czwartek, 8 maja 2014

Matka "prawie samotna"

Wiem, że mogę okazać się bezwstydna pisząc tę notkę.

Ba! Jeszcze dając jej taki tytuł.

Słyszę w głowach niektórych z Was myśli: "Jakim prawem nazywa się ona samotną matką! Ma męża - nie jest samotna!".

 

Tak mam męża, a nawet mam rodzinę. I to bliską! Która mi pomaga jeśli może.

Dlatego nie jestem prawie samotna, a "prawie samotna".

Miałam okazję posmakować takiej samotności. Posmakować kropli wody z morza (a być może oceanu?).
Choć samotność też bym ujęła w cudzysłowie, bo dla mnie matka, która ma wsparcie rodziny nie jest samotna.
To tylko matka nie posiadająca partnera.
Samotne, lub "pół samotne" może być dziecko.



A więc jestem taką matką już ponad tydzień.
Wiem, że to nic w porównaniu z latami czy całym życiem. Ale zawsze to smak czegoś co i mnie może kiedyś spotkać.

Chodziłam do pracy na 6, wracałam i od razu zajmowałam się dzieckiem. Wychodziłam, karmiłam, przebierałam, kąpałam, szykowałam do spania. Potem znowu praca, znowu ten sam rytuał po powrocie.
Zmęczenie przyszło chyba drugiego czy trzeciego dnia, kiedy usypiając dziecko... obudziłam się o pierwszej w nocy! W ubraniach. bez wieczornej toalety.
Cóż, trzeba było iść się wykąpać, bo praca na kuchni do pachnących nie należy.
Siedząc z Małą w domu zastanawiam się: jak zatankować auto, jak iść na zakupy, kiedy leje za oknem a chleba w domu ni ma??
No nie wiem.

Teraz po ponad tygodniu jestem już w domu, do pracy dopiero na weekend - ale już sama.
Mąż wraca jutro. Ponoć.

Miałam pomoc ze strony rodziców, mój tata zajmował się Małą kiedy byłam w pracy, więc miałam duży komfort.
Jako matka "prawie samotna" - słomiana wdowa, myślę, że dałabym radę tak funkcjonować.

Wiem, i wierzę, że matkom, które nawet mają pomoc rodziny jest ciężko. A tym bez jakiejkolwiek pomocy to już w ogóle. Podziwiam Was!
Bo ja ponad programową opieką rodziców już nie chcę obarczać. Przychodzę z pracy - mój obowiązek - i już sama zajmuję się córką. Nie wyjdę na drina z koleżanką bo muszę leżeć z dzieckiem by zasnęła.

Choć wiem, że z moją mamą też by zasnęła, ale jakoś nie mam sumienia zostawić dziecka i iść w tany.

Może gdyby to było na dłuższą metę, to kto wie..?
Chyba normalny człowiek nie wytrzymał by każdej wolnej chwili przez kilka miesięcy ciągle z dzieckiem?

Albo może jestem dziwna.
Bo ja bym nie wytrzymała.
Na pewno.


P.S. To zdjęcie zrobiła mi koleżanka z pracy - Tatiana. Hahaha no zoom jest wspaniały.

Przerobiłam ja - na celowniku. Kogo? Predatora ;D

17 komentarzy:

  1. Ja taką prawie "samotną matką" jestem od 6 lat :)

    OdpowiedzUsuń
  2. jak poradzić sobie z tym, że nigdy nie będę najważniejsza, bo wojsko jest na pierwszym miejscu?jak sobie to poukładać?boję się powiedzieć mu ,,tak", bo mam wrażenie, że gdyby coś mi się stało, albo dziecku, to byłabym z tym sama, bo np. szkolenie, albo poligon...nie wiem, już co robić?

    OdpowiedzUsuń
  3. Dałabyś radę. Ja co jakiś czas "samotna" na 5 dni, ale ponoć nie długo czeka mnie cały miesiąc- a wracam do pracy O.O

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak tak mam co jakiś czas, i co zrobić???

    OdpowiedzUsuń
  5. Prawie samotną można być też bez wyjazdu męża, doświadczyłam tego przez ponad rok. Jeśli mąż wychodzi do pracy kiedy dziecko śpi a wraca kiedy już śpi, w weekendy sam śpi całe dnie bo po pracy zmęczony i musi wypocząć, to raczej wsparciem nie jest, a rodzina oddalona o setki km i prawie samotna mama jest ze wszystkim sama...
    kpw

    OdpowiedzUsuń
  6. Też myślę, że bym dała. Jednak są to duże wyrzeczenia..

    OdpowiedzUsuń
  7. tydzień to znowu nie tak długo, takie okresy samotności ma wiele osób

    OdpowiedzUsuń
  8. Mojego męża nie było przez 9 mies. więc o byciu słomianą wdową wiem co nieco.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiem , że nie dużo ;)
    Nie chodzi raczej o samo siedzenie w domu, bo siedzieć mogę, ale jeszcze musiałam pogodzić to z pracą a moja mała nie chodzi do złobka ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedyś były o wiele dłuższe, ale jeszcze nie mieliśmy dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  11. jestem "samotna" matka, co drugi tydzien.... i nie narzekam... mam trojke do ogarniecia.. nikt, nigdy nie mowil, ze bycie matka jest latwe... nikt mi nie pomaga, nie mam tu rodziny... czasem tak sobie mysle, ze te mamy, co maja jedno dziecko i narzekaja, powinny "zrobic" sobie drugie chociazby, wtedy wiedzialy by, ze "grzesza" narzekajac... nigdy nie narzekam, jak spedzam czas z dziecmi... a z dzieckiem nie trzeba lezec by zasnelo ;) mozna nauczyc samodzielnego zasypiania ;) zanosisz do lozka o 19 i mala sama zasypia i mozesz isc nawet na wyzej wsp drina... ja jestem z dziecmi juz 7 lat i rzadko wychodze... da sie "wytrzymac" zalezy od podejscia i oczekiwan... ja zawsze wiedzialam, ze chce czas spedzac z dziecmi...
    mama30

    OdpowiedzUsuń
  12. A czy ha narzekam?
    I na pewno nie zrobię sobie drugiego dziecka, jeszcze trochę rozumu mam ;-)

    Co do nauczania to zapraszam, bo ja mam dośc wrzasków na codzień by jeszcze słuchać ich pół nocy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. przy nauczaniu samodzielnego zasypiania nie slucha sie wrzaskow pol nocy ;) meczysz sie godzine (moze dwie), na drugi dzien i trzeci dzien podobnie... pozniej (jesli jestes konsekwenta) jest juz tylko coraz lepiej... a po tyg/max dwoch, kladziesz dziecko i ono zasypia... wazne, by sie nie poddac i najlepiej zaczac proceder jak najwczesniej ;)
    btw, a moze wlasnie drugie dziecko sprawilo by, ze byla bys bardziej konsekwentna i miala bys wiekszego bodzca do dzialania?! :) u mnie tak akurat bylo...

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)