piątek, 13 września 2013

Bunt roczniaka

Czy w ogóle istnieje takie coś... ? Jak się okazuje raczej tak..
Według mnie trafne określenie - wstęp do buntu dwulatka.

 

Mała z noworodka płaczącego jako jedyne na sali poporodowej, niechcącego spać w domu..
z niemowlęcia równie niechcącego spać, domagającego się bujania w dzień.. turlającego się po ziemi w każdym kierunku, grzebiącego w najniższych szufladach...
z raczkującego brzdąca, w końcu starającego się podnosić, wstawać aż w końcu chodzącego..
stała się dzieckiem które za wszelką cenę chce pokazać jakie chce być niezależne. Nawet jeżeli ceną tego miałyby być popękane bębenki w uszach mamy i taty.

Dlaczego tak się dzieje.. A kto wie? Najlepszym wytłumaczeniem jest po prostu - rozwój.
Dziecko z dnia na dzień poznaje samo siebie - bada granice - bada to na ile może sobie pozwolić i na ile pozwolą rodzice..

Bunt dla mnie raczej kojarzy się z buntem nastoletnim - który sama przeżywałam jakieś 6-7 lat temu.
Ale bunt dziecka.. ? Które ledwie ponad rok temu wyszło z brzuszka?
No niestety, ale takie rzeczy się przydarzają.

Choć nazwane jest to buntem, ja w swojej głowie tak tego nie nazywam. Choć oficjalnie tak informuję innych.
Dziecko - takie malutkie - z dnia na dzień ciągle uczy się świata - uczy się siebie - uczy Nas jako rodziców.
Czy można mieć o to do niego żal skoro taki etap rozwoju jest do nieprzeskoczenia ?
Nie zgrywam teraz Matki Polki, są nerwy, ja się denerwuje - bo mała się nie słucha
mąż się denerwuje - bo mała się nie słucha
mała się denerwuje bo my jej nie pozwalamy robić tego co ona chce...
(m.in. włazić na poręcz krzesełka by ściągać rzeczy ze stołu - dlatego że raz tak zrobiła - upadła, z buzi leciała jej krew i ugryzła się nad brodą gdzie zostały jej odbite dwa ząbki
lub wrzucać zabawki do metrowego wazonu który dostaliśmy w prezencie ślubnym i po chwili próba ich wyjęcia, z czego wazon się chwieje a waży więcej od niej więc raczej nie chcielibyśmy by na nią spadł)
i inne różne historie.

Uczenie czego można czego nie jest bardzo trudne. Ale widzę że daje to efekty.
Mała zawsze otwierała szafkę pod tv gdzie są ubrania moje i męża. Uwielbia wywalać z nich ciuchy.
Uczyłam, prosiłam - nie rób tego!
Kiedy wczoraj czytając książkę widzę że mała otwiera szafki i już sięga po zawartość
Mówię :
Zamknij!
Mała patrzy się na mnie, po chwili zamyka szafki.
Mówię:
Odejdź stamtąd :
Odchodzi i idzie do zabawek.

Nie powiem że byłam dumna i z siebie i z niej :)

Niestety póki co jeszcze inne nauki sprawiają problemy, co kończy się najpierw podkówką a po chwili wielkim płaczem - najczęściej wymuszonym (specyficznie unosi głowę do góry i mruży oczy) - i zapowietrzaniem się - co po nim - następuje apogeum płaczu.

No ale skoro bunt dwulatka ma być gorszy, mamy czas aby się na to przygotować dzięki buncie roczniaka ;)
Bez-C2-A0tytu-C5-82u2



Z tego wszystkiego zapomniałam...

Oczywiście oprócz tego co napisałam jest tupanie ze złości, podskakiwanie.. wyginanie się (w końcu połamie kręgosłup) :/

Rzucanie się na ziemię.. i GRYZIENIE !

Nie lubię tego .!

 

10 komentarzy:

  1. Oj znam to, znam.
    I jeśli to ma być dopiero rozgrzewka, to... ojej! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A tupanie macie? Rzucanie się na podłogę? (dzisiaj dzieć mi się zwyczajnie wygiął do tyłu i upadła uderzając głową o podłogę, najgorsze, że było to celowe!). Tarzanie się po podłodze, bicie pięściami o ziemie? Bicie rodziców? Bo jak nie to stwierdzam, że i tak macie lajcik ;)
    A jeśli takie zachowanie też znacie - no to współczuje, bo znam ten ból...

    i ja się tylko przerażam, że skoro teraz to już tak wygląda, to co będzie dalej?

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, mamy mamy, tylko miałam taki natłok myśli że zapomniałam napisać :) czasem mam wrażenie że tym wyginaniem w końcu połamie sobie kręgosłup. No i jeszcze gryzienie u nas :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Tupanie, histeria i teatralne rzucanie się na podłogę. U nas przeszło, sprawdziło się ingorowanie i konsekwentne zabieranie rzeczy, ale czasami wył przez 20 minut z totalnie durnych powodów.

    OdpowiedzUsuń
  5. Taki aniołek, a jak daje popalić...Nie pozostaje nic innego, tylko cierpliwości życzyć :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmm... Zaczynam doceniać moje prawie bez problemowe dziecko...

    OdpowiedzUsuń
  7. Samo życie- powiedziała podwójna mama :D Powodzenia i cierpliwości. tego drugiego sama potrzebuję :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Taaak, bunt jest i ma się dobrze. Ja po roczku myślałam, że dostanę trochę spokoju a tu batalia za batalią.

    OdpowiedzUsuń
  9. Cieszę się, że tu trafiłam i przeczytałam te wszystkie wpisy.. Już myślałam, że "bunt roczniaka" to mój wymysł i tak naprawdę po prostu ponoszę klęskę wychowawczą.. A jednak okazuje się, że nie tylko ja tak mam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. A mój synio wyje (nie płacze - WYJE!) ciągle o każdą błahostkę aż do wieczora. Jestem wykończona i znów w ciąży. I radź sobie człowieku a tu ani wypić, ani zapalić... żadnego pocieszenia! ;)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)