wtorek, 8 października 2013

Nie mając wyboru - mleko modyfikowane

Jak odwieczny tekst brzmi "mleko matki to naturalny pokarm przeznaczony dla dziecka".. tak, wiemy o tym, i myślę że każdy to rozumie..

Większość matek - jak ja - przed porodem jest niemal pewna w 100% , że będzie karmić piersią.
U mnie pierwsza siara pojawiła się w 16 tygodniu, byłam wręcz przekonana, że "zaleję się" kiedy Mała przyjdzie na świat.

Ale w zasadzie tak nie było.

Kiedy Iga się urodziła, wiadomo, cudów się nie oczekuje kilka godzin po porodzie, że dziecko będzie ze smaczkiem jeść tryskające mleko. Ale pobyt w szpitalu niemile wspominam do tej pory.
Kiedy o 6 wstałam na obchód, o 7,30 miałam podłączoną OCT, o 11,55 urodziłam. Przed 13 już byłam na nogach, sama poszłam po Nią do sali noworodków, sama przeniosłam się na salkę poporodową.

Mała odkąd się urodziła - spała. Potem przyjechała do mnie siostra, potem prysznic. Obudziła się o 18.
I jak sądzę - była głodna. Płakała cały czas. Od 18 do 3 w nocy trzymałam ją przy piersi. Zasypiałam na siedząco. A ona płakała i płakałam... przyszła w końcu położna i dała smoczek. Mogłam pospać do 6.

Następnego - a w zasadzie tego samego - dnia zaczęło się znowu to samo , wielki płacz i histeria , leżenie przy piersi, wypluwanie, płakanie, ssanie, wypluwanie i tak na zmianę.. Cały dzień. Abym mogła zjeść, iść do WC, umyć się, musiałam prosić całkowicie OBCĄ osobę leżącą ze mną na sali by zajęła się Małą.
Całe szczęście że była taka życzliwa - jej córka to ostoja spokoju więc mogła mi pomóc.

Kiedy zaś wieczorem była powtórka - zdecydowałam się iść do pielęgniarek po MM.
I jak powoli prysł czas mojego karmienia piersią. Choć miałam nadzieję, że jeszcze się rozkręci, czułam że to początek końca.

Po tym jak położna wepchnęła pół mojej piersi Małej do ust, zdecydowałam jednak że podam te MM, bo przecież łapie dobrze.
Musiałam podpisać zgodę, miałam straszne wyrzuty sumienia, ledwo powstrzymywałam łzy. Można by to nazwać pójście na łatwiznę, ale czy nie najważniejsze jest że dziecko jest najedzone, spokojne, tak jak i Matka w takiej sytuacji?

Nie pamiętam ile spała po tym, ale długo. W końcu mogłam odpocząć, ja i moje popękane i zbolałe piersi.

Na drugi dzień lekarka na obchodzie rzuciła cierpko "Widzę że MM było podawane, nie dobrze, trzeba samemu karmić!"

W porze obiadowej, kiedy dostałam swoją porcję, miałam pakować  się już do domu.
Lecz Mała znowu płakała. Trzymałam ją przy piersi, bujałam.

Byłam głodna, chciało mi się siku, musiałam się umyć, miałam zatkany nos, wciąż niespakowana a za chwilę miałam wychodzić. A ona płakała, chciała piersi, była głodna, a u mnie wciąż pustki.

Kiedy przechodząca obok położna zobaczyła że ją bujam , przyszła dając mi reprymendę " Ale proszę nie bujać, proszę przystawiać!". Nie wytrzymałam i popłakałam się, ile to można. Wiadomo nie oczekiwałam że po porodzie będę leżeć jak hrabianka, ale to przerosło wszelkie moje oczekiwania. Nie sądziłam że będzie tak beznadziejnie.

Zlitowała się nade mną i wzięła ją do siebie - nakarmiła - bo zgoda na MM była. Kiedy przyszłam gotowa Ona spała.

W domu też było nie lepiej . Piersi zaczęły tworzyć coś na wygląd wody, Mała ssała, ale po chwili wypluwała i płakała. Albo ssała godzinę, dwie.. Ja próbowałam odciągać, wychodziło max 5ml. Po prostu przez chwilę leciało a potem nic.
Piersi miałam jakby puste , "oklapłe".. zaczęłam podawać MM. Przecież nie będę głodzić dziecka???!

Walczyłam dwa tygodnie. Podawałam w dzień , w nocy. Godzinami, czasem minutami kiedy wypluwała i płakała.
Przez tą całą "promocję" (a raczej nagonkę) karmienia piersią chciałam żeby mi się udało. Ale niestety.
Zrezygnowałam. Kiedy zobaczyłam że nic z tego nie będzie. Produkcja nadal nie zwiększała się, ja jestem rozdrażniona, Mała nie gorzej.

Ciężko to przeżywałam, sądziłam że nie nadaję się na Matkę. Bo to przecież moja wina, nie? Bo jak to możliwe że innym się udaje a mi akurat nie?
Nigdy nie przypuszczałam że będę karmić sztucznym mlekiem.

Teraz z perspektywy czasu wiem że to był dobry wybór, ale przecież wybór bez innego wyjścia.
Jak mogłam inaczej nakarmić noworodka?
Jednak Mała pięknie rosła, była najedzona, a jej humorki ..? Wydaje mi się że ona już od początku pokazywała swoją osobowość.
Poważniejsze choroby też nas omijały - do tej pory miała dwa razy katar i kaszel który skutecznie zwalczyłyśmy w domu.
Nie jest przez to jakaś inna, ja sama byłam karmiona od 1 miesiąca MM, a co lepsze od 3. miesiąca mlekiem krowim i jestem, żyję, cała zdrowa, nieczęsto chorująca.

Nie lubię porównywania karmienia piersią do MM. O ile to nie była przedporodowa decyzja matki że chce karmić sztucznie. Takie porównania są nie na miejscu moim zdaniem. Karmienie sztuczne nie jest ot tak , "bo mi się nie chce piersią". Karmienie sztuczne naprawdę czasem niesie za sobą przykre sytuacje.
Jest wiele powodów dlaczego nie można karmić lub karmi się krótko. Nie można oceniać z góry że matka jest leniwa, że jej się nie chce, a nawet raz przeczytałam że jeżeli kobieta nie karmi piersią to w ogóle nie powinna mieć dzieci! I to pisze kobieta kobiecie!
Rozumiem że jeżeli urodzę dziecko i nie mogę karmić to mam je zagłodzić.?
To nie jest łatwo wytłumaczyć, po krótce, mamy MM, które karmią nim nie z własnego wyboru, nie które komentarze sprawiają wielką przykrość i na pewno urażają - głęboko.

Co do tego że mleko kosztuje.. ale kiedy dziecko jest głodne, a nie można karmić piersią, to czy wtedy liczy się pieniądze..? To nie jest tak "a to w tym miesiącu wydam na mleko 150, a za miesiąc 170"
Przed porodem też trzeba wziąć na wzgląd że może nie wyjść (choć ja tak nie myślałam).
Nie myśli się wtedy ile trzeba wydać, tylko o tym by dziecko nie było głodne i zdrowo rosło. W końcu ktoś mądry wymyślił taką mieszankę aby dzidziuś mógł się pożywić kiedy matka nie będzie mogła karmić.

Nie staję za - jak i nie oskarżam żadnej Mamy, ani Mamy KP ani KMM.
Ale moim zdaniem każde karmienie jest dobre. MM jest właśnie po to by wspomóc Mamy które karmić nie mogą i na pewno na początku bardzo to przeżywają . Ale jednak to jest najlepsze wyjście jakie może być.

Kiedy będę spodziewać się drugiego dziecka i urodzę na pewno będę bardziej walczyć o KP. (nie chodzi o oszczędność- to moim zdaniem niesmaczne stwierdzenie)
Wiadomo, to co natura dała jest najlepsze.
Ale jeżeli się nie uda, nie będę drzeć kotów.
Ważne by dziecko było zdrowe, rosło i się rozwijało.

Jednak mam nadzieję że tym razem mi wyjdzie, nie raz widziałam kiedy pierwszego dziecka nie udało się karmić a drugie udało się z powodzeniem :)









15 miesięcy temu...

28 komentarzy:

  1. Witaj. Ja jestem mamą dwójki już sporych dzieciaków. Mój syn poszedł właśnie do szkoły a córka ma już 3 lata. Moje karmienie również nie należy do udanych. Syna karmiłam co prawda 1,5 roku ale była to droga przez mękę. Nie był on dzieckiem pięknie ssącym pierś a wybrzydzającym, plującym i wyjącym podczas ssania. Córka moja nigdy nie ssała piersi. W szpitalu przez 4 doby wspaniała położna (jedna) pomagała mi i walczyła razem ze mną. A ona potrafiła wyć przez godzinę i wypluwac skutecznie cycka. Za nic. Przez pół roku ściągałam mleko i podawałam jej w butelce. Do dzisiaj gdy widzę karmiące kobiety kręci mi się łezka w oku..... Bo ja tez chciałabym takiego wspaniałego KP. A zamiast tego mam - do dzisiaj wyrzuty - bo to na pewno moja wina, to ja coś robiłam nie tak.... Bez sensu. Kult karmienia piersią jest w naszym kraju tak ogromny, że kobiety, którym się nie udaje, któ®e z jakiegoś powodu nie mogą - przeżywaja koszmar. A to bardzo przykre. Mocno pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż przykro mi się zrobiło, że Cię tak potraktowali. U mnie z pierwszym dzieckiem też miałam mało pokarmu i ciągle leżał przy cycu ( na zmianę raz jeden raz drugi) , ale nie chciał butelki. Natomiast przy drugiej bąbelce miałam tyle pokarmu, że trojaczki bym wykarmiła :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nagonka na karmienie piersią jest durna i dla mnie nie zrozumiała. Całe szczęście, że żyjemy w czasach kiedy, jeśli matka nie może karmić to dziecko nie umrze z głodu.
    Serio podpisywałaś zgodę na podanie MM? Masakra... u mnie inaczej bylo, ale to pewnie dlatego że ja miałam CC, ale od razu Młody dostał butle z MM, smoczki z takim otworem, że to 90 ml wypijał w dwie minuty :/
    A później próbowałam karmić 3 miesiące, karmiłam piersią i MM, dopóki Młody nie zaczął spadać z wagi i histeryzować na widok piersi. Teraz jedyne czego żałuje, to że nie zrezygnowałam wcześiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Współczuję przejść i tych niemiłych komentarzy :( Masz rację w tym co piszesz! U mnie też nie było łatwo... Mam małe piersi, już wcześniej wszyscy mówili, że nie będę karmić właśnie z tego powodu a od teściowej dostaliśmy w prezencie podgrzewacz do butelek (przywiozła do szpitala, choć wiedziała, że jednak karmię). Jednak na samym początku miałam olbrzymi problem z nawałem, piersi miałam jak kamienie, próbowałam ręcznie odciągać, ale za chwilę było to samo. To był koszmar! Siedziałam pół nocy i sama z tym walczyłam, przysypiałam na siedząco i płakałam... Potem mąż kupił i przywiózł laktator i jakoś to dalej poszło. Ale w czasie kiedy się z tym zmagałam sama szłam do pielęgniarek i prosiłam o butelkę dla dziecka, bo widziałam, że to na nic... Miałam też problem z przystawianiem malucha, nie potrafiłam znaleźć wygodnej dla nas pozycji, nikt nie przyszedł mi pokazać jak to należy robić, żeby dziecko efektywnie ssało. Jedyne co mi wtedy poradzili to kapturki w efekcie przez dłuższy czas nie wyobrażałam sobie, że można inaczej. Miałam nadzieję, że jak wrócimy do domu będzie lepiej, że jakoś sami to na spokojnie rozpracujemy ;) Nie było najgorzej, choć kapturki towarzyszyły przez długi czas... Mój maluch w tym czasie szybko zasypiał przy piersi a potem za chwilę budził i przypominał sobie, że się jeszcze nie najadł. Wisiał na cycku niemal non stop. Wtedy pojawiały się kolejne komentarze, że mleko nie takie, że się nie najada - dodam tylko, że rodziłam w lipcu, lato było upalne, a jak wiadomo mleko mamy poza głodem zaspokaja także pragnienie... Ale i tak brałam wszystko do siebie. Jedyny mój argument był taki, że przecież ładnie rośnie, przybiera. Nasza pani doktor oraz pielęgniarki z naszego ośrodka też były jak najbardziej za tym, żeby karmić, długo karmić... Zaczęły się cyrki, mały odpychał pierś, płakał, nie było możliwości go nakarmić, spokojnie było tylko wieczorem i w nocy. Zaczęłam odciągać mleko i karmić przez butelkę a jemu odpowiadał taki stan rzeczy. Ssał tylko wieczorami i w nocy. Tak dobiliśmy do roku a nawet trochę dłużej, po czym dziecku się odmieniło i wróciliśmy do karmienia piersią - takiego prawdziwego karmienia piersią :) Rozumiem jednak, że nie zawsze to się udaje, nie zawsze dane jest mamie karmić swoje dziecko piersią, nie zawsze starcza jej sił, żeby o to walczyć a czasem ta walka i tak z góry skazana jest na porażkę... Mleko modyfikowane nie jest złe, nie warto się obwiniać. Najważniejsze, że masz zdrową, śliczną, mądrą córeczkę i obie jesteście zadowolone :)

    Pozdrawiam ciepło,
    Kasia M.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, jeszcze przy wypisie była adnotacja że zarządałam MM.

    OdpowiedzUsuń
  6. ja też nie rozumiem tej nagonki . Wiadomo - nieświadome mamy ,często młode , wolą MM od KP tylko dlatego że nie wiedzą albo się boją że '' obwisną '' im piersi albo nie będą mogły iść się napić -bo wiele moich młodszych koleżanek z takiego zdania wychodziły.
    Mi się udało , na początku był dramat- u mnie w drugą stronę - zalało mnie tak że sikało na prawo i lewo ... a mała jadła 10min ,najadała się i 3h spokoju , i tak co 3h po 10 min karmienia więc moje piersi byly kosmicznie wielkie i twarde , odciągałam,mroziłam i to było spoko . Rozumiem dramat mam którym nie leci jak trzeba,które nie mają pokarmu tyle ile potrzebuje dziecko ,albo mają i dzieci ''wiszą '' na nich 2-3h !! Ogólnie każdy wybór matki jest dobry ,czy MM czy KP . A położne,lekarz czy osoby trzecie nie powinny w tej sprawie zabierać głosu ,chyba ze się prosi o ich zdanie . A wpis w szpitalu ' zażądała MM " wygląda co najmniej jakby się podpisywało wyrok dla własnego dziecka i oni mają na to DOWÓD .... straszne :/ To TY jesteś MATKĄ tego DZIECKA i to Twój wybór jak je chcesz karmić ... uf... współczuje Ci ,pamiętam bo byłam na bieżąco z tą Twoją sytuacją na BB , ale ogólnie nie powinien się nikt w to wtrącać . Przecież skoro CHCIAŁAŚ a Ci nie wyszło , bo tak natura chciała , to przecież nie jesteś zbrodniarką tylko dalej kochającą matką która wybrała to co najlepsze w danej chwili dla Twojego Maleństwa :)

    Buziaki Rybko :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja osobiście nie znam tego problemu - u mnie na odwrót - zalało mnie kosmicznie a moje dziecko 10min jadło 3h przerwy , także ja bawiłam się w ściąganie,mrożenie, i masowanie , bo piersi jak kamienie wielkie jak po silikonach ; ) - za to dzisiaj mam mikroskopijne : P
    Znam młode dziewczyny które wychodziły z założenia - nie będę karmić , nie będę próbować nawet , bo przecież nie wyjdę się napic , a moje ''cycki '' stracą jędrność . I znałam takie żywe przykłady które po porodzie nawet nie chciały próbować tylko prosiły o tabletki na zasuszenie. To dla mnie było przykre ,z perspektywy matki i dziecka .
    Ja chciałam , mi się udało . A Ty chciałaś ,lecz przeznaczenia nie oszukasz , tak miało być i po prostu Twój organizm nie zrobił po Twojemu. Wybrałaś dla dziecka to co najlepsze w danej chwili i to co najrozsądniejsze mogłaś zrobić : ) Na pewno nikt nie powinien takich komentarzy w Twoją stronę kierować . Co to w ogóle za wpisy '' zażądała MM "" Co najmniej to brzmi jakbyś poprosiła o wyrok dla dziecka albo nie wiem co jeszcze, jak zbrodniarza traktują mamę która jest w wielkiej kropce i nie wie co zrobić dalej , zamiast rzucać takie hasła , niech pomogą i zobaczą że jest kiepska sytuacja . Poza tym uważam że skoro matka próbuje ale jak w Twoim przypadku - nie ma pokarmu albo nie ma go wystarczająco dla dziecka , to wybierając MM to Twoja decyzja i dobry ruch , i nikt nie powinien tego komentować i oceniać !! To TY jesteś MATKĄ i to TWOJE DZIECKO , i to Twój wybór ,dla dobra dziecka. Dla mnie nikt nie powinien w to ingerować . Jeżeli Ty wybierasz że np. Twoje dziecko pójdzie do złobka , to Ty wiesz co jest dla niego najlepsze i Ty podjęłaś taką decyzje ,a innym nic do tego !! Ot co , chcecie decydować o dziecku ? To sobie je ''zróbcie'' , urodzcie i wychowujcie po swojemu .Dziękuje za uwagę :P

    Buziaki Mała :) :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam ten sam problem w szpitalu, ale miałam ze sobą nakladki, przez które Młody wolał jeść. Pamiętam, że nie byłam pewna, czy Młody się najada, to położna poszła po butle MM, okazalo się, że sie najada, bo pociągnął dwa razy i wypluł smoczek. Też miałam takie położne, które ciągnęły za pierś i gadały - karmić, karmić... Masakra. Mi się udało, cyc do tej pory w użyciu, współczuję, że Ci się nie udało. Najważniejsze, że dziecko najedzone!

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałam podobne przeżycia z karmieniem piersią, jednak położne nie za bardzo chciały mi dokarmić małą, gdyż twierdziły, że ja nie chce jej karmić. Siedziałam tydzień po cesarce w szpitalu i ściągałam pokarm, mała była pod kroplówką, bo się odwodniła, gdyż nie miałam pokarmu. Dopiero jak przez 12 godzin non stop odciągając mleko uzbierałam 15 ml w końcu mi ją nakarmili i uwierzyli, że faktycznie nie mam pokarmu. Po powrocie do domu dostała od razu MM i uważam, że to była świetna decyzja. Ale koszmaru z położnymi nie zapomnę nigdy. Młoda matka jest przez nich traktowana z góry.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wydaje mi się, że nie wyszło Ci przez... Charakter Igi. Bo ona chciała być już, natychmiast nakarmiona! A to przecież tak nie działa :-) No i sama mówiłaś, że pokarm miałaś. Na początku dziecko właśnie taką ilością się najada. Moje pierwsze posiedzenie z laktatorem też skończyło się marną ilością odciągniętego mleka...

    Mam nadzieję, że przy drugim dziecku będziesz mieć łatwiej :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo Ci współczuję przejść w szpitalu :( Ja nie miałam problemów z karmieniem Jagi, a szpitalne doświadczenie z mm tak diametralnie różne, że szok. U mnie normalnie sami z siebie dokarmiali mm jeśli widzieli, że dziecko głodne. Mam nadzieję, że kolejnym razem się uda

    OdpowiedzUsuń
  12. Niby KP jest takie proste, a jednak...

    OdpowiedzUsuń
  13. Może i tak..
    Co do mleka, niestety ale z 2tygodniowym przystawianiem nie odciągałam więcej, cały czas to co na dnie pływało.. w ogóle się nie rozkręcało.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ojej , Ty dopiero miałaś :/
    Pacany :/

    OdpowiedzUsuń
  15. Miałam ze sobą nakładki, ale powiem Ci szczerze, że nie przyszło mi do głowy ich użyć.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja mam niewiarygodne szczęście. Siara pojawiła się na wieczór przed planowaną cesarką i tak już zostało, Mała od razu złapała jak należy ssać, brodawki bolały od trzeciego dnia przez kolejne 4, ale tylko jak się zasysała, nawał pokarmu trwał dobę, Zosia nie ma żadnych problemów z brzuszkiem, a już naprawdę mam bogatą dietę, kawa jej nie pobudza, mleko mogę pić....no idealnie... Współczuję Ci, bo wiem, że naprawdę musiało Ci być ciężko. Też pewnie czułabym się złą matką, nie mogąc karmić, ale dobrze, że u Ciebie zwyciężył zdrowy rozsądek, a nie "samobiczowanie".

    OdpowiedzUsuń
  17. Pozazdrościć! No tak zapomniałam dodać, że u nas dieta eliminacyjna była, nie wiedziałam już co mogę jeść ;) Do tego zastoje i inne historie + "wsparcie" otoczenia - czasem naprawdę miałam okropne samopoczucie i chwile zwątpienia, były kryzysy... Aż sama siebie podziwiam, że tyle wytrzymałam ;) Nie było łatwo a niby karmienie naturalne :)

    Pozdrawiam,
    Kasia M. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja miałam to samo w szpitalu co Ty, a nagonkę zrobiła mi teściowa z córką jej... Do teraz twierdzą, że dzieci karmione piersią są bardziej związane z mamą,,,;/
    Iza N.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jakbym czytała o sobie... jak napisałam u siebie na blogu, że wtedy jeszcze dokarmiam mm, bo mały po opróżnieniu dwóch piersi darł się w niebogłosy i za nic nie chciał spać, to spadł na mnie grad anonimowych nagonek, że jestem złą matką, nie powinnam mieć dzieci i tekst który najbardziej mnie zabolał "twoje dziecko umarłoby w czasach kiedy nie było mm". Tego już było za wiele, do groma jasnego. Mnie moga nazywać złą matką, mam to gdzieś, ale jeśli ktoś twierdzi, że moje dziecko by umarło, tego już nie mogłam znieść. Nie zdecydowałam o podawaniu mm z własnego widzi misie tylko miałam ku temu powody, mleka praktycznie nie było, żadnych wycieków pokarmu, żadnego nawału, NIC. Według zwolenniczek karmienia piersią lepiej zagłodzić dziecko, wciskając mu pierś z której nic nie leci/ dziecko się nie najada niż podać mm. A już najbardziej denerwuje mnie stwierdzenie, że matka karmiąca mm ma mniejszą więź z dzieckiem niż ta karmiąca piersią. Jakby sposób karmienia decydowal o sile naszej miłości do dziecka;/

    OdpowiedzUsuń
  20. Kiedy byłam malutka moja mama też nie miała pokarmu. Na mm nie było pieniędzy. Dostawałam mleko od krowy i jak widać, żyję :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Kochana...
    Wydaje mi się że jesteś przykładem na to, że zła opieka poporodowa i brak wsparcia w karmieniu piersią może skutecznie zniechęcić i uniemożliwić karmienie. Jestem wstrząśnięta Twoją historią i postawą położnych...
    A napisz mi proszę kiedy doszło do pierwszego karmienia, albo do próby jego podjęcia?
    Zabawię się w Szerloka Holmsa i spróbuję dojść do tego co dokładnie poszło nie tak ;) Choć nie wiem czy mi się to uda. Nie wiem też czy sobie tego życzysz, także jak coś to pisz!!!
    Pozdrawiam Cię serdecznie i obiecuję że będę zaglądać!

    OdpowiedzUsuń
  22. Achhhh... Dodam jeszcze, że w szpitalu w którym będę rodziła jest odwrotny problem. Od razu dokarmiają mm lub glukozą np. po to żeby dziecko było spokojniejsze albo po prostu bo mają widzimisię. A to może skutecznie utrudnić karmienie piersią. Także czeka mnie walka z dokarmianiem. Każdej nowo przybyłej pielęgniarce będę musiała oznajmiać, że zamierzam próbować karmić piersią i nie życzę sobie dokarmiania. Miałam chwilę załamania z tego powodu, ale szybko wróciłam do siebie i mam siłę. Będę walczyć. A co z tego wyjdzie? Zobaczymy...

    OdpowiedzUsuń
  23. Pierwsze przystawienie było prosto po wyjściu małej, potem ok 2h po porodzie i trwało to bardzo długo.
    Tu nie chodzi o to że byłam zniechęcona do karmienia, może po części trochę też, ale najbardziej na to wpłynęło to że nie miałam pokarmu, a z pustego to i Salomon nie naleje ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Czytam, czytam i mam wrażenie, że o sobie czytam. Ja próbowałam walczyć miesiąc. Laktatory, herbatki, książki o karmieniu, cuda na kiju... i nic. Kilkanaście ml... mleka. A młodzież głodna. I też mm od szpitala. Też myślałam o sobie jako o złej matce, a po cc było mi dodatkowo ciężej. Ale teraz widzę jak mój synek się rozwija, ma już 15 miesięcy i wszystko jest ok.

    OdpowiedzUsuń
  25. Moim zdaniem nie trafiłaś na dobrą opiekę laktacyjną. Pewnie Iga nie umiała dobrze zassać brodawki. Może za dużo otoczki wciągała do buzi? Teraz tego nie dojdziemy.
    Dla mnie nie ma nagonki na kp, a na mm. Co i rusz w tv są reklamy, że mleko kobiece jest dobre do 6mż, a potem przejść na mm. Przykre to strasznie, bo kobiety rezygnują z czegoś tak pięknego...
    Mam nadzieję, że przy drugim dziecku będziesz miała łatwiej, okażą Ci więcej pomocy (zawsze możesz do mnie walić drzwiami i oknami) i że Ci się uda karmić i mieć wspaniałą przygodę. Dla mnie kp jest cudowne i chciałabym żeby każda mama miała takie wspomnienia z tym związane.
    Głowa do góry!

    OdpowiedzUsuń
  26. Najważniejsze to jest aby dziecko było KOCHANE <3

    OdpowiedzUsuń
  27. Jak ja Cię rozumiem - bo przechodziłam to samo (dodatkowo moja córa wróciła do szpitala z wysoką żółtaczką i pozwolili mi z nią być 2h dziennie, była w szpitalu dwie noce i leżała w salce w jednym z boksów z wcześnie odratowanym wcześniaczkiem i przez strach o przenoszenie bakterii itp pani ordynator nie pozwoliła mi zostać z nią dłużej jak przez 2h, serce mi pękało normalnie), wiem że przy drugim dziecku (jeśli się w ogóle kiedykolwiek zdecydujemy) to dodatkowo postaram posiłkować się poradnią laktacyjną i zaopatrzę się w laktator elektryczny żeby już być pewnym, że tego mleka naprawdę nie da się rozkręcić, bo każdy lekarz powtarzał mi, że mleko powstaje w głowie...Przechodziłam horror, że nie karmię piersią, to mnie boli do tej pory, choć starałam się robić wszystko o czym wiedziałam, żeby karmić...

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)