piątek, 29 listopada 2013

Ta ostatnia łyżeczka...

Jest pewna rzecz.

Która mnie lekko zadziwia
swoim częstym występowaniem

Czasem rozśmiesza

Czasem wkurza, ale nie jakoś wyjątkowo wybitnie.

Ostatnia łyżeczka, mówi Wam to coś?

Otóż 90% posiłków mojej córki kończy się przypadłością nie chcianej "ostatniej łyżeczki".

Ostatnia łyżeczka zawsze zostaje albo w miseczce lub na ubraniu.
Jest odpychana, wyrzucana, wypluwana.
Ot, taka przypadłość.

Koniec.


:-) 


9 komentarzy:

  1. U nas każda łyżeczka (od pierwszej do ostatniej) są tymi najbardziej niechcianymi :( Więc jeśli u was jest to tylko jedna łyżeczka, to spokojnie.
    Ale fakt, te "ostatnie" są zawsze najgorsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozczula :) Nie wiem czemu, ale rozczula :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko faktycznie my też tak mamy!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. My jak zwykle - mamy na odwrót: powiem, że ostatnia i często na siłę już w siebie wmusza. Ale po "ostatniej łyżeczce" już nie ma szans na wciśnięcie kolejnej ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas na odwrót, pierwsze są be, za to jak jedzenie się skończy, to jest płacz :P

    OdpowiedzUsuń
  6. u nas to ostatnia łyżeczka to mało ;) żarłoka hoduję :) i to zdziwienie i słowa "nie ma?" :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Hehe znajome, chociaż mój to akurat niejadek można by rzec :)

    Jak będzie starsza będziesz jej mogła przytoczyć powiedzenie "kto zjada ostatki ten piękny i gładki" :D

    Pozdrawiam.
    Kasia M. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Faktycznie ! Prawie zawsze zostaje '' ostatnia łyżeczka '' , jedynie chyba przy monte nie mam takiego problemu :P Ale nigdy nad tym nie pomyślałam :D hehe
    ale co z tego jak np. zostawi końcówkę obiadu , po czym jak my jemy to musi od nas z talerza podżerać ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Szczerze? Ja tak mam - zawsze coś muszę zostawić ku nienawistnej minie mojego M. :)))))

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)