wtorek, 18 lutego 2014

Co (nie) zjem na obiad?

Moja dieta ostatnio tak kuleje, że po prostu szkoda słów.
Szukam rozwiązań, by ta dieta mi smakowała, no ale różnie mi to wychodzi.
Niby kucharzem z wykształcenia jestem, jednak moim kubkom smakowym na diecie nie potrafię dogodzić.

Schabowy! Dawaj! Mogę jeść codziennie!
Albo pierogi z mięsem! Ale tylko robione przeze mnie, bądź moją mamę. Te mrożone to chyba pasztetową mają w środku.



Będąc na zakupach chciałam kupić warzywa na patelnię - bez dodatków - z Hortexu.
Te z Biedronki mi się znudziły, a z Hortexu warzywa są bardzo smaczne. No ale nie było warzyw solo.
Ale były mieszanki warzyw z suszonymi pomidorami, po meksykańsku i inne cuda nie-widy!

I wtedy, mój wzrok przyciągnęła... Stimeria!
Na pewno (lub być może) widzieliście jej reklamę w tv.



źródło

W reklamie wrzucasz do mikrofali, zagrzewasz i szamasz.
No i też tak zrobiłam - pełna nadziei na smaczne danie.

Paczka z zawartością ładnie się zagrzała.. ja już z burczącym brzuchem przecinam opakowanie.

I! Podczas wysypywania jedzenia na talerz już doznałam niesmacznego szoku.

Myślałam, że jako tako nie będzie to "mokre" a wylały się jakieś zielonkawe gluty a następnie ryż i cała reszta.

No ale dobra  - przecież to jeszcze o niczym nie świadczy. Bo może te gluty są smaczne???

No ale jednak smaczne nie były.

Porcja jest malusia, ja na diecie - no sory - ale się tym nie najem (na złość Stimerii zjadłam po niej paczkę ciastek!)

Całość jest o wiele za słona.

Mogę przysiąc, że gdyby nie te gluty i słoność było by to całkiem smaczne. Kurczak też pozostawia wiele do życzenia, ale już nie będę się czepiać przetworzonego i zamrożonego mięsa.


Nigdy więcej Stimerii! :[ Obrzydziło mi to jedzenie już do końca dnia.




*mój post dotyczy tylko i wyłącznie tego rodzaju Strimerii, który jest na zdjęciu.
** nie wiem, czy to możliwe, że tylko mi się taki szit trafił?

14 komentarzy:

  1. Ble :P Nie lubię takich gotowców. A nie myślałaś o odtworzeniu tego dania? Patrząc na zdjęcie, to trudne nie jest :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie lubię się bawić w : trochę ryżu, trochę marchewki i brokuła. Garnków mi zabraknie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przydałoby się takie urządzenie do gotowania kilku rzeczy na raz na parze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja jestem wierna biedronkowym chociaz jem je rzadziej niż kiedyś. Hortexu kupiłam raz i więcej nie zamierzam bo wyglądały gorzej niż najtańsze. Warzywa z plamami albo gałązkami. Misiowa, czasem w biedronce są garnki do gotowania na parze - mam i polecam. Co do urządzenia na prąd to nie polecam! Sam plastik i tak wysoka temp. pozostawia wiele wątpliwości po 2 gorzej się to myje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochane, wszystko byłoby super gdybym ja miała gdzie to wsadzić ;) podejrzewam że nawet nie miałabym miejsca dla nowej miski a co dopiero dla takiego sprzętu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze wiedzieć! Już wiem dlaczego jestem wierna biedronowym warzywom :D

    OdpowiedzUsuń
  7. O kurcze, ostatnio patrzyłam na nią łakomie, ale sie nie skusiłam. Dzięki za ostrzeżenie!

    OdpowiedzUsuń
  8. O fuuuu.
    Przy okazji - "przysiąc" ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Właśnie mi coś nie pasowało ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. bleeee :D lepiej samemu zrobić takiej ryżowej potrawy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Glutkom mówię nie!
    Ale mrożone (zwykłe) warzywa Hortex'u czy mieszanka wiosenna daje radę!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja ich lubię, bo kiedyś w konkursie ze Stimerią wygrałam bilet na The National :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Wyrzucaj i nie kupuj więcej dziadostwa mrożonego w folii. Sama chemia. Wybijają właściwości warzyw najpierw w pasteryzacji a potem mrożąc. Nie warto !!!

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)