piątek, 11 kwietnia 2014

Moje chwile - Yankee Candle - Lilac Blossoms i Cranberry Ice

No to zaczynamy kolejną serię :) Nie długo zabraknie mi pudełka na woski, chyba muszę kupić większe :)



Pierwszy zapach, który wypróbowałam to Lilac Blossoms - Kwiat bzu.



Uwielbiam bez. Jego zapach szalenie kojarzy mi się z dzieciństwem.
Na wsi, gdzie się wychowywałam rosło mnóstwo bzów. Mój ulubiony, za blokiem mojej babci - duży, ten fioletowy.
Jego zapach, gdy zakwitł był przepiękny.
I takiego zapachu się spodziewam. Jednak troszkę się zawiodłam.

Owszem, wosk pachnie bzem, bardzo podobnie. Jednak zapach przypomina mydło. Ot, mydło zapachowe.
Liczyłam na żywo-kwiatową woń. No cóż. Nie można mieć wszystkiego.

Jednak zapach mi się podoba, na pewno czasem będę do niego wracać. Czasem ;)

Drugi zapach, który Wam przedstawię to Cranberry Ice - Żurawinowy lód.



No i niestety, tutaj oklasków też nie ma.

Kurcze, nie wiem czego ja się spodziewałam?

Dla mnie jest to wosk - po prostu o zapachu żurawiny. Lodu nigdzie nie widzę.

Mogłabym to porównać do żurawinowego soku. Taki ot z kartonu.


Nie jest zły, ale jest "zwyczajny". Bez ochów i achów.


Woski YC kupuję na www.goodies.pl :)

1 komentarz:

  1. uuuu :) wyglądają smakowo wręcz :D a dodatkowo muszą przepięknie pachnieć :D

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)