piątek, 25 kwietnia 2014

Nie mówię ci "do widzenia"...

Często myślę o tym, jak to muszę uciekać z domu.
Czy to do pracy, na pocztę, do sklepu.

 

Nie, do pracy uciekać nie muszę. Wychodzę kiedy ona śpi.

Zawsze wychodzę z domu, tak, żeby nie widziała. By nie biegła za mną, nie krzyczała, nie stała pod drzwiami i nie płakała.
Choć wiem, że ona za kilka sekund pobiegnie się bawić, tak jak by się nic nie stało, ale jednak serce mi się kraje kiedy jestem już na klatce schodowej i słyszę jej płacz. A może raczej krzyk?



Choć jednak to mi nie sprawia takiego problemu jak nie zobaczenie jej przed wyjazdem do pracy.
Wstaję o 4:30, wychodzę z domu przed 5. Nawet nie mam szansy jej zobaczyć.

Jadę autem i myślę o niej, że nie dałam jej pożegnalnego całuska bo przecież zobaczę ją dopiero na następny dzień, późnym popołudniem.

I cóż zrobić? Taki los matki.

 

12 komentarzy:

  1. Rozstania zawsze są ciężkie, chociaż jak Oldusia była mała (i nie spała) to nigdy się nie wymykałam. Zawsze się żegnałam, mówiłam kiedy wrócę - ponoć tak lepiej. Dla dziecka. I poczucia jego bezpieczeństwa. Mimo tego, że też płacz słyszałam potem zza drzwi i sama miałam łzy w oczach... Ale płacz trwał coraz krócej, aż pewnego dnia dostałam buziaka i papapappati jak wychodziłam. Uff.

    OdpowiedzUsuń
  2. Może to i dobry pomysł?
    Choć jak widzi jak wychodzę to staje w drzwiach i nie daje mi wyjść :)

    OdpowiedzUsuń
  3. też tak miałam, jak dorwałam dorywczą pracę dwa lata temu...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ajjj ja też zawsze wychodzę po kryjomu.. i zawsze z ogromnym żalem..

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pociesz się, że ładujesz baterie na kolejne dni. I wracasz stęskniona, i masz ochotę siedzieć i nawet słuchać jej płaczu, byle tylko była obok :* Miłość kochana, to właśnie miłość :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie wychodzę po kryjomu. Wydaje mi się, że to gorsze dla dziecka, bo ono w końcu kiedyś (jeśli do tej pory tego nie zrobiło) odkryje, że mama zniknęła nagle, nie wiadomo gdzie i kiedy, nie wiadomo, co się stało i czy wróci. To może być gorsze przeżycie dla dziecka, niż pożegnanie. Lepiej się pożegnać, powiedzieć, że teraz się wychodzi, ale wróci, dzieci szybko to pojmują. U nas też już nie ma płaczu przy wyjściu, już od dawna (chociaż na początku był straszny), jest papa, często buziak, i dziecko odwraca się na pięcie i biegnie bawić. I ja jestem wtedy spokojniejsza.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też nie wychodzę po kryjomu i każdemu tego zabraniam. Na początku był ryk, ale teraz Młody się grzecznie żegna z wychodzącą osobą i wraca do zabawy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Staram się właśnie przyzwyczajać Młodego b=do bycia beze mnie. Czy mi się uda, nie wiem, bo wszystko zależy od jego charakteru...

    OdpowiedzUsuń
  9. mamusiowa córcia :) u nas tego problemu nie ma :) zawsze im mówie że wychodzę czy to za zakupy czy gdzieś tam mówię że zostają z babcią a ja niedługo wracam i spoko to przyjmują :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Polka najczęściej jak wychodzę, to daje buziaka, mówi papa i tyle. Prawie wcale nie płacze, czasem się zdarzy, że próbuje mnie zatrzymać, ale ogólnie jest ok

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja na szczęście nie musiałam nigdy wychodzić po kryjomu. Jak była mniejsza dawała soczyste buziaki a teraz to ciężko nawet zmusić ją do pa pa mamo :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)