środa, 27 listopada 2013

Skrajne uczucia macierzyństwa

Ehh zbieram się do tej notki i zbieram.

Instynkt macierzyński - jednym spada z nieba przed ciążą, innym w trakcie, innym po.

 









Matka - artystka :D

Należę do grupy tych "przed". Tylko nie wiem czy ja sama siebie nie oszukiwałam.
Bo... po prostu zawsze chciałam mieć dziecko. Jako nastolatka już marzyłam o własnym maleństwie (dobrze że nie wpadłam na pomysł by je zmajstrować). Ale tak - zawsze chciałam je mieć.
Zawsze czułam się odpowiednio do założenia rodziny.

Najpierw planowałam swoją przyszłość z byłym chłopakiem (5 lat poszłoo..) - no nie wyszło.

Mężowi - jeszcze jako chłopakowi - mówiłam że chcę mieć dzieci. Nawet teraz. Lub jutro.
I zgadnijcie jaka była jego reakcja. Przestraszył się.
Biedak.
Ygg

No i jak chciałam tak się stało. Niestety ciąża się nie rozwinęła (opiszę to w niedługim czasie).

O następną ciążę staraliśmy się nieoficjalnie rok, oficjalnie 9 miesięcy. I udało się.
Staraliśmy się tyle czasu, a kiedy pomyślałam "a niech się dzieje co chce" to się stało.
Byłam bardzo zaskoczona. I szczęśliwa swoim małym Fasolkiem.

Ale im ciąża była bardziej zaawansowana, tym ja coraz bardziej miałam wątpliwości czy dam radę.
Choć do ostatniej chwili zachowywałam stoicki spokój.

Kiedy Mała się urodziła było jeszcze dobrze, póki nie oddali mi jej pod opiekę. I to był cios w twarz.
Pomyślałam , "no, to nie tak miało być!"
No ale tak było , co mam ściemniać.

Mała płakała - w szpitalu była jedynym płaczącym dzieckiem. Wizyta do wc była pod warunkiem, że koleżanka z łóżka obok się nią zajęła. Kochana dziewczyna. Wiem tylko że ma na imię Aneta. Nic więcej. A szkoda.
W domu płacz. Jezuuuu, myślałam że wyjdę z siebie i stanę obok!
Myślałam że nigdy nie pokocham swojego dziecka "tak naprawdę".

Trwało to do jakiegoś 4 miesiąca. Wtedy Mała zaczęła robić się kumata, umiała się sama zabawić, a ja mogłam odetchnąć. Mogłam na nią patrzeć jak słodko piszczy, bawi się, śmieje.
Nie było już ciągłego marudzenia i darcia się (no sory, w większości to było darcie się, nie płacz).

Wtedy miłość zaczęła rodzić się na nowo.
Wiadomo, to nie jest tak że ja jej nie kochałam. Kochałam, ale nie tak jak bym chciała. Chodziłam dniami zmęczona, zła, zapłakana, niewyspana. Potem to wszystko zaczęło się zmieniać.

Teraz to moje oczko w głowie, choć czasem przechodzi sama siebie, no ale w końcu po kimś to ma ;)

Czasem i ja przechodzę ponownie - niewyspanie, złość, płacz - mój, jej, nasz. Czasem nie mam siły już , bym to wszystko w kąt rzuciła, uciekła na Kanary , jak najdalej.

Nie jestem idealna. Czasem mam dosyć swojego dziecka. Podejrzewam, że ona mnie czasem też.
Ale kocham ją! Nawet nie wiecie jak bardzo - dobra, droczę się z Wami, bo pewnie wiecie jak bardzo :D

Kiedy jestem na nią wściekła - ostatnio często bo zachowuje się jak dzikus, ma jakieś niekontrolowane napady furii - wystarczy że mnie dotknie, pogłaszcze.
Ostatnio zamiast spać, to wykonywała jakieś piruety, waląc mnie przy okazji łokciami w każdą część mojego ciała.
Powiedziałam jej co chciałam.
Od razu spokój, i głaskanie mnie po ręce. I jak się tu gniewać i złościć?

Ehh. Skrajne uczucia to niestety nieodłączny element macierzyństwa :)

 

10 komentarzy:

  1. Czasem mam ochotę krzyczeć że nigdy więcej żadnych dzieci a czasem myślę że chętnie tuliłabym jeszcze jedno maleństwo. U nas gdy zaczęło się jęczenie to tez myślałam że wyjdę z siebie....albo ostatnio gdy co chwilę mnie gdzieś prowadził a ja już miałam serdecznie dość......albo etap gdy ciągle chciał byc na rękach....jedno pocieszenie - one z tego wyrosną :D kiedyś :D

    OdpowiedzUsuń
  2. nic w tym złego że masz czasem dość swojego dziecka... też tak mam ! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Obym tylko nie zwariowała do tego czasu :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja myśle, że jak któraś słodzi, że zawsze jest idealnie i słodko i lekko i dzidzia piernik dziubudziubu to albo sam się oszukuje albo coś bierze ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakbym o sobie czytała! Zresztą sama wiesz, że nasze dzieciaczki tak samo rozwrzeszczane :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Macierzyństwo to same skrajności! Jednak ma to sens, wielki sens :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Puenta tego posta to najbardziej logiczne wytłumaczenie macierzyństwa chyba , na pewno w moim przypadku .
    Skrajne uczucia to niestety nieodłączny element macierzyństwa :)
    Oj tak ... u mnie to się w ciągu dnia zmienia jak w kalejdoskopie . Moje dziecko też zdziczało w ostatnim czasie i ma skrajne zachowania . Ale kocham ją nad życie :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)