środa, 9 kwietnia 2014

Powrót do przeszłości

Znalazłam się w tym samym miejscu, o podobnej porze co ostatni raz ponad dwa lata temu.
Szukałam spośród wielu, wielu innych, a znalazłam się w tym samym, gdzie "urzędowałam" prawie 5 lat.

 

Gdzie? W pracy.
W moim ulubionym, mikołajskim hotelu, gdzie poznałam mnóstwo ludzi, gdzie nauczyłam się wielu rzeczy.

Jak mi to kolega przypomniał: "A mówiłaś, że nigdy już tu nie wrócisz".
A rzeczywiście, mówiłam tak. Całkowicie o tym zapomniałam.

Ale mam wrażenie, że kiedyś uważałam pracę za zło konieczne, nie czerpałam z niej żadnych przyjemności, dosłownie przymuszałam się do niej, to teraz uważam całkiem inaczej.
Człowiek, który nie ma żadnych obowiązków prócz pracy, chodzi do niej jak z krzyża ściągnięty Ktoś.



Ja przekonałam się o tym, że mogę lecieć do pracy w skowronkach.
Co z tego, że wstałam o 4,30, chwilę później już byłam w aucie i jechałam 40 kilometrów przez lasy.
A to zajączek wyskoczył, a to jelonek przy drodze stoi i zastanawia się czy wyskoczyć mi przed maskę i wywołać u mnie atak serca.
Co z tego, że roboty jest kupa (ale za to ile to mi dało przyjemności - coś innego niż myślenie o dziecku), że stoi się praktycznie cały czas 8 godzin, albo i więcej. Że po pracy czeka mnie maraton odwiedzin moich drogich koleżanek z którymi widuję się naprawdę rzadko, a potem poprzez inne okoliczności kładę się po 1 w nocy by wstać o 5 :) I że do tej pory to odsypiam :)

Ale chęć robienia czegoś innego niż zajmowanie się dzieckiem, myślenie tylko o nim, daje mi siłę.
Heh, ale ze mnie Matka :D
No ale tak jest, nie mam co się i Was oszukiwać.

Mimo, że kiedyś wiele, wiele razy narzekałam na pracę, staje się i na pewno stanie się dla mnie to odskocznią od codzienności.
Zdecydowałam, że do pracy będę chodzić w weekendy, a w tygodniu będę zajmować się Małą.
Więc w zasadzie nic nie tracę. Kiedy ojciec Igi ma wolne w weekendy (czasem trafiają mu się służby 24h) to ja gnam do pracy, zostaję u rodziców na noc i wracam w niedzielę do domu.
Więc i mam odskocznię w postaci pracy - w tym parę groszy i uczucie, że potrafię jeszcze coś robić, jak i czas z dzieckiem. Czas którego bardzo potrzebuję, mimo że Iga często męczy mnie niemiłosiernie, o wiele bardziej niż praca w restauracji hotelowej:).
I to chyba byłoby na tyle. Tak myślę :) Tak w skrócie :D









źródło

(taki mniej więcej widok z miejsca w którym pracuję ;))

6 komentarzy:

  1. Widoku zazdroszczę :)
    Wiola G.

    OdpowiedzUsuń
  2. Miejsce cudne :D Oby widoki jeszcze bardziej napawały cie pogoda ducha :D
    Powodzenia i do boju :D

    OdpowiedzUsuń
  3. super post i doskonale cie rozumiem tez chetnie poszłabym do pracy nawet na weekendy ale tutaj gdzie mieszkam niestety pracy nie ma a w tygodniu opieka nad coreczka ktora bardzokocham ale odskocznia by sie przydała niestety w moim otoczeniu nie kazdy to rozumie ze kobieta potrzebuje nieraz czegos inego.... ale jak powatarza moj maz"przeciez ty nic nie robisz siedzisz tylko z dzieckiem w domu" owszem obiadu nie gotuje bo mam zrobiony (tesciowa gotuje) ale sa dni gdzie nasza oreczka 15 msc tak marudzi ze wieczorem padam i nie wiem jak sie nazywam a przy moim chorym kregoslupie (przepuklina i dyskopatia) jest nieraz ciazko chociaz mam zaledwie 24 lata to czuje sie nieraz jak 80-letnia babcia.
    mamuśka:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mikołajki <3 ale bym tam chętnie wróciła!

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)