sobota, 1 lutego 2014

Z dala od mojego miejsca

Jak pisałam w sylwestra w podsumowaniu roku, jedną ze zmian jaka mi przyszła to przeprowadzka.
Jak by się wydawało, wcale nie taka daleka od rodzinnego miasta - 40km.









źródło

Plus miasta taki, że jest tu mnóstwo sklepów, lekarzy specjalistów (w moim rodzinnym mieście nawet nie ma ginekologa) - fakt, że to nie Warszawa więc nawet różnorodność w sklepach nie jest jakaś wielka, jednak cztery markety w zasięgu ręki, w tym Biedronka za oknem bardzo ułatwia życie (gdzie w Mikołajkach jest tylko Biedronka jakieś 1,5-2km od mojego domu i reszta sklepów prywatnych). Do księgarni, ośrodka zdrowia, czy do porządnego sklepu trzeba było popylać kawałek, więc przeważnie zakupy były robione w osiedlowym Lewiatanie. Dwa sklepy na całe osiedle. Bo jeszcze ten Groszek, czy jak mu tam, co Pani za lady podaje rzeczy, a może już nie podaje ? Dawno tam nie byłam.

Tylko, że tu nie mam praktycznie nikogo. Mogę śmiało powiedzieć, że mam tylko Was.
Mam i jedną koleżankę i brata który tu mieszka, jednak widuję się z nimi od wielkiego dzwonu, przecież nie każdy siedzi i się nudzi i tylko czeka by się ze mną spotkać.
Znajomości zostawiłam w swoim mieście. Prawda, że nie było ich zbyt dużo - ale takie prawdziwe trzy koleżanki. Prawdą jest również, że nie zawsze można im było wszystko powiedzieć, bo lubiły co jakiś czas rzucać bomby między siebie, a ja zawsze bezstronna (uf, chyba jako jedyna z tej czwórki). Ale jak było ok to zawsze fajnie się było spotkać, pogadać razem.
Teraz już mało co z tego zostało. No a czemu? Każdy ma swoje zajęcia, szkoły, praca, intensywne macierzyństwo. Tylko ja jak kwoka siedzę. Czasem mam wrażenie, że sama na własne życzenie zamknęłam się w czterech ścianach.
Ale ja.. nie umiem szukać znajomości. Nie potrafię wyjść i zagadać do kogoś.. tym bardziej, że moją koleżanką nie zostanie dziewczyna z klatki obok która jest młodą panienką, nie rozumiejącą jak to jest mieć dziecko.

Kocham swoje rodzinne miasto, mam tam kochanych rodziców za którymi tęsknię i żałuję, że nie mogę ich częściej widywać.
Można pomyśleć, że "co to jest te 40 km, można jeździć się odwiedzać", ale na to też trzeba mieć pieniądze by tak krążyć.









źródło

A w końcu przeprowadziliśmy się tu by zaoszczędzić, tu pracuje mój mąż. Można powiedzieć, że za nim przyszłam, by jemu i w sumie nam było lepiej. Bo w końcu to parę stów na dojazd szło.
Jak wiadomo, tam gdzie pieniądze tam i życie lepsze. Bo milionów też nie zarabia. Ale ogólnie nie narzekam na finanse. Choć nie stać mnie i raczej nigdy nie będzie stać wyjść do galerii i jednorazowo wydać na siebie 500 zł ;)

Tak się rozpisałam, ale docierają do mnie z samej siebie sygnały, że TU jest moje miejsce.
Tu z zasadzie się urodziłam i jak widać - tu wróciłam.. do Giżycka.
W marcu będzie rok, kiedy tu jesteśmy. Czasem myślę jak by to było kiedy byśmy jeszcze mieszkali w Mikołajach. Jednak te myśli szybko znikają i wiem, że w głębi gdzieś tam - jest mi tu dobrze.

A znajomości chyba w końcu się znajdą. Może ;)

17 komentarzy:

  1. Pewnie, że się znajdą. Poczekaj, może wśród czytaczy :) Fajne zmiany na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem, co czujesz, dużo razy w życiu się przeprowadzałam.
    Dla mnie przenoszenie się do innego miejsca jest ekscytujące, lubię zmiany.

    OdpowiedzUsuń
  3. My kochana sie przeprowadzilismy aż 600km od naszego miasta. Teraz zamieszkujemy Wiedeń. Jest pieknie, jest łatwiej, ale tak jak wspominasz wielu rzeczy( osób! ) mi tutaj brakuję...Nie zamieniłabym miejsca zamieszkania za nic, bo naprawdę świetnie nam sie tutaj żyje i prosperuje. Jednakże w Polsce bywamy rzadko, bo to niestety kosztuje...Mimo wszystko ja należę do osób raczej otwartych na nowe znajomości i tak mam tutaj już trzy koleżanki, dwie z dziećmi zapoznane na forum i na placu zabaw:) Życzę abyś i Ty znalazła kogoś z kim można pogadać przy kawie :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyjdzie lato:) to wyjdziesz z domu i będzie lepiej :) Może wtedy kogoś zapoznasz :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mieszkam w rodzinnej miejscowości i tez mało się człowiek spotyka ze znajomymi bo praca , rodzina , dzieci zawsze cos ! myślę ze jak ,, diabełek ,, pójdzie do przedszkola łatwiej nawiążesz kontakt z mamami :) Jest jedna zaleta możesz budować swój wizerunek od podstaw tylko od ciebie zależy co będą myśleć o tobie i twojej rodzinie , to jest duży plus bo w swojej miejscowości znają się i mogą postrzegać przez pryzmat dawnych lat ! Ja tak mam co bardzo mi przeszkadza w końcu każdy może się zmienić !!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. mam dziwne przeczucie, że jeśli wytrzymam jeszcze te 3 lata ze swoim Podchorążym, to też wylądujemy w Giżycku, ewentualnie Gołdapi... Nie jest to najgorsza alternatywa, ale i nie najlepsza. Jestem prawie z Mazur;) , no w każdym razie niedaleko mi do Mazur, ale pokochałam już swój kącik na obrzeżach Warszawy. Szkoda, że Warszawa odpada raczej na pewno... Pozdrawiam serdecznie, lubię Cię podczytywać, bo jesteśmy prawie rówieśniczkami, a ja po prostu strasznie łaknę informacji, jak żyje się żonom wojskowych;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Prawie z Mazur czyli skąd? :-)
    Ciężko się rozstawać ze "swoimi" miejscami ale jak tu trafisz to będę mieć nową koleżankę :-)
    Miło mi że mnie czytasz :-). Pozdrowionka :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne miejsce. Ja od dziecka mieszkam w jednym miejscu więc nie wiem jak to jest przeprowadzić się gdzie indziej.

    OdpowiedzUsuń
  9. To ta zima taka dołująca. Zobaczysz. Przyjdzie wiosna, dłuższe spacery to zaraz kogoś poznasz. Będzie lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  10. Suwałki;) to w żadnym razie nie Mazury, ale niedaleko;) wszyscy moi znajomi i tak uważają, że to Mazury, a ja już nie mam siły tłumaczyć, że nie. Pewnie, jak nam trafi się Giżycko, to wpadnę do Ciebie na kawę, hihi;) tylko skąd we mnie to przeczucie co do przyszłości, tak zupełnie irracjonalnie?

    OdpowiedzUsuń
  11. No, suwałki to przecież podlaskie :-)

    Każdy ma jakieś przeczucia :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mikołajki niby takie fajne chyba wszyscy o nich słyszeli a ja ich ie lubie dla mnie to dziura :) Giżycko jest o wiele fajniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Oo tak Giżycko jest najfajniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja się nie przeprowadziłam, ale jestem praktycznie jedyną spośród moich znajomych, która ma męża i dwójkę dzieci. Dla nich liczą się teraz imprezy, zakupy w galerii, spotkania na mieście i opowieści o facetach. A o czym można pogadać z dzieciatą koleżanką, której w głowie obiadki, pieluchy, mleka, przedszkola i jedynie gdzie wyjdzie to z dziećmi na spacer... Także mogę powiedzieć, że podobna sytuacja ;)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)