sobota, 2 listopada 2013

"Mądra sobota" - Baby blues

Baby blues ma w sobie maleńki zlążek depresji poporodowej. Jednak nią nie jest.

B.B. dotyka średnio 80% mam po porodzie.

 
Nie jest on chorobą, jest to raczej normalny stan spowodowany zmianami hormonalnymi w organizmie.

Dlatego odczuwa się smutek, przygnębienie a nawet rozdrażnienie.


Kiedy dziecko przychodzi na świat, jest to wyjątkowy i urokliwy dzień. Przychodzi na świat osoba, na którą tyle czekaliśmy.

Jednak niekiedy nasze uczucia bardzo różnią się od tych, których się spodziewaliśmy.

Jesteśmy przestraszone, płaczliwe, niepewne tego wszystkiego.

Problemy z noworodkiem i np. karmieniem mogą również wzbudzać w nas nerwy, złość.











źródło

Niektóre kobiety zastanawiają się "tyle czasu czekałam na dziecko, kocham je od pierwszej chwili kiedy się o nim dowiedziałam".

Ale... niestety natura potrafi być okrutna. Mimo że zostałyśmy mamami, jesteśmy szczęśliwe, targają nami emocje - nie koniecznie te dobre.

B.B. dotyka każde mamy (jeżeli chodzi o te 80%) lecz wydaje mi się że najbardziej te mamy które zostały nimi po raz pierwszy.

Mimo że byłyśmy nastawione, że nic już nie będzie takie samo, że będziemy się dzielić, dawać i dostawać - miłość. Rzeczywistość może przytłoczyć.

Kiedy noworodek jest wymagający, lub po prostu JEST - mama czuję się tym przytłoczona - a najgorsze - nie spodziewała się takich emocji.

Przychodzą myśli "po co mi to było", "ja tak nie wytrzymam", "nie zniosę tego" , "nie chcę go", "zabierz go".
Czasami również odnosimy wrażenie że nie jesteśmy już ważne, wszystko kręci się wokół dziecka,
lub kiedy nam coś się wychodzi..

Mimo że wiemy to jest nasze największe szczęście, myśli które napisałam wyżej pchają się same, biorąc nad nami kontrolę.

Jest to na prawdę przykre, ale tak naprawdę to nie jest nasza wina.

Tak , najlepiej na wszystko zwalać winę ale nie na siebie.. ale tu akurat jest prawda.

Po porodzie następują wielkie zmiany hormonalne, wywołując w nas dosłownie burzę, to i przynosi niestety takie odczucia.


B.B. to nie jest depresja poporodowa.

B.B. przyjmuje się że trwa ok 2 tygodni.

Zaczyna się ok 3. - 5. dnia po porodzie. 


Depresja poporodowa jest o wiele cięższa i dłuższa. Dostaje się leki.

Jeżeli będziesz czuła się naprawdę źle , udaj się do lekarza.


Więc jeżeli po porodzie poczujesz skrajne uczucia, będziesz płaczliwa, będziesz mieć wahania nastroju, czy wystąpi nawet gniew i złość, niechęć do dziecka - przetrwaj to.

Te uczucia nie są zależne od Ciebie. Mogę Ci zagwarantować że Ci przejdzie.


TY :

- jeśli poczujesz taki stan jak opisałaś, nie lecz się na własną rękę, nie łykaj żadnych środków bez

konsultacji z lekarzem zwłaszcza kiedy karmisz,

- jeżeli coś Ci nie wychodzi nie dołuj się dodatkowo, masz prawo się mylić, nikt nie jest idealny

i wszechwiedzący,

- rozmowa. Porozmawiaj z kimś kto ma dzieci, lub udzielaj się na forach internetowych.

Tam mamy na pewno mają takie same rozterki i wątpliwości jak Ty, razem uda się to przetrwać,

- nie doszukuj się dodatkowych obowiązków, odpocznij kiedy dziecko śpi. Poproś kogoś o pomoc,

to nic nie kosztuje,

- wychodź z domu, kiedy partner lub rodzina zaoferują się opieką nad dzieckiem, nie odmawiaj.

Chwila na zakupy nawet spożywcze może zdziałać cuda.


ON (lub rodzina):

- kiedy widzisz, co się dzieje, staraj się pomagać partnerce jak najczęściej,

nie miej do niej pretensji kiedy coś zrobi "nie na czas"

- zadowalaj ją. Ona na prawdę jest teraz w ciężkiej sytuacji, musicie to przetrwać razem.

Dawaj jej drobne upominki by choć na chwilę wywołać na jej ustach uśmiech,

- zaproponuj wspólne wyjście, kiedy ma się kto zająć dzieckiem, to na pewno dobrze na nią zadziała,

- pomóż w obowiązkach domowych, to pozwoli ją trochę odciążyć.


~~~~~


Teraz dodam coś od siebie.

U mnie B.B. pojawił się w ok. 2 dobie po porodzie.

Było bardzo ciężko. Mała dużo płakała , ja nie mogłam ją nakarmić.

Po powrocie do domu dziękowałam Bogu, że mąż ma urlop, córki nie chciałam nawet dotykać.

Byłam wściekła, często płakałam. Kiedy tylko zaczynała płakać, wychodziłam, nie mogłam na nią patrzeć.

Po jakichś 2 tygodniach zaczęło przechodzić.. Po 3. jeszcze trochę trzymało. po 4. tygodniach pierwszy raz zostałam z nią sama, i tak jakoś powoli , powoli zaczynało się wszystko układać.



12 komentarzy:

  1. Na szczęście coraz głośniej o tym...
    Mnie dotknęło, trzymało dłuższą chwilę, ale właśnie pomoc Małża dała siłę żeby przetrwac ten trudny czas...

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że o tym napisałaś... ciekawe jak będzie ze mną. Najważniejsze by mieć kogoś bliskiego obok, kto wesprze.

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie szczęście, że mnie to ominęło! Oby tym razem też tak było.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oh te Twoje mądre soboty- strzał w dziesiątkę. Mnie BB chyba ominęło,ale pamiętam że raz pomyślałam sobie- po co mi to było. Czulam sie jak w klatce... Zdawalam sobie sprawę że to hormony i dzien za,dniem bylo lepiej... Oj byc mamą to cholernie cudowna ale i ciężka praca. Szkoda,że z nie wieloma osobami moglam porozmawiać,bo,kazdy wymagal,ze będę tylko słodzić i opowiadać jak jest cudownie.

    OdpowiedzUsuń
  5. u mnie BB trwał 6 tygodni, cały połóg,
    dziecko ryczało mi cały czas, sutki bolały od karmienia, rana po cc dobijała moje ciało, i ten ryk, który wtedy wydawał mi się nie do wytrzymania.

    dziś wiem, że ryk był płaczem, a ja nie byłam sobą.
    gdyby nie mój facet, to chyba bym się wykończyła.

    OdpowiedzUsuń
  6. mnie też złapało ,trwało dłużej i bardzo ciężko ..ale dałam sobie radę ,sama ,przy pomocy Kubeczka

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ważny temat. Mnie na szczęście nie dotyczył, ale trzeba
    mówić o tym głośno. Bardzo głośno.

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajny blog ,zaglądać będę częściej .
    Obserwuję i liczę na to samo ;)
    http://swiat-probek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. I mnie ominął bb na szczęście, ale mówić faktycznie trzeba o tym głośno, nie każda sobie zdaje sprawę że takie coś w ogóle istnieje!

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)