wtorek, 7 stycznia 2014

Historia o cieście

Były już historie o nocniku.. o 'ostatniej łyżeczce' ... dziś o cieście. Opowieść w dwóch obrazkach.

Było sobie ciasto*.


10 minut później.

Chyba mam myszy w domu.

Zmutowane jakieś takie wielkie.



Koniec.

:D


*(przepisu na ciasto nie dam, bo robione z proszku :) btw. pierwsze które mi w ogóle wyszło.)

14 komentarzy:

  1. hahaha :D krótka ale treściwa :D ja to samo mam jak zrobię obiad na dwa dni , po czym na drugi dzień robię kolejny obiad na dwa dni , i tak codziennie :P

    OdpowiedzUsuń
  2. u mnie te myszy też są:)

    polecam przepis z proszku na ciasto kruche- dzięki niemu mąż twierdzi, że robię najlepszą na świecie szarlotkę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie by nawet z proszku nie wyszło bo mój piekarnik grzeje na full :D a ciasto wygląda smakowicie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmy.. pychota. Chyba zacznę też coś piec :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam to bardzo dobrze. Mój kochany co chwilę włazi do kuchni i podjada a potem patrzy mi się w oczy i kłamie, że to nie on. A obiadu nie ma :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. O... A to Ci zagadka hmmm....

    OdpowiedzUsuń
  7. na pewno wypróbuję kiedy... będę miała wolne od diety :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój też ale kupiłam termometr do piekarnika i w miarę mam to pod kontrolą :)

    OdpowiedzUsuń
  9. o co za pyszności! u nas jest tak samo!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Mniam! Kusisz, a ja nie mogę kakao i czekolady jeść :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja też nie mogę - od niedawna :-) choć ty pewnie masz alergię?

    OdpowiedzUsuń
  12. Smakowicie wygląda ;) robiłam podobne na święta ale jedno z bakaliami białe a drugie zebrę biało czarną. Mniam..ale bym zjadła ;)

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)