda... Mnie ostatnio Pani wózkiem zakupowym niemal by rozjechała, miałam swoje dziecko na rękach, mąż stał już przy kasie, ja za nim i nie było się generalnie jak i gdzie ruszyć, ale właśnie kasę obok otworzyli to nie ważne, że dziecko trzymałam... U lekarza podobnie, jeszcze u nas przepuszczają, nie trzeba nic mówić, ale w mieście... Kilka razy zdarzyło się, że musiałam z dzieckiem i nikogo to nie ruszyło. W sklepie często widzę podobne sytuacje i też nikt nie puści tego rodzica z płaczącym dzieckiem. A kasa uprzywilejowana w ikea... Tam stoi dwa razy tyle osób co przy takiej zwyczajnej, nie widziałam nikogo z dzieckiem, starszego czy chorego a nam z synem lepiej było stanąć w tej zwykłej, szybciej się załatwiliśmy...

    OdpowiedzUsuń
  15. Aż mi skóra na głowie ścierpła. A sądzisz, że by mnie ktoś wypuścił potem, gdybym poszła sobie na spacer? Nie sądzę.

    Gdybym miała możliwość zostawienia z kimś dziecka, to uwierz, że nie brałabym go ze sobą.
    I mi się chodzi o stanie w kolejce pół godziny. Bo pół godziny to nic w porównaniu z trzema godzinami.

    Trochę dziwny ten Twój komentarz, jak bym rościła o odebraniu majątku bogatszemu na Boga. Hmm.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeżeli każdy będzie miał takie podejście jak Twoje, to nie długo matki z dziećmi będą miały wydzielone godziny wyjścia przez władze.
    Nie chodzi tu o "to co się nam należy", ale o kulturę i wzajemną pomoc. Takie pojęcia znasz?

    OdpowiedzUsuń
  17. Hmm w każdym z tych komentarzy jest jakaś prawda i sens. Rozumiem "zwykłych" ludzi, którzy czasami muszą przepuścić osoby uprzywilejowane. Sama byłam u lekarza, chora i ledwo trzymająca się na nogach, ale musiałam przepuścić akurat tatę z dzieckiem bo u nas jest taki system i już, jakoś przeżyłam. Rozumiem też innych rodziców z dziećmi,którzy zwyczajnie się denerwują, gdy znudzone zmęczone i zniechęcone dziecko płacze, a co gorsza, gdy to właśnie ono jest chore.Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Czasami warto okazać trochę empatii i zrozumienia i tak jak napisała Mama Diabełka chodzi tu po prostu "o kulturę i wzajemną pomoc". Ania

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam trójkę dzieci. I zawsze mam takiego cholernego pecha, ze chorują równocześnie. Jak jedziemy do lekarza to jest koszmar... Szczerze mówiąc nawet nie proszę, żeby mnie przepuścili, bo się boję, ale liczę na to, że kogoś ruszy. Ale gdzie tam... Jak to napisałaś- stare rumpy, emerytki, które nie dość że pchają się do pediatry, który powinien być dla dzieci, to jeszcze patrzą krzywo i komentują zachowanie dzieci... Ok, jeśli dziecko jest spokojne i sobie siedzi fajnie- to nie ma potrzeby przepuszczać, ale ja osobiście jeśli widzę dość chore czy nieznośne dziecko gdzieś tam, to przepuszczam w kolejce, licząc na to, że i mnie ktoś kiedyś puści. Ale zauważyłam, że najczęściej z propozycją przepuszczenia wychodzą właśnie matki i NASTOLATKI, te które są według STARSZYCH, porządnych pań śle wychowane...

    OdpowiedzUsuń
  19. To samo jest u nas. Plus kobiety w ciąży mogą wejść bez kolejki i tak trzeba się wpychać...

    OdpowiedzUsuń
  20. A może gdybyś zwyczajnie poprosiła osoby będące przed Tobą o to by przepuściły Cie w kolejce to sytuacja przybrałaby zupełnie inny obrót Proszenie i tłumaczenie swojej sytuacji innym wcale nie jest poniżające a naprawdę może przynieść wymierne korzyści Mało teraz osób tak po prostu się samych domyśla że trzeba pomóc ustąpić udzielić informacji Natomiast mimo wszystko uważam że poproszeni o pomoc tak łatwo jej nie odmawiają

    OdpowiedzUsuń
  21. bo do takiej kasy to trzeba iść do kasjerki albo do obsługi i powiedzieć że się ma pierwszeństwo. Do tej kasy może stać każdy bo to nie jest kasa tylko dla matek z dziećmi, ciężarnych i niepełnosprawnych ale to pierwszeństwo dla takich osób i nie czekasz aż ktoś się obróci i łaskawie cie puści tylko mówisz pani kasjerce ze masz pierwszeństwo i wszystko. Ona też nie ma oczu naokoło głowy żeby gdzieś w tłumie zobaczyć kobiete z dzieckiem czy brzuszkiem

    OdpowiedzUsuń
  22. Oj odmawiają... Pamiętam jak poszłam do ginekologa na kontrolę po porodzie, poprosiłam panie (były starsze, nie w ciąży, nie z dzieckiem, mieszkające na miejscu, gdzie ja muszę dojechać, do tego miałam małe dziecko karmione piersią na żądanie, więc zależało mi, żeby załatwić to szybko i pędzić do mojego malucha), opisałam im całą sytuację i żadna nie raczyła, a przyszła za chwilę jakaś baba, która nawciskała im, że ona tylko na chwilę spytać czy lekarka ją przyjmie, przepuściły ją (mnie nawet nikt nie pytał) po czym z gabinetu pędem poleciała po kartę zostawiając torebkę i wszystkie swoje rzeczy w gabinecie i tak oto się jeszcze bezczelnie wrypała a ja tam siedziałam licząc, że mały nie będzie za chwilę wył z głodu a ja nie będę musiała wracać na sygnale bez załatwienia sprawy z którą przyszłam. Tak mnie to zniechęciło, że więcej nie poszłam już do lekarza.

    Ja się nigdy nie upominam "o swoje prawa". Stoję jak wszyscy. Raz poprosiłam i spotkałam się z odmową. Czasami zdarzy się, że ludzie sami zaproponują np. w naszej wiejskiej przychodni, bo w mieście już nie są tacy mili a jak pielęgniarka zawołała dziecko do pobrania krwi bez kolejki to ludzie krzywo patrzyli, w sklepie natomiast to by stratowali biegnąc do kasy i nie patrzą, że dziecko trzymam na rękach i nawet nie ma jak uciec czy przejść.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja też stoję jak wszyscy nawet jak idę ze sobą do lekarza w towarzystwie mojej dwójki... zabezpieczam się wszelkimi chrupkami, zabawkami itd... kiedyś udało mi się poprosić mamę o pomoc zostawiłam malutkie maleństwo i wiedziałam ze ryczy za mną na potęgę... a tu Pani w ciąży... a tu Pani z dzieckiem... każdemu się spieszy... więc powiedziałam, że to że jestem sama nie znaczy wcale, że też mi się cholernie nie spieszy... właśnie trzeba być wyrozumiałym i tolerancyjnym i rozumieć, że każdy ma swoje miejsce w kolejce... wcale nie domagałam się będąc w ciąży przepuszczania itd. ... chociaż drugą ciążę miałam kosmicznie ciężką... Pozdrawiam Gabi

    OdpowiedzUsuń
  24. I dlatego cieszę się bardzo, że biorę udział w tych warsztatach z Fundacją My Pacjenci. Wiedza, że ktoś chce coś zmienić dodaje skrzydeł. A że biorę w tym udzial, jestem mega dumna :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)