piątek, 19 października 2012

Hej - to ja :)

Hej...
ufff czyżbym w końcu doszła co i jak ??? ;)

Troszkę się napracowałam ;)

Tak więc za namową cioci Sol zmieniwszy portal blogowy ;)

Jak widać swojego bloga pragnę poświęcić swojej ukochanej córce.. - małemu diabełkowi.


O ciąży dowiedziałam się dnia 26,10,2011 roku. Choć czekałam na tą chwilę od 9-ciu mc , ciąża była dla mnie wielkim zaskoczeniem.. Termin 26,06,2012
Jak okazało się to był dopiero początek.

Ciąża przebiegała bez komplikacji, więc jedynie na co mogę narzekać to na wielki brzuch na sam koniec. No i na upały. 
Jednakże w 34tc trafiłam do szpitala z dosyć częstym twardym brzuchem.. i takimi rzeczami dosyć niepokojącymi.. 
Jednak okazało się, że wszystko jest dobrze.. Ale spedziłam w szpitalu 4 doby po których na amen zraziłam się do szpitala..

Relacje z mężem nieco się ochłodziły, co aktualnie trwa do tej pory..
Oprócz tego było wszystko ok.
Końcówka ciąży masakrycznie dawała się we znaki, obwód brzucha prawie 130cm

Ale nie widziałam że to co najgorsze jeszcze przede mną (a może najlepsze?) - wychowywanie dziecka.

Dnia 4,07,2012 8 dni po terminie trafiłam na szpitala na oberwację/wywoływanie.
Nic kompletnie się nie działo, żadnych skurczy - dosłownie nic.

Kiedy na KTG tętno małej zaczęło spadać do 60, więc zwiększona obserwacja, długie godziny przeleżane pod maszyną.

Kiedy wieczorem pojawiły się plamienia, które mnie w ogóle nie zdziwiły, sądziłam że to nic takiego.
Rano plamienie było już obfitsze, więc o 7,30 test na OCT5 ze względu na spadające tętno.
Ok 10 minut po podłączeniu kroplówki tętno zaczęło rosnąć i maleć między 230 a 60. A oczywiście nikogo nie było, nie miał kto zainterweniować a ja modliłam się aby w końcu ktoś przyszedł i żeby zrobili mi cc bo miałam już dosyć tej ciąży.

Z łaski wielkiej, przyszła położna kiedy tętno już się ustabilizowało, zaraz pojawiły się pierwsze skurcze, od razu co 2-3 minuty. Więc ładnym, potulnym głosikiem poprosiłam o odłączenie.
Poszłam pod prysznic, miałam nadzieję że dzięki temu ból przejdzie i pójdę sie położę i poczekam na zbawienie.
A więc po prysznicu nie przeszło, poszłam do pokoju, zdążyłam zjeść bułkę, kiedy skurcze były co 2 minuty.
Poszłam do dyżurki, badanie, rozwarcie 6cm i nagle odeszły wody. W jakim ja byłam szoku, zaczęłam płakać - przestraszyłam się że to już niedługo. 
Odejście wód miało miejsce o 10,30
Ok 11,20 już 8cm i zaczęły mi się skurcze parte - coś co wspominam najgorzej..
Bolało bardzo, wręcz rozrywało mnie od środka, ale niestety przeć nie mogłam, jeszcze za wcześnie..
Skurcze co pół minuty a ja myślałam że odlecę w kosmos..
Wszystko działo się tak szybko.
Nawet nie wiedziałam kiedy, położne rozłożyły fotel i kazały przeć... 5-6 parć i było po wszystkim.
Położyli na mnie śliskie i sine dziecko. Byłam w szoku a jednocześnie pod wrażeniem że mam już to za sobą i widzę swoje dziecko. Bardzo płakała.
Oczywiście obecność męża przy porodzie - bezcenna.

5. lipca 2012 roku o godzinie 11,55 z 9pkt na świat przyszła Iga Helena J.
Z wagą 3270gr i 53cm.

Jak to kiedyś napisałam "Najwspanialszy a zarazem najtragiczniejszy dzień w moim życiu"

Z perspektywy czasu, poród wspominam świetnie,  a dobrze przypominającym o tym wspomnieniu jest u moim boku mała kruszynka - mała terrorystka którą kocham nad życie, dla której zrobiłabym wszystko.



P.S. Jestem początkującą bloggerką tak więc proszę o wyrozumiałość - dopiero się uczę :)

1 komentarz:

  1. Ha, to wyobraź sobie jaki będziemy mieć sajgon za 10 lat z dzieciaczkami :D

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, że jesteś! :)