piątek, 12 lipca 2013

Wykonywany zawód : mama - czyli co mnie wkurza...

Wraz ze staraniami o małą, nie przewidzieliśmy parę rzeczy : droga wyprawka, l4 w pracy , macierzyński jak i potem jej utrata.
W zasadzie to normalne, ale kiedy bardzo pragnie się dziecka nie myśli się o wielu szczegółach.

 

Lubiłam swoją pracę, czasem chodziłam do niej z wielkiej łaski, klnęłam w niej jak szewc, ale lubiłam.
Mieć swoje pieniądze i być niezależną i nie prosić kogoś o parę  złotych.
W ten sposób dorobiłam się swojego pierwszego auta, z mężem było nas stać pójść "na swoje".



Ale w zasadzie nie o tym mowa. Choć może i trochę tak.
Nigdy , ale to nigdy w życiu nie przypuszczałam że bycie matką jest takie trudne.
Pierwsze dni z dzieckiem były sto razy gorsze niż 'pierwszy dzień w nowej pracy gdzie nikogo się nie zna a szef wygląda jak Freddy Kruger'.

Nie wiem czy mogę to przyrównać do wykonywanego zawodu, ale to jest właśnie  to co teraz robię. Całodobowa opieka nad dzieckiem + zajmowanie się domem (od października dojdzie jeszcze pies).

Czasami jest na prawdę ciężko, marzę tylko o tym by schować się do szafy albo w ogóle wyjechać poza dom na 100km byle tylko nie słuchać tych pisków i wrzasków. Mój słuch stał się aż tak wrażliwy że drażni go stukanie w klawiaturę.

Trzeba być na każde zawołanie dziecka, na każdy krzyk.
Praca równie jakże odpowiedzialna, by zapewnić dziecku bezpieczeństwo, dobra materialne.
W ogóle tak piszę piszę i sama nie wiem co piszę, ale chcę dojść do jednego wątku.

Kocham być mamą. Nie wyobrażam sobie aby mojego dziecka nie było przy mnie. Ale czy 'matkowanie' musi równać się z katowaniem??? Nie zrozumcie mnie źle, jakoś szczególnie nie narzekam, ale czy mamie nie należy się wytchnienie i odpoczynek?

Raz na jakiś czas w rodzinie dochodzi to wymiany zdań.
Jedna strona zaczyna że mój mąż tak ciężko (oj bardzo) pracuje , a ja siedzę całymi dniami i nic nie robię.
Kiedy odpowiadam że przecież siedzę z małą , zajmuję się nią, bawię się, przebieram karmię i tak w kółko.
To zaczynają się zawodzenia że 'o Boże, jaka ja biedna siedze w domu' że to 'mój zasrany obowiązek a po za tym co nic takiego siedzieć z dzieckiem i pewnie cały  czas nic nie robię'
po takich słowach mam ochotę rzucać talerzami:/

Czy wy też uważacie że bycie matką to nic takiego, leżenie i pierdzenie????

Ja nie wiem jak babki, ciotki i teściowa wychowywały swoje dzieci skoro to takie łatwe??? Może zamykała ich w klatce i dawała pegazusa i szła spać?? To by wyjaśniało czemu teraz tak dużo grają.

5 komentarzy:

  1. Bardzo szybko zapomina się o tych trudnych pierwszych miesiącach a w zasadzie latach. A później właśnie się tak wymądrzają i lepiej wiedzą co robisz - oczywiście w ich oczach leżysz sobie wygodnie a dziecina grzecznie się bawi i może ze 2 pieluchy zmienisz ;) Ja już nawet nie dyskutuję z moim ojcem - on zawsze wie wszystko lepiej. Nie dałby rady pilnować brzdąca i zrobić obiady dla wszystkich(średnio robię 2-3 różne obiady codziennie, 1 dla męża i rodziców i dla siebie i Emila) i jeszcze ogarnąć bałagan, pamiętać o wypuszczeniu 2 psów-każdego z osobna. Tak więc może sobie paplać do woli. Opiekunka czy gosposia kosztuje. Uszy do góry, wiesz lepiej jak jest i nie potrzebujesz ich poparcia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam to samo! Mówię do kogoś, że jestem zmęczona a ten ktoś "Ty ? To co ja mam powiedzieć?" Fajnie;] Ale to że nie pracuje dla pieniędzy, nie znaczy że nie pracuje w życiu, ogólnie. Naprawdę mam ochotę wszystkich rozwalić, jak mi ktoś tak mówi.

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja Ciebie rozumiem :) takze uwazam, ze nalezy mi sie wyjscie z domu oprocz bycia studentka i mama, nalezy mi sie jak psu zupa kontakt z ludzmi, wyjsc wieczorem na spacer, na rower czy poprostu ze znajomymi.
    bycie mama jest naprawde meczace i to ciezka orka, zwlaszcza jak sie z dziecieciem musi siedziec 24h. dzieci sa kochane, a najbardziej jak spia, co nie? :)
    ale znowu niezapomniane pierwsze usmiechy, pierwsze gugu, pierwsze kroki... achhh... za to oddalabym wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja usłyszałam, że mamy lepiej, bo są pampki i nie robimy w polu...
    Tylko ludzie nie myślą, że są takie dzieci, jak nasze. Które nie umieją same się sobą zająć i mają wrodzone ADHD :P
    Moja rodzina docenia moją pracę, bo nie umieją wytrzymać z Fabim więcej niż 3h sami. Bo jest wymagającym dzieckiem. Przy nim nie da się siąść i coś zrobić, przy nim trzeba być, pilnować, bawić się, bo inaczej jest ryk.

    OdpowiedzUsuń
  5. Doskonale rozumiem o czym piszesz...przechodziłam przez ten etap wiele razy i przechodzę teraz.Są chwile kiedy najchętniej zostawiłabym wszystko i wyjechała na tygodniowe wakacje.Czuję się przytłoczona obowiązkami, wiecznymi wrzaskami, kłótniami moich dzieci.Do tego ten brak zrozumienia...przecież tak naprawdę bycie mamą na pełen etat to najcięższa praca! O wiele łatwiej jest posłać dziecko do żłobka, iść do pracy na 8 godzin, by odebrać je zmęczone po godzinach, położyć spać i zacząć dzień od nowa.My, mamy staramy się być kreatywne.spędzamy z dzieckiem każdą chwilę , gotujemy, sprzątamy, spacerujemy, dźwigamy zakupy...to się nazywa siedzeniem w domu...

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)